Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać - Rozgrywka ~ J. Sterling


Nie wiem od czego zacząć, pisząc o tej książce. Po przeczytaniu pierwszego tomu serii The Perfect Game wszystko we mnie buzuje. Nie miałam pojęcia, że można stworzyć powieść tak dobrą i złą jednocześnie. Rozgrywka posiada tyle samo wad, ile zalet. Pokochałam tę historię i jednocześnie znienawidziłam. Dlaczego? Postaram wam się wszystko, po kolei wyjaśnić.

Jack wywołuje w Cassie sprzeczne uczucia. Z jednej strony jest irytujący, chamski i bawi się dziewczynami jak zabawkami. Z drugiej - przystojny, tajemniczy i ma w sobie coś, co dziewczynę intryguje. Co się stanie, gdy Cassie ulegnie chłopakowi i postanowi odkryć, jakie sekrety skrywa? Czy przeszłość dziewczyny pozwoli jej na otworzenie się przed nowo poznanymi ludźmi?

Już sam opis powinien wam dać odrobinę do myślenia. Tak, Rozgrywka to kolejna historia o dziewczynie z tajemniczą i (podobno nieprzyjemną) przeszłością oraz szkolnym playboyu,  którego zgarnąć dla siebie chce każda dziewczyna w szkole... z wyjątkiem głównej bohaterki. Moja pierwsza reakcja na taką postać kobiecą była bardzo pozytywna. Choć pewne było, że coś między Cassie i Jack'em się wydarzy, cieszyłam się, że dziewczyna na samym początku z wielkim chłodem i dystansem podchodziła do chłopaka. Jednak mój entuzjazm szybko został ostudzony, okazało się bowiem, że wystarczyło tylko, by Jack spojrzał w oczy Cassie, tej już miękły kolana. Zlitujcie się! Czytając historię z punktu widzenia nastolatki, czułam jakby przez pierwsze sto stron miała ona rozdwojenie jaźni. W jednej chwili wyzywała chłopaka od dupków, w drugiej myślała nad tym, jakie ma cudowne oczy. 

Pozostali bohaterowie jakby nie istnieli. Byli papierowi, bezbarwni, bez charakteru. Co prawda autorka starała się tchnąć w nich odrobinę życia, jednak niezbyt jej się to udawało. Ponadto postaci było jak na lekarstwo. Wszystko kręciło się wokół Cassie i Jack'a. Od czasu do czasu pojawiała się przyjaciółka Cassie - Melissa - i brat Jack'a - Dean. W połowie książki możemy też poznać postać dość kluczową dla fabuły, której imienia nie zdradzę, by nie spoilerować. Oprócz tego raz spotkaliśmy czyichś dziadków, kiedyś tam zostali wspomnieni rodzice, odbyło się kilka nic nie znaczących rozmów ze znajomymi i tyle. Dosłownie. 

Warto zwrócić uwagę na samą fabułę. Składa się ona praktycznie ze zlepków tragicznych sytuacji, tak że po skończeniu tej książki można zacząć zastanawiać się, jakim cudem to wszystko się wydarzyło. Miałam wrażenie, jakby życie bohaterki było jednym wielkim melodramatem. A najgorsze jest to, że nie wszystko z tego melodramatu zrozumiałam. Podstawą zachowania bohaterki, a tym samym kierunku w jakim potoczyła się fabuła, miała być mroczna przeszłość Cassie. Jednak została ona jedynie wspomniana kilka razy i to w rozmowach pomiędzy bohaterami. Nie kupuję tego. Po pierwsze - ani razu historia z przeszłości nie została przedstawiona w całości, i po drugie - to, czego się dowiedziałam, nie było aż tak tragiczne. Więcej w tym było dramatyzowania nastolatki.

I teraz czas wypowiedzieć słowa, które mogą nieco zdziwić - po przeczytaniu książki zamknęłam ją i stwierdziłam, że PODOBAŁA MI SIĘ! 

Czytając książki, podstawową rzeczą, na którą zwracam uwagę są uczucia. W Rozgrywce ich nie brakuje. I nie mówię tu tylko o negatywnych emocjach związanych z powyższymi wadami. Choć historia Cassie mnie irytowała, z jakiegoś powodu nie potrafiłam się od niej oderwać. Ostanie sto stron czytałam, mając łzy w oczach. Zwroty akcji powodowały, że były chwile, gdy byłam bliska rzucenia książką w kąt i zostawienia jej tam do czasu, gdy autorka nie zdecyduje się zmienić biegu historii na taki, który nie wywoływałby we mnie tylu emocji. Dlatego krzyczałam na bohaterów i prosiłam, by to wszystko okazało się jedną wielką pomyłką; by wszystko skończyło się happy endem.

Nie mogę także nie wspomnieć o stylu autorki. J.Sterling ma wyjątkowo lekkie pióro i potrafi w intrygujący sposób pokazać najbanalniejszą historię. Rozgrywkę czyta się szybko i z przyjemnością. To lektura na jeden leniwy wieczór.

Choć w trakcie czytania pierwszego tomu The Perfect Game byłam pewna, że nie pozostawię na tej książce suchej nitki, po skończeniu jej uświadomiłam sobie, że tak nie będzie. Rozgrywka, choć często irytująca i banalna, wzbudziła we mnie pozytywne uczucia. To powieść dla osób, które potrzebują chwili wytchnienia, nie oczekują górolotnej literatury, a raczej książki, która pomoże zapomnieć im o otaczającym ich świecie i przenieść się do nieci nierealnej, banalnej i pełnej emocji opowieści Cassie.

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam we współpracy z portalem CzytamPierwszy.pl ♥♥♥



Autor: Jenn Sterling
Tytuł oryginalny: The Perfect Game #1
Tytuł polski: The Perfect Game #1 Rozgrywka
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 25 października 2017
Moja ocena: 5/10

Czytaj dalej »

[Filmowo] Mamma Mia: Here We Go Again! (2018)

Mamma mia od zawsze gra w moim sercu. Zespół Abba oczarował mnie już dawno, podobnie jak film z dwa tysiące ósmego roku w reżyserii Phyllidy Lloyd. Nic więc dziwnego, że z wielkim uśmiechem na twarzy udałam się do kina na kontynuację kultowego hitu. Czy jednak wzbudziła we mnie takie same emocje jak jej poprzedniczka?




Mamma mia: Here We Go Again! składa się z muzyki, muzyki i jeszcze raz muzyki! No może z malutkim dodatkiem fabuły. Nie żeby jednak mi to przeszkadzało. Muzyka ta idealnie wpasowywała się w sceny, jakie widzieliśmy na wielkim ekranie. Do kina poszłam po to by poznać uzupełnienie wcześniej poznanej historii i jednocześnie pobawić się przy dźwiękach dobrze znanych i lubianych przeze mnie piosenek. I wszystko to otrzymała.


Akacja filmu dzieje się na dwóch płaszczyznach: rok po zakończeniu wydarzeń pierwszej części i w latach siedemdziesiątych. Miło zaskoczył mnie fakt, że wydarzenia te płynnie się przeplatają. Poznajemy dalsze losy Sophie, jednocześnie przyglądając się przygodom młodej Donny. Choć wydaje się, że historia została opowiedziana odrobinę po łepkach, a okoliczności poznania Sama, Harry'ego i Billa są wręcz kuriozalne, wszystko to wywołuje uśmiech na naszych twarzach i przyjemne uczucie gdzieś w środku.


Dla mnie najważniejszym punktem całego filmu były piosenki. Siedząc w fotelu kinowym, mogłam poczuć się niczym na greckiej wyspie i pełna energii bawić się przy dźwiękach Dancing Queen, Waterloo, Fernando czy Super Trouper. Praktycznie każdej z postaci została poświęcona chwila uwagi, podczas której osoby się w nie wcielające mogły popisać się swoimi wokalnymi zdolnościami. Nikt nie został zaniedbany. I przyznam szczerze, że aktorzy spisali się na medal.
Oczywiście wszystko szło w parze z choreografią. Tutaj także nie mam się do czego przyczepić. Wszystko zostało dograne na ostatni guzik.


Mamma Mia: Here We Go Again! to miła, sentymentalna podróż w przeszłość, powrót do emocji, które towarzyszyły nam podczas oglądania pierwszej części, kolejne spotkanie z przesympatycznymi bohaterami, a także świetna zabawa przy dźwiękach największych przebojów zespołu Abba. Jestem pewna, że film ten to pozycja obowiązkowa dla każdego, kogo dziesięć lat temu zauroczyła pierwsza część. Mnie on zachwycił, rozbawił i jednocześnie wzbudził pewnego rodzaju smutek. Jeśli nie będziecie oczekiwać od fabuły tego filmu zbyt wiele, jestem pewna, że będziecie zadowoleni!


Czytaj dalej »

Może kiedyś oswoję strach - Gra poza prawem ~ Magdalenia Zimniak


Ola i Dorota to z pozoru dwie dziewczyny, których nic nie łączy. Pierwsza z nich - Ola - pracuje w bibliotece. Wraz ze swoim przyjacielem, Krzyśkiem, wychowała się w domu dziecka. Ma wiele problemów, jednak je życie wydaje się w miarę poukładane... Do czasu gdy w nieprzyjemnej sytuacji poznaje Dorotę. Dorota nie istnieje. Jej matka ukrywa ją z kilku ważnych powodów. Dziewczyna nie ma dostępu do internetu, nie ma przyjaciół ani nigdy nie opuściła rodzinnego domu. Gdy losy dwóch młodych kobiet przecinają się, dochodzi do zbrodni. Ola i Dorota łączą siły, by podjąć grę, która może przysporzyć im wiele kłopotów. Jak daleko posuną się, by odkryć mordercę?

Przyznam szczerze, że wobec tej książki mam mieszane uczucia. Nie jest to na pewno lektura na jeden wieczór. Sama podchodziłam do jej czytania kilkukrotnie, mimo iż co do stylu autorki nie mam żadnych zastrzeżeń. Inaczej jest z fabułą. Zacznę trochę od końca, bo istotnym minusem książki był...

... wątek zbrodni i tego kto zabił. O ile samo śledztwo było przedstawione w dość ciekawy i realistyczny sposób, to rozwiązanie całej sprawy niezbyt mnie przekonało. Co więcej, musiałam trzy razy przeczytać kilka ostatnich stron, by zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Ola i jej przyjaciel, Krzysiek nie są zawodowymi detektywami. Błądzą i szukają po omacku, często potykając się i popełniając wiele błędów. Podobało mi się to. Nie miałam styczności z nadnaturalnie inteligentnymi ludźmi, a zwykłymi młodymi dorosłymi, którzy, równie dobrze mogliby być mną i jedną z bliskich mi osób. Kiedy jednak doszło do momentu kulminacyjnego, wszystko wydało się takie nierealne. Misternie uknuta intryga nie przekonywała. Zamykając książkę, doszłam do wniosku, że to zakończenie było wręcz absurdalne.

Warto jednak zwrócić uwagę na inną rzecz - przedstawienie wątku niepełnosprawnej Doroty. To właśnie przez niego książka staje się cięższa w odbiorze. Relacje na linii córka - matka, przedstawione przez autorkę, mogą szokować. Wzbudzać współczucie, niechęć, litość czy gniew. Postaci zarówno Doroty, jak i jej matki, Beaty, mogą wywoływać wiele kontrowersji i pokazują, jak bardzo toksyczna potrafi być miłość.
Wątek ten został doskonale poprowadzony. Nawet pisząc recenzję książki, długo po jej przeczytaniu, na samą myśl o tej relacji targają mną ogromne emocje.

Jeśli chodzi o bohaterów, Magdalena Zimniak spisała się bardzo dobrze. Każda z ważniejszych postaci została umiejętnie przedstawiona. Autorka pozwoliła nam zagłębić się w umysły poszczególnych postaci, poznać pobudki nimi kierujące, idealnie odwzorowała rzeczywiste zachowania ludzi i w umiejętny sposób przydzieliła je poszczególnym osobom. Każdy z jej bohaterów był charakterystyczny i posiadał iskierkę, żaden nie został zaniedbany. Nikogo nie wyidealizowała, a pokazała, że każdy, nawet najbardziej szlachetny człowiek, posiada swoją mroczną stronę.

Nie można zapomnieć o stylu autorki. Mimo iż porusza ona ciężkie tematy, powieść czyta się szybko i z przyjemnością. Nie brak w niej dynamicznych zwrotów akcji, ale i momentów odpowiednich na chwilę refleksji. Na oddech od niektórych przytłaczających sytuacji pozwalają krótkie rozdziały.

Gra poza prawem to na pewno interesująca książka. Mimo iż nie jest idealna, warto poznać historię młodych kobiet brutalnie skrzywdzonych przez życie. Autorka nie stroni od tematów tabu, nie daje nam wszechwiedzącego bohatera, nie idealizuje nikogo ani niczego. Tak naprawdę otrzymujemy ciekawie skonstruowany, dość mroczy thriller psychologiczny, z nieco gorszym zakończeniem, obok którego jednak nie powinno się przechodzić obojętnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami! ♥♥♥

Autor: Magdalena Zimniak
Tytuł: Gra poza prawem
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 22 maja 2018
Moja ocena: 6+/10
Czytaj dalej »

TOP 7: Nie ocenia się książek po okładce, ale ja to zrobiłam... i dobrze na tym wyszłam

Niby mówi się, że nie ocenia się książek po okładce, jednak, bądźmy szczerzy, wielu z nas z większą ochotą sięgnie po książkę o ciekawej szacie graficznej, niż po taką, która odtrąca brakiem estetyki czy bardzo nieumiejętnym połączeniem zdjęć w jedną grafikę okładką. Tak jest często i nie warto się tego wypierać.

Sama jestem typową sroką okładkową. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się sięgnąć po książkę w księgarni tylko dlatego, że zaintrygowała bądź zachwyciła mnie jej okładka. Tym bardziej, że nie przepadam za opisami z tyłu, bowiem często zdradzają one więcej, niż powinny. Wolę rekomendacje na skrzydełkach czy ciekawe fragmenty danej książki, jednak to temat na inny post. Nie prawdą jest to, że każda niesamowita okładka gwarantuje pasjonującą lekturę. Tak samo nie za każdą złą okładką kryje się średniej jakości książka. Jednak, w moim przypadku, są to wyjątki od reguły. Praktycznie każdy wybór przez okładkę był strzałem w dziesiątkę. I dziś te strzały chciałabym wam zaprezentować ;)

Tak, moi drodzy - powracam z serią która od dawna nie gościła na Chwilach rozkoszy... Czas na TOP 7!

1. Wybrani ~ C. J. Daugherty







2. Niemoralna gra ~ Jolanta Kosowska
"Niemoralna gra jest książką, która skłania nas do refleksji. Porusza ona trudne tematy i ukazuje jak brak miłości w dzieciństwie może ukształtować charakter, jak i przyszłość danej osoby. Podczas lektury świat Konrada staje się realny i taki... smutny. Mimo że jest to historia wymyślona przez autorkę,to mamy świadomość, że coś takiego naprawdę mogło się zdarzyć, że okrucieństwo tego świata powstaje przez brak miłości, brak empatii względem drugiego człowieka."









3. Klejnot ~ Amy Evning
"Amy Ewing miała ciekawy pomysł i, mimo kilku potknięć, doskonale go zrealizowała. Pod pięknem i bogactwem ukryła świat, któremu jest daleko do idealnego, a główną bohaterkę postawiła przed wielkim wyzwaniem. 
W książce podobała mi się kreacja postaci i sam pomysł na historię o surogatkach. Także styl pisania był ciekawy. Minusem powieści były nawiązania do znanych młodzieżówek, jednak zbytnio mi one nie przeszkadzały, bowiem  ponieważ opowieści było czuć i widać charakter autorki i jej zamysł na tę historię."





4. Harry Potter i komnata tajemnic ~ J. K. Rowling







5. Akademia Dobra i Zła ~ Soman Chainani
"Nie jestem pewna czy było to sprawione lekkim piórem autora i jego plastycznym językiem, czy niesamowicie skonstruowanym światem i ciekawą fabułą, jednak przyznam szczerze, że Akademia Dobra i Zła była bardzo pasjonującą lekturą na miarę baśni Andersena."




6. Ostatni namsara ~ Kristen Ciccarelli
"Ostatni nasmsara początkowo może wydawać się książką dobrą. Tylko dobrą. Pierwsze kilkanaście stron zapowiada ciekawą historię, jednak nie wybitną. Prostą, niezbyt emocjonalną. Nie dajcie się zwieść pozorom. Na długo po skończeniu powieści, wciąż wszystko we mnie buzuje. Moje serce wyrywa się w stronę bohaterów, chcąc poznać ich dalsze losy. Jedna z postaci stwierdziła, że każdy nosi w sobie melodię - swoją własną opowieść. Melodia Ostatni Namsara jest wyjątkowa i piękna zarazem. Choć z początku, prosta i niepozorna, grana pianissimo - bardzo cicho - z czasem przybiera na sile. Wzrasta, nabiera kolorytu, zaczyna wzbudzać emocje. Aż w pewnej chwili uświadamiamy, że stała się tak bliska naszemu sercu, że nie możemy się bez niej obejść; zakochaliśmy się."


7. Mroczne umysły ~ Alexandra Bracken


Czytaj dalej »

Ci, którzy wiedzą, jak jest w ciemnościach, zrobią wszystko, by pozostać w świetle - Królewska klatka ~ Victoria Aveyard

Mare zdana jest na łaskę Mavena. Chłopak, do którego kiedyś coś czuła, obecnie jest jej katem i wybawcą. Może przynieść jej ból i ochronę. Zamknięta niczym ptak w klatce, ciągle odurzana działaniem Cichego Kamienia, dziewczyna od błyskawic stara się zrobić wszystko, by wydostać się na wolność. Maven jednak nie da jej łatwo odejść. Zrobi wszystko, by Czerwoną Królową zatrzymać przy sobie. Tymczasem w całym królestwie wybuchają zamieszki. Szkarłatna Gwardia prężnie dąży do obalenia władzy Mavena i Srebrnych, nie tylko w Królestwie Norty. Cały kontynent wisi na granicy wojny.

Czerwona Królowa była dla mnie totalną porażką, Szklany miecz za to oczarował i wzbudził wiele pozytywnych emocji. Królewska klatka stoi gdzieś pomiędzy. Z jednej strony jest to książka, która zaintrygowała mnie i spodobała się, z drugiej jednak - pod wieloma względami nie dorównywała drugiemu tomowi serii.

Jeżeli znajdą się tu osoby pamiętające recenzje poprzednich tomów serii, zapewne wiedzą jaką nienawiścią darzyłam Mare. Główna bohaterka, i jednocześnie narratorka, była dla mnie młodą, egoistyczną i pustą nastolatką, która niezbyt wysoko ceniła ludzkie życie. Choć twierdziła inaczej, mało zwracała uwagę na to, że ludzie giną dla niej i przez jej błędy. Królewska klatka pokazała Mare w całkowicie innym świetle. Mimo że wciąż irytująca, dziewczyna pozytywnie mnie zaskoczyła. Zaczęła zauważać swoje błędy i zwracać uwagę na ludzi ją otaczających. Gdy bez nikogo bliskiego musiała przeżyć pod kontrolą Mavena, zaczęła doceniać to, co miała. Podoba mi się to, w jaki sposób autorka pokazała powolny proces dojrzewania Mare i mam nadzieję, że w kolejnej części - Wojenna burza - nie spotkamy już tej wybuchowej  nastolatki, a dojrzałą i w pełni świadomą konsekwencji swoich czynów młodą kobietę, jaką już teraz zaczęła się stawać nasza bohaterka.

Victoria Aveyard w Królewskiej klatce stworzyła nam możliwość poznania myśli nie tylko Mare, ale i Evangeline oraz Cameron, bowiem z punktu widzeniach tych dziewczyn poprowadzonych jest kilka rozdziałów. Przyznam szczerze, że bardzo mi się to spodobało. Dzięki temu mogliśmy nie tylko lepiej poznać pobudki kierujące Żeleźczynią z domu Samos oraz niezwykłą Nową, ale także dowiedzieć się, co dzieje się poza pałacem w Archeonie, w którym przebywała Mare.
Nie można także zapomnieć o Mavenie. Autorka poświęciła mu wyjątkowo dużo uwagi, starając się pokazać, kim tak naprawdę jest ten mroczny chłopak. Mimo wzbudzania wielu negatywnych emocji, Maven intryguje i możliwość poznania tego, co nim kieruje jest naprawdę kusząca. Cieszę się, że autorka nam na to pozwala.

Jednak książka ma pewien znaczący minus. Dwie trzecie Królewskiej klatki to monotonna opowieść Mare o tym, co ona przeżywa w pałacu. Zabrakło mi tutaj dynamizmu. Niektóre strony dłużyły się niemiłosiernie. Z utęsknieniem czekałam na te kilkanaście stron akcji, po których, niestety, znów wracała monotonia. Książka ta miała raczej wzbudzić w nas emocje, jednak wzbudzanie emocji nie powinno iść w parze z całkowitym zacięciem się wydarzeń. Da się połączyć jedno i drugie, co ukazał już nie jeden autor. Victoria Aveyard musi jeszcze nad tym poćwiczyć.
Akcja nabrała tempa pod sam koniec i chwała za to, inaczej Królewską klatkę mogłabym stawiać na równi z niezbyt lubianą przeze mnie Czerwoną królową. Przyznam szczerze, że ostatnie sto stron czytałam z zapartym tchem, chcąc jak najszybciej poznać rozwiązanie wydarzeń. Kilkanaście ostatnich linijek całkowicie zbiło mnie z tropu. Z takim zakończeniem i rozwiązaniem jednego z najbardziej emocjonujących wątków nawet najgorsza książka mogłaby zmusić do sięgnięcia po jej kontynuację

Powiem szczerze - myśląc o tej książce mam mieszane uczucia. Z jednej strony to opowieść pełna emocji, z wieloma bohaterami, których warto poznać. Nie bez znaczenia jest zmiana zachodząca w zachowaniu Mare. Myślę, że każda osoba, która dotąd jej nienawidziła, po przeczytaniu Królewskiej klatki poczuje do niej chociażby niewielką nić sympatii. Jednak fabuła... sam pomysł nie jest zły i wykonanie także. Historia intryguje, jednak także nudzi. Stworzenie prawie sześciuset stronicowej książki tylko po to, by przez czterysta stron czytać o torturach, jakie musi przechodzić główna bohaterka nie jest dobrym pomysłem. Mimo wszystko nie odradzam wam lektury tego tomu, bowiem ma on w sobie coś intrygującego, co kusi i przyciąga. Sama także na pewno sięgnę po Wojenną burzę, pełna nadziei, że z przytupem zakończy ona cykl o dziewczynie od błyskawic.

Autor: Victoria Aveyard
Tytuł oryginalny: King's Cage
Tytuł polski: Królewska klatka
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko, Joanna Dziubińska
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: 24 maja 2017
Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Rozkład jazdy na rok szkolny... czyli kiedy możecie zaglądać na Chwile rozkoszy

Hej i czołem!
Nadszedł czas na mini post informacyjny. Nie ciekawią cię takie rzeczy? Możesz śmiało wyjść stąd, nie czytając dalszej części posta ;) Resztę zainteresowanych zapraszam do przeczytania kilku słów na temat planowanego funkcjonowania bloga w najbliższych tygodniach :)

Nie wiem czy zauważyliście, ale wakacje na Chwilach wyglądały dość dziwnie. W lipcu nie pojawił się żaden post, w sierpniu zaś dodawałam je dość często, bo we wtorki, czwartki i niedziele. Ten duży rozbieg spowodowany był moim wypaleniem. Od początku roku zastanawiałam się nad rezygnacją z pisania bloga. Co jakiś czas starałam się dodać coś, jednak posty te często były pisane na siłę.
W czerwcu powiedziałam: STOP! Dałam sobie miesiąc przerwy. Nie czytałam. Nie pisałam. Nie zaglądałam na książkowe blogi, fanpage, instagramy. Jeśli to by nic nie dało, miałam zamiar pożegnać się z tym miejscem...

I wiecie co? Po miesiącu zatęskniłam. Nie jestem pewna nawet za czym, chyba po prostu za tym miejscem. Za wiedzą, co się dzieje w małym, książkowym światku. Lubię pisać posty, komentować wasze wpisy, odpisywać na maile, wdawać się w dyskusje. Mimo że książkosfera nie jest idealna, a nawet często zdarzają tu się większe czy mniejsze dramy, to jest to miejsce, którego nie potrafię porzucić od tak.

Wraz z tęsknotą przyszła wena i nowa energia. To właśnie one są powodem tego dość niezwykłego poruszenia na blogu. I jestem pewna, że nie miną dość szybko. Od jakiegoś czasu mam milion pomysłów na różnego rodzaju akcje, choć jeszcze nie do końca jestem pewna jak się za nie zabrać. Mam nadzieję, że gdy przyjdzie odpowiedni moment, będziecie razem ze mną i chętnie weźmiecie w nich udział :D

A teraz już przechodzę do sedna. Nie wiem czy są jacyś zainteresowani tym tematem, ale od września, podobnie jak to było w sierpniu, wpisy na blogu będą pojawiały się regularnie! Tak, tak, w końcu mam zamiar się ogarnąć, i to tak na poważnie. Więc jeżeli ktoś będzie chciał zaglądać do mnie częściej, oznajmiam wszem i wobec, że zapraszam w ŚRODY I NIEDZIELE! :)

Myślałam nad trzema dniami w tygodniu, jednak bądźmy realistami...

II klasa liceum i wchodzące rozszerzenia przedmiotów + udział w olimpiadzie + prowadzenie nowo powstałej gazetki szkolnej +  moje lenistwo = nie mam nawet pojęcia kiedy będę spała, a co mówić o trzech postach tygodniowo!


Oczywiście wyjątki od reguły będą się pojawiały, gdy np. będzie mnie gonił termin recenzji czy będę chciała podzielić się z wami czymś niezwykłym, jednak nie liczcie na to zbyt często ;)

Na dziś to tyle! Mam nadzieję, że ktoś z was dotrwał do końca tego wywodu. Miało być krótko, zwięźle i na temat... wyszło tak jak zwykle ;) Jeśli macie do mnie jakieś pytania, uwagi, chcecie podyskutować o czymś czy co tam jeszcze wymyślicie, ten post jest do tego idealny! Piszcie śmiało w komentarzach :D

Korzystając z okazji, zaglądajcie na mojego instagrama (@pyciaaa_ccr)! Ostatnio jest tam mnie o wiele więcej niż na facebooku, mimo że dopiero zaczynam swoją przygodę z tym portalem. Kiedyś, na plastyce pani stwierdziła, że jestem beztalenciem pod względem artystycznym, jednak nie przeszkodziło mi to w założeniu konta na instagramie. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe ;)

Zaczytanego tygodnia! ♥



Czytaj dalej »

Szczęśliwe zakończenie to luksus, na jaki może pozwolić sobie fikcja - Kapłanka w bieli ~ Trudi Canavan


Kapłanka w bieli to wyjątkowa książka, która oczarowała mnie praktycznie wszystkim! Trudi Canavan stworzyła uniwersum, które zachwyca szczegółowym wykonaniem! W życiu przeczytałam wiele książek, jednak świat praktycznie żadnej z nich nie oczarował mnie tak, jak kontynent Ithanii.
Autorka serwuje nam świat po wojnie bogów, gdzie krainami Północnej Ithanii rządzą Biali - nieśmiertelni kapłani i jednocześnie przedstawiciele pięciu wciąż żyjących bogów. Wszystkie istoty, mieszkające w tych krainach, otacza magia, którą to są zdolni wykorzystywać w większym lub mniejszym stopniu. Oprócz tego istnieją krainy Południowej Ithanii, zamieszkałe przez tajemniczy lud pentadrian. Zachwyciły mnie te wzgórza i miasta pełne magii, tajemnicze i mistyczne ludy stworzone przez boginię Huan, niezwykłe zwierzęta, niesamowita przeszłość, ściśle spleciona z teraźniejszymi wydarzeniami, ta szczegółowość, z jaką świat został wykreowany. Każdy najmniejszy detal tej powieści został całkowicie przemyślany i zgrany z resztą.

Sama powieść pod względem językowym i fabularnym także może zachwycić. Początkowo otrzymujemy kilka osobno toczących się wątków i niezależnych bohaterów, między którymi nie widać żadnych powiązań. Co kilkanaście stron przeskakujemy od jednego do drugiego, aż w pewnym momencie zauważamy, że niektóre z tych historii zaczynają się zazębiać i zgrywać w jedną fantastyczną opowieść. Jedne wątki łączą się już na samym początku, na połączenie kolejnych trzeba poczekać, inne do samego końca pozostają jakby osobnymi historiami, toczącymi się gdzieś z boku. To niesamowite, jak autorce udało się stworzyć tak logiczną historię. Czytając opowieść o Aurai i pozostałych białych ma się wrażenie, jakby na samym początku dostało się mnóstwo puzzli z różnych zestawów. Dopiero z czasem zauważamy, że te puzzle da się ułożyć, jednak potrzebujemy do tego małej podpowiedzi.

Nie warto się martwić czymś, czego nie można uniknąć. Dość będzie zmartwień, kiedy to nastąpi.

Jestem osobą, która nie lubi dużej ilości opisów w książkach. Stawiam raczej na dynamiczny rozwój fabuły i wartką akcję, a efektu takiego często dodają dialogi. Tutaj, mimo przewagi tego pierwszego,  powieść czytałam z zapartym tchem. Dosłownie i w przenośni rwałam karki, by jak najszybciej poznać dalszy ciąg tej opowieści, którego nie potrafiłam przewidzieć. Wyobraźnia autorki nie miała granic, co chwilę zaskakiwała mnie coraz to bardziej intrygującym rozwojem fabuły I wiecie co? Myślę, że kolejne tomy mają dla nas do zaoferowania o wiele więcej.

Warto poświęcić trochę uwagi bohaterom książki. Przez niecałe siedemset stron powieści przewija się ich wielu. Jedni odrywają w historii ważną rolę, inni "żyją" jedynie niecałą kartkę i później słuch o nich ginie, jednak powiem szczerze, że duża ilość postaci także dodaje powieści dynamizmu i Kapłanka w bieli staje się jeszcze bardziej realistyczna. Książka ta ma serce, żyje jakby własnym życiem. Czytając ją, zastanawiamy się nad tym, jak potoczą się losy bohaterów, ale nie przewidujemy ich, tak samo jak normalnie nie przewidujemy, co wydarzy się w życiu otaczających nas osób. Oczywiste dla nas jest, że będą wzloty i upadki. Żyjemy chwilą, tym co obecnie się dzieje u danych postaci i dajemy się porwać nurtowi historii, bez tworzenia zbędnych spekulacji.
sprawia, że

W powieści znajdziemy wiele ciekawie wykreowanych i intrygujących postaci. Choć główną bohaterką jest Auraya - najmłodsza z Białych, można wyróżnić wielu bohaterów, których udało także nam się wyjątkowo dobrze poznać, choćby: tkacza snów Leiarda, doradcę Danjina czy Siyee Tryssa. Żadna z tych postaci nie wzbudza w nas jednoznacznych emocji, bowiem autorka kreując je skupiła się na tym, by pokazać, że nikt nie jest dobry lub zły. Czasem szala przechyla się w jedną, bądź drugą stronę, jednak każdy ma w sobie choć odrobinę tego i tego.

Mogłabym jeszcze wiele napisać na temat tej książki, jednak nie widzę sensu. Kapłanka w bieli to zdumiewająco dobrze wykreowani bohaterowie, ekscytujące przygody, intrygujące uniwersum, misternie utkana sieć wątków, a także cała gama emocji. Ta książka to prawdziwy MUST READ dla miłośników fantastyki! Nie możecie przejść obok niej obojętnie.

Autor: Trudi Canavan
Tytuł oryginalny: Priestess of the White 
Tytuł polski: Kapłanka w bieli
Tłumaczenie: Piotr W/ Cholewa
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 22 kwietnia 2009
Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej »
Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka