O stracie, która tylko wzmacnia czyli Powiedz wilkom, że jestem w domu - Carol Rifka Brunt


Gdy tracisz kogoś bliskiego twemu sercu, upadasz, musisz się wtedy podnieść z zdwojoną siłą, inaczej nigdy nie staniesz na prostych nogach. Jednak, gdy się podniesiesz, nic nie będzie już takie same. June straciła Finna - wujka i najlepszego przyjaciela. Wszyscy mówią, że jego śmierć była winą specjalnego przyjaciela jej chrzestnego - Toby'ego, który prosi o spotkanie z czternastolatką. Dziewczyna jest nim zaintrygowana. W końcu jak Finn mógłby wybrać kogoś tak okropnego na swojego przyjaciela? Do tego ta świadomość, że nie było się jedyną ważną osobą, powierniczką sekretów Finna...
Nie wydaje mi się, żeby bóg mógł stworzyć chorobę, która zabija ludzi tak dobrych jak Finn, a jeśli tak właśnie było, to nie ma mowy, żebym miała oddawać mu cześć.

Kim jest June? Przez całą powieść czytelnik, jak i główna bohaterka próbują się tego dowiedzieć. Jest to postać bardzo melancholijna, ale także pełna energii. Świadoma świata ją otaczającego, acz lubiąca błądzić w obłokach. Wszystkie jej cechy, mimo, że ze sobą kontrastują, tworzą także pewną harmonię, którą stopniowo odkrywamy, zagłębiając się w karty powieści. Te połączenie nie gwarantuje nam ideału książkowego, który będziemy uwielbiali, ale postać, która zaskrobie naszą sympatię przez to jaka jest i jaka nigdy nie będzie.

Historia, którą poznajemy w książce jest bardzo przytłaczająca. Problemy z AIDS nie są częstym tematem poruszanym w literaturze. Autorka przedstawia historię, która mogła przytrafić się dosłownie każdemu z nas. Nie jest to opowieść fantastyczna w której ktoś przedstawił wspaniałe życie wśród aniołów, ale prawda, która kuje w oczy i otwiera je na niesprawiedliwości tego świata.


Akcja nie jest dynamiczna. Płynie powoli i pozwala na dostrzeżenie takich malutkich detali, które może same w sobie nie są ważne, ale względem całej powieści mają ogromne znaczenie. Nie znajdzie tu nic dla siebie ktoś, kto lubi wartko płynącą akcję oraz dynamiczny rozwój wydarzeń. Powiedz wilkom, że jestem w domu jest to powieść skłaniająca do refleksji na temat życia i tego czy warto poświęcić wszystko dla jednej osoby.
Czy na resztę życia pozostanę już głupia? Kto będzie odkrywał przede mną prawdziwą historię skrytą pod tym, co dostrzega większość ludzi? Jak zostać osobą, która zna się na tego typu rzeczach? Jak zostać kimś, czyj wzrok przenika wszystko na wylot? Jak zostać Finnem?
W książce nie wszystko kręci się wokół AIDS. Można wręcz powiedzieć, że jest ono takim nieprzyjemnym dodatkiem, którym los obarczył główną bohaterkę. Na pierwszy plan wysuwa się trudny temat dorastania i poszukiwania siebie. June nie wie tak naprawdę kim jest, a strata, żal i odrzucenie nie pomagają w odnalezieniu siebie. Gdy czujesz, że jesteś sam, nie wiesz po co żyć, nie jesteś pewny komu możesz zaufać. Gdy straciłeś przyjaciela, czujesz się samotny. To krąg, acz nietrwały. W każdej chwili może pojawić się coś lub ktoś, co go przerwie. W tym przypadku jest to Toby. Pojawienie się go, jest takim punktem zwrotnym w życiu June, chwilą, która nieodwracanie zmienia całe wyobrażenie dziewczyny o świecie i pokazuje, że nie wszystko w jej życiu jest takie, na jakie wyglądało wcześniej.
Oczywiście cała powieść nie byłaby tak ujmująca, gdyby nie przecudne porównania, które po prostu mnie urzekły. Nie jestem fanką długich opisów, to prawda, ale czytanie tej książki sprawiało mi wielką przyjemność. Rozpływałam się nad wszystkimi porównaniami, które w cudowny sposób oplatały wszystkie słowa, jak i myśli bohaterki. Autorka posługiwała się nimi w bardzo umiejętny sposób. Potrafiła wprowadzić czytelnika w odpowiedni nastrój, dobrać słowa odpowiednie do sytuacji. Może chwilami nie była to lekka lektura, ale jak książka poruszająca tak poważne tematy może być miła w czytaniu?
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że jestem więźniarką. Buntowniczką wtrąconą tu na rozkaz króla. Zastanawiałam się, czy ten pokój jest dźwiękoszczelny. Czy ktokolwiek by mnie usłyszał, gdybym zaczęła śpiewać Requiem*?
Powiedz wilkom, że jestem w domu jest wspaniała na wiele różnych sposobów. Wątki rywalizacji między siostrami, przyjaźni, której śmierć nie rozłączy czy poszukiwania siebie poprzez główną bohaterkę, są tak umiejętnie ze sobą splecione, że nie zniechęcają, a wręcz przyciągają. Zakończenie jest wielkim bum, które rozwiązuje wszystkie sekrety i niejasności, a w każdym rozdziale poznajemy nową cząstkę różnych bohaterów. Zostaje także trochę niejasności, a w głowie miota się myśl "Co dalej?" jednak historia June, Fina, Toby'ego i Grety skończyła się, a tworzenie kolejnych części byłoby naciągane.

Cieszę się, że poznałam tą książkę i jestem pewna, że w przyszłości jeszcze nie raz po nią sięgnę.

Autor: Carol Rifka Brunt
Tytuł oryginalny: Tell the Wolvers I'm Home
Tytuł polski: Powiedz wilkom, że jestem w domu
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foskal / YA!
Data wydania: 14 stycznia 2015 
Moja ocena: 9/10 

*Dla tych, którzy nie wiedzą, jest to pieśń żałobna. Ciekawskich odsyłam do cioci Wiki (klik do definicji) lub mojej pani od Audycji Muzycznych ;)

1 komentarz :

  1. Ostatnio również zakupiłam tą cudną książkę. Lubie czytać czasem o tych" ciężkich tematach" jak :samobójstwo, nałogi czy nawet AIDS. Czytanie o tym co może nas spotkać. To bardzo wzruszająca powieść na swój sposób.Czytając smuciło mnie to, że ludzie występujący w książce (oprócz June i Tobyego oczywiście) patrzą i postrzegają tą chorobę jako zło wcielone, czymś czym można zarazić się nawet chociażby przez rozmowę... AIDS to trudny temat, a wcześniej w latach 80 było czymś nieznanym. To zrozumiałe, że to co nieznane budzi w nas strach. Dobrze ,że teraz i HIV i AIDS można z powodzeniem leczyć. Wspaniale napisałaś recenzję :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie posta. Każda aktywność na blogu, każde wyświetlenie, komentarz, polubienie na facebooku motywuje mnie do dalszego działania i robienia to co kocham :)

Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka