On gdzieś tam czyhał, ciągle na wolności, i było tylko kwestią czasu, kiedy uderzy ponownie - Będziesz moja ~ Natasha Preston

Co może być lepszego od spędzenia wieczoru w gronie najlepszych przyjaciół? Gdy Lylah i jej współlokatorzy szykują się na wspólne wyjście, pod ich drzwiami ktoś zostawia anonimowy list. Wiadomość uznają za głupi żart z powodu zbliżających się walentynek, jednak późniejsze darmowe drinki i zaginięcie jednego z przyjaciół - Sonny'ego - zaczynają wszystkich niepokoić. Tym bardziej, że pojawia się kolejna tajemnicza wiadomość... Co dzieje się wokół Lylah, Chace'a, Sienny i reszty przyjaciół? Co na celu mają tajemnicze wiadomości? Szybko okazuje się, że zniknięcie Sonny'ego to dopiero początek!

Będziesz moja to powieść, którą czyta się w dużym napięciu. Jeden wieczór wystarcza, by pochłonąć ją w całości. Natasha Preston stworzyła dość prostą, nieco krwawą historię, która jednak intryguje czytelnika na tyle, by nie móc jej odłożyć. Choć widać pewną schematyczność i od samego początku pojawia się przeczucie, jakie może być rozwiązanie zagadki kryminalnej, do samego końca nie ma pewności, czy jednak adresatem listów nie będzie ktoś inny. Wystarcza jeden zwrot akcji, by zachwiać pewność czytelnika, co do tożsamości tajemniczej osoby. I to jest w tej książce najlepsze!

Powieści Preston nie można nazwać wybitną, bowiem jest to książka skierowana do niewymagającego, nastoletniego czytelnika, który nie oczekuje od lektury przekazania pewnych wartości, a przeżycia przygody. Będziesz moja opowiada historię kilkorga przyjaciół, którzy z każdym kolejnym morderstwem zbliżają się do odkrycia prawdy, co zmienia ich zachowanie i podejście do rzeczywistości. Bohaterowie ci są jednak nakreśleni w prosty sposób. Od thrillerów wymaga się nieco bardziej skomplikowanych rysów psychologicznych. Tutaj tego zabrakło. Postaci były jednowymiarowe, zabrakło zagłębienia się w ich przeżycia, myśli i motywacje. Zabrakło czegoś, co pomogłoby czytelnikom zżyć się z bohaterami i poczuć ich emocje.

Zaletą książki jest logiczny sens całości i otwarte zakończenie. Każda, nawet najmniej istotna informacja finalnie okazuje się być ważna. W wypowiedziach postaci czy opisach miejsc zbrodni autorka ukrywa elementy układanki, które dopiero wraz z wyjawieniem tożsamości mordercy nabierają sensu. Zakończenie, zapowiadające dalszą część historii, mimo iż przewidywalne, intryguje czytelnika. Pozostawia pewien niedosyt i zachęca do czekania na informacje o kolejnej części opowieści o Lylah i jej przyjaciołach.

Książka Natashy Preston nie jest historią wyjątkową, a jednak pozwala na ciekawe spędzenie długiego, jesiennego wieczoru w klimacie niepokoju i grozy. Nie oczekujcie od powieści czegoś wielkiego, podejdźcie do tego jak do lekkiego i intrygującego "czytadła", a jestem pewna, że czytając, nie zawiedziecie się.

Za możliwość poznania historii dziękuję serdecznie wydawnictwu Feeria Young

Autor: Natasha Preston
Tytuł oryginalny: You Will Be Mine
Tytuł polski: Będziesz moja
Tłumaczenie: Karolina Podlipna
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 31 października 2018
Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Chciałam zapoznać się z bestią - Crank ~ Ellen Hopkins


Po przeczytaniu Crank, moje myśli błądzą chaotycznie. Opis zapowiadał lekturę pełną intensywnych emocji, nie byłam przygotowana jednak na to, jak bardzo intensywnych...

Ellen Hopkins stworzyła książkę nietypową, o, początkowo, dość typowej dziewczynie, która miała bliskich przyjaciół, kochającą rodzinę i status prymuski w szkole... do czasu, gdy zawładnęła nią Bestia.

Crank to emocjonalna opowieść o drodze na samo dno, buncie, który przeradza się w jedną, dwie, nieskończenie wiele kresek - byleby tylko zadowolić Potwora wewnątrz człowieka, żądającego coraz to więcej "odlotów". Autorka opowiedziała historię, poruszającą temat drażliwy, jakim jest narkomania. Przedstawiła sposób myślenia dziewczyny wkraczającej w świat narkotyków, jej powoli niszczejącą psychikę, a także przyczyny i skutki takich, a nie innych wyborów.

Kim są, gdy/ noc spowija wszystko/ chłodnym kłębem dymu i/ i zaczyna się bal wampirów?

Główna bohaterka, Kristina, była rozdarta wewnętrznie. Panowanie nad nią przejmował nie tylko Potwór, ale i Bree - alter ego, będące uosobieniem buntu, seksu, zawiści i grzechu. Kusiło ją to, co niedostępne lub zakazane. Wszystko, co do tej pory odrzucało Kristinę, przyciągało Bree. Gdzieś w głowie bohaterki, co jakiś czas pojawiał się głosik próbujący powstrzymać powoli następujące uzależnienie i Bree, zdolną do wielu niemoralnych rzeczy, jednak był skutecznie tłamszony. Bree była silna, walczyła o to, co uważała, że jej się należy, kosztem nawet zatracenia samej siebie.

Zwykłemu człowiekowi trudno będzie wyobrazić sobie to, co przeszła siedemnastolatka. Jej życie było pasmem bólu i cierpienia. Czytana historia może wywołać u czytelników silne emocje, który potęguje nota autorska - Crank jest fikcją literacką, opartą na wydarzeniach, które faktycznie miały miejsce w rodzinie autorki.

Emocje potęguje nietypowa forma publikacji. Nie jest to zwykła książka pisana prozą, a w formie, krótkich, poetyckich notatek, ułożonych na stronie w charakterystyczne kształty. Choć początkowo może wydawać się to nieco irytujące, z czasem odkrywa się urok takiej formy. Pozwala ona na dokładniejsze poznanie umysłu głównej bohaterki, ukazuje jej chaotyczne myśli i emocje i jednocześnie umożliwia czytelnikom lepsze zrozumienie całości historii. Gdy przyjrzymy się bliżej całości, zauważamy drugie dno, podwójne znaczenie. Ellen Hopkins nie poprzestała na opowiedzeniu historii. Historia ta została opowiedziana w konkretny sposób, w konkretnym celu.

Nie można ograniczyć, że jest to opowieść jedynie o uzależnieniu, bowiem porusza ona wiele problemów, z jakimi musi borykać się młodzież. Pierwsze zauroczenia, wyidealizowane obrazy rodziców czy trudne relacje międzyludzkie - między innymi i te tematy porusza autorka.

Crank wbija się głęboko w ludzką świadomość i zagnieżdża się w niej. Na długo po skończeniu, książka wciąż zajmuje myśli, jak natrętny robal, który bzyczy przy uchu przez długi czas. Każe zastanowić się nad historią Kristiny, przeanalizować ją i wyciągnąć pewne wnioski. Wywołuje uścisk gdzieś we wnętrzu, współczucie, a jednocześnie pewnego rodzaju złość - nie na świat, nie na narkotyki, a na ludzi, którzy pozwalają toksycznej bestii zawładnąć swoim życiem.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Feeria Young!

Autor: Ellen Hopkins
Tytuł oryginalny: Crank
Tytuł polski: Crank
Tłumaczenie: Dariusz Rossowski
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 17 października 2018
Moja ocena: 8/10

Czytaj dalej »

Nie mamy odwagi, żeby pozwolić ludziom dokonywać własnych wyborów - Dawca ~ Lois Lowry


Czy w obecnej rzeczywistości stawia się na indywidualność? Myślę, że jest to kwestia sporna. Z jednej strony nie chcemy być tacy, jak inni; chcemy się wyróżniać - osiągnąć coś, czego nikt nie osiągnął, posiadać coś, co nie będzie się ludziom kojarzyło z inną osobą (nawet jeśli chodzi o bluzkę, podobną do bluzki koleżanki). Jednak paradoksalnie nie chcemy być odrzuceni, dlatego dopasowujemy się do pasującej mody, zwyczajów i zachowań. Mimo wszystko mamy wybór. Co jednak, jeśli bylibyśmy jednakowi i ktoś decydowałby za nas? Gdyby wyboru zawodu czy współmałżonka dokonywaliby za nas inni, przeznaczeni do tego ludzie?

Jonasz żyje właśnie w takim społeczeństwie - mieszka wraz z komórką rodzinną, chodzi do szkoły, przyjmuje pigułki wstrzymujące popęd seksualny, wykonuje ściśle określone polecenia... tak jak każdy na jego Osiedlu. Ceremonia dwunastolatków pozwoli na przydzielenie chłopcu ściśle określonego zawodu. Niespodziewanie Jonasz zostaje wybrany, by odbyć szkolenie u tajemniczego
Dawcy. To właśnie tam chłopiec poznaje takie pojęcia jak: głód, śmierć, wojna, klimat, słońce czy miłość. Dawca uczy go postrzegania kolorów i  pokazuje prawdziwe oblicze teraźniejszości i przeszłości.

Powieść Lois Lowry ma w sobie coś specyficznego. Pierwsze strony książki zapowiadały historię prostą, niczym nie wyróżniającą się spośród innych dystopii. Jednak im dalej zagłębialiśmy się w fabułę, tym bardziej stawała się ona przytłaczająca. Utopijna wizja świata z każdą kolejną stroną wywoływała coraz większy niepokój. Wraz z rozwojem akcji, poznawaliśmy coraz lepiej społeczeństwo Osiedla i zasady, według których funkcjonowało. Zabranie ludziom uczuć czy kolorów jest czymś niewyobrażalnie brutalnym. Według bohaterów Dawcy było to rozwiązanie idealne.

W książce nie znajdziemy wyjątkowo dynamicznej akcji, jednak paradoksalnie dużo się dzieje. Autorka stworzyła intrygującą historię, w której napięcie narasta powoli. Kolejne wydarzenia coraz bardziej ciekawią czytelnika, nie pozwalają mu odetchnąć, przerażają i przyciągają. Nie wiadomo w którym momencie przywiązujemy się do bohaterów, mając nadzieję, że mimo wszystkich brutalności, zaserwowanych przez los i czasy, w których przyszło im żyć, czeka ich happy end.

Główny bohater to zwyczajny wychowanek Osiedla, ślepo wierzący w zasady na nim panujące. Nauki pobierane u Dawcy sprawiają, że chłopiec przechodzi gwałtowną metamorfozę. Zaczyna widzieć i czuć więcej. Staje się kolorowym punkcikiem w otaczającej go, szarej rzeczywistości. Nie da się normalnie funkcjonować, gdy w jednej chwili fundamenty, na których został zbudowany cały światopogląd burzą się, a na ich miejscu ktoś buduje nowe, dlatego postać chłopca jest specyficzna. Jednak nie można go nie docenić. Jonasz to odważy, ciekawski i inteligentny bohater, który zagarnie nie jedno serce.

Dawcę czyta się szybko i z przyjemnością, jednak treść, mimo pozorów, nie jest lekka i może zmusić do myślenia. Społeczeństwo wykreowane przez Lowry chwilami może wydawać się idealne, a opowiedziana historia prosta, jednak nie ulegajmy pozorom - ma ona w sobie coś tajemniczego, co niepokoi. Pomiędzy wierszami ukryta jest przestroga, nad którą warto jest się zastanowić. Czy brak uczuć, całkowite wymazanie pojęcia "jednostka" ze społeczeństwa i świat, którym sterują określone zasady są dobre? Jeśli jesteście ciekawi jak na te, i wiele innych, pytań odpowiedziała Lois Lowry, koniecznie sięgnijcie po Dawcę

Autor: Lois Lowry
Tytuł oryginalny: The Giver
Tytuł polski: Dawca 
Tłumaczenie: Piotr Szymczak
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 20 sierpnia 2014
Data pierwszego wydania: 1993
Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej »

[Zapowiedź] Fantazmaty. Tom II nadchodzi!


30 października 2018 r. będzie mieć premiera antologii „Fantazmaty. Tom II”. W jej skład wejdzie 20 opowiadań, a całość w formie elektronicznej będzie do pobrania za darmo ze strony Fantazmatów.


Kalejdoskop światów
Fantazmaty. Tom II to zbiór dwudziestu opowiadań napisanych przez różnorodne grono autorów, zarówno tych debiutujących, jak i doświadczonych w literackich bojach. To entuzjaści science fiction, fantasy, postapokaliptycznych scenariuszy i horrorów. Poprowadzą Was przez gorące piaski pustyń, wypełnione wiatrem ruiny i lodowate przestrzenie kosmosu. Pozwolą, z grzbietów niezwykłych wierzchowców i wnętrz lśniących statków kosmicznych, oglądać pełne magii, technologii i paranormalnych wydarzeń światy. Pozwolą Wam wejść w skórę zwykłych ludzi, jak i spojrzeć oczami maszyn. To kolorowy, pełen wyrazistych pomysłów i oślepiający oryginalnymi kreacjami kalejdoskop. To wir porywający czytelnika w kolejne, coraz bardziej przesuwające granice wyobraźni, światy. Możecie być pewni jednego – każdy z elementów tego fantastycznego tygla jest perfekcyjnym, starannie dopracowanym i wartym poznania fantazmatem.
Czytaj dalej »

Lucyfer *Sezon 1 i 2*

Szukacie nieco absurdalnej, lecz intrygującej, wciągającej, pełnej czarnego humoru (i przystojnych mężczyzn) produkcji na nudne, coraz dłuższe i deszczowe, jesienne wieczory? Trafiliście idealnie! Moi kochani, przedstawiam wam Lucyfera.

Jak to się stało, że diabeł został pracownikiem policji i jednocześnie właścicielem jednego z najpopularniejszych klubów nocnych w Los Angeles? To proste - wziął sobie urlop. Praca strażnika i władcy piekieł potrafi być piekielnie ciężka i jednocześnie nudna. Nic dziwnego, że Lucyfer postanowił urozmaicić swoje życie i zstąpił na Ziemię, by zasmakować ludzkiego życia.

Do serialu początkowo podchodziłam z wielką rezerwą. Tytuł wiele razy przewijał mi się przed oczami na wielu portalach, jednak z jakiegoś powodu nie zwracałam na niego większej uwagi. Pewnego nudnego wieczoru, postanowiłam dać mu szansę i wiecie co - pluję sobie w brodę, że nie zrobiłam tego wcześniej.


Lucyfer, podobnie jak wiele seriali kryminalnych, składa się z kilkunastu odcinków, a w każdym z nich rozwiązywana jest inna zagadka. Odcinki łączy kilka wątków i poszczególne postacie. Przyznam szczerze, że intrygujące były zarówno zagadki, które kończyły się wraz z końcem odcinka, jak i wydarzenia związane z piekielnie przystojnym diabłem i jego przybyciem na ziemię. Postać Lucyfera, skutki jego, często po prostu głupich, zachowań i relacje diabła ze śmiertelnikami ciekawiły mnie tak bardzo, że dwa sezony obejrzałam w rekordowym tempie. Obowiązki stały się nie ważne, gdy gdzieś tam czekała do poznania historia tego diabła.

Jak możecie się domyślić, nie jest to serial wymagający, bowiem producenci postawili na zaciekawienie odbiory i rozbawienie go. Nie obejdzie się także bez rozterek miłosnych, skomplikowanych relacji rodzinnych czy gorących romansów. Oj, w tej produkcji dzieje się bardzo dużo.

Sam koncept Lucyfera kojarzy mi się z serialami typu Skorpion, Agenci NCIS czy polskimi Sprawiedliwymi. Wydział kryminalny, jednak jednocześnie serial ten wyróżnia kilka dość istotnych faktów. Podstawowym jest wątek paranormalny. Bądźmy szczerzy, sama postać diabła (i to nieziemsko przystojnego!) nie jest typowa dla tego typu produkcji.

Lucyfer to serial idealny na odstresowanie po ciężkim dniu. Jestem pewna, że zagadki kryminalne was zaintrygują, postać seksownego diabła zachwyci, a relacje nakreślone przez scenarzystów wywołają burzę emocji. Nic, tylko zrobić herbatkę z cytryną, zakopać się pod kocykiem i dać się porwać prawdziwemu, mrocznemu obliczu Los Angeles! 



Czytaj dalej »

5 powodów, dla których za rok znów odwiedzę Twierdzę [Festiwal Fantastyki Twierdza 2018]

Twierdza Boyen to majestatyczna budowla o bogatej historii. Posiada swój niezastąpiony klimat i nie dziwię się, że to właśnie tutaj organizatorzy zdecydowali się na organizację Festiwalu. O jej niesamowitej historii przeczytacie więcej TUTAJ, ja zaś przechodzę do samego konwentu!

Minął miesiąc, a emocje we mnie wciąż żywe! Festiwal Fantastyki Twierdza (♥) to pierwszy konwent fantastyczny, na którym miałam okazję być i jestem pewna, że nie ostatni. Kto nie był niech żałuje, kto był, jest na pewno oczarowany tak jak ja. 

Za mało czasu, za dużo atrakcji - to jedyny minus, jaki mogę powiedzieć na temat tego wydarzenia. No może mogłabym trochę ponarzekać na pogodę, jednak to chyba sobie odpuszczę. Zamiast tego przedstawię 7 powodów, dla których za rok ponownie będziecie mogli mnie spotkać na festiwalu.

1. Ludzie
Konwent ten to jest miejsce, gdzie każdy poczuje się jak w domu, a może i lepiej. W domu bowiem raczej nie spotkacie setek osób o podobnych gustach i zainteresowaniach do waszych. Twierdza 2018 już zawsze będzie mi się kojarzył z pozytywnymi, kreatywnymi i zakręconymi ludźmi! Na festiwalu poznałam masę fantastycznych osób. 


Najmilej wspominam warsztaty, na których pomagałam przeszkadzałam w robieniu makiety ogromnej głowy rekina! 

Niks, jeśli kiedyś  trafisz na ten wpis, to zapewniam cię, że i w następnym roku możesz spodziewać się mojej pomocy ;) Tym razem postaram się zobaczyć efekt finalny!

2. Prelekcje i spotkania autorskie
Są to jedne z najciekawszych punktów programu, z których można naprawdę wiele wynieść.
Przyznam się bez bicia - w tym roku udało mi się pójść tylko na dwie prelekcje. I obie mnie zachwyciły! 
Jedno ze spotkań poprowadził Paweł Majka (po którym udało mi się zdobyć jego autograf!). Autor nieziemskiego Pokoju światów opowiedział o szukaniu inspiracji do pisania książek w naszej rodzimej, słowiańskiej mitologii. 
Na prelekcjach poruszane były rożne tematy. Miłośnicy każdego rodzaju fantastyki mogli znaleźć wśród nich coś dla siebie. Były nawet Warsztaty tworzenia filmowych scen erotycznych, co do tej pory mnie zastanawia...

3. -roomy i inne atrakcje
Czyli mowa o różnego rodzaju punktach, które znajdowały się w pomieszczeniach, np. Games Room - miejsce, w którym spędziłam najwięcej czasu. Tak ja wspomniałam, pogoda nie dopisała. Jednak nie był to powód do narzekania! Multum atrakcji znalazłam w pomieszczeniach Twierdzy.
Games Room to pokój z setkami gier planszowych. Wraz ze znajomymi bawiłam się w nim znakomicie! Trzeba też wspomnieć o Loterii: 
Zagranie w grę = pieczątka
3 pieczątki = los na loterii
A interesujących gier do wygrania było naprawdę sporo!

Oprócz Games Roomu do wyboru mieliśmy multum innych atrakcji, takich jak: karaoke, blok gier elektronicznych, RPG czy wcześniej wspomniane już warsztaty. Tak więc było w czym wybierać, nawet podczas deszczowych chwil.

Nie można zapomnieć o Bitwie RagnarOK, gdzie bijąc się na miecze obite pianką można się nieźle na kimś wyżyć (i przy okazji nabić mu kilka siniaków ;)) czy niesamowicie urządzonych Wiosce Fantasy i Strefie ZONA!



4. Gadżety
Nie mogłam o tym nie wspomnieć. Obok jednego stoiska kręciłam się kilkanaście razy. I prawie zawsze coś kupowałam... Fandomowe kubki, podkładki, poduszki, spódnice, przypinki czy worki - to rzeczy, jakie kocham i obok których nie mogłam przejść obojętnie (zwłaszcza obok worka ze Stranger things!).
Poza tym znalazłam tam także stoiska z plaszówkami czy (podejrzewam że) japońskim jedzeniem. Chociaż rybich chipsów nie polecam. Za bardzo smakują... rybą.

5. Ognisko
To, co najbardziej niesamowite zostawiłam na koniec - ognisko w wiosce Fantasy. Jeśli was tam nie było, macie czego żałować. Jest to wydarzenie, które zajęło szczególne miejsce w moim serduszku. Do tej pory, gdy myślę o tym ognisku, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Niesamowity klimat, cudowna atmosfera, ludzie, którzy wspólnie śpiewają różne pieśni (np. Wilcza zamieć ♥) czy Turniej Bardów. Tego nie da się opowiedzieć - musicie przeżyć to sami!



Piszę i dopisuję, a wciąż w mojej głowie pojawiają się rzeczy i wydarzenia, o których chciałabym wam powiedzieć. Te trzy dni były jednymi z najbardziej intensywnych i pozytywnie zakręconych, jakie miałam okazję przeżyć. Tak więc kochani - za rok widzimy się na Twierdzy. I nie przyjmuję żadnych wymówek! :)



Czytaj dalej »

[Zapowiedź] Crank ~ Ellen Hopkins



Życie było dobre, zanim poznałam bestię
Później, życie było świetne
Ostatecznie tylko przez moment…

Spróbuj sobie wyobrazić ten moment, kiedy patrzysz na osobę, której życie toczy się perfekcyjnym torem. Masz przeczucie, że jest zbyt cukierkowo i coś musi się wydarzyć.

Nagle wszystko, co ta osoba posiadała, pęka z trzaskiem i rozsypuje się na milion kawałeczków.

Na jej własne żądanie.

A ty jesteś świadkiem tej tragedii.

Kristina Snow spotyka na swojej drodze bestię, która zamienia jej życie w piekło. Bestię nazywaną nałogiem. Dziewczyna posunie się do radykalnych rozwiązań, aby choć na chwilę zapomnieć o brutalnej rzeczywistości, niszcząc przy tym niejedno istnienie. Rozpoczyna się tragiczna, wymagająca nadludzkich poświęceń walka o własne życie…

Crank jest opowieścią o wewnętrznej walce, ludzkiej postawie wobec przegranej i lękach, które nas prześladują.

Dzięki poetyckiej formie tej historii jeszcze bardziej poczujesz wszystkie emocje bohaterki… Przygotuj się na ostrą jazdę w świecie maksymalnie wyostrzonych zmysłów!

Premiera: 17 października 2018
Wydawnictwo: Feeria Young

Czytaj dalej »

[PRZEDPREMIEROWO] Nadeszła nowa Era. Era Morrigan Crow - Nevermore. Przypadki Morrigan Crow ~ Jessica Townsend


Szczęściem dla człowieka jest życie w błogiej nieświadomości daty swojej śmierci. Nikt z nas nie wie, kiedy tak naprawdę odejdzie z tego świata. Może stać się to zarówno za miesiąc, rok czy kilkadziesiąt lat. Co jednak, jeśli data naszej śmierci byłaby wyznaczona? Jeśli dane by nam było przeżyć jedynie jedenaście lat? 

Morrigan Crow jest przeklęta. Za wszystkie nieszczęścia w mieście obwinia się ją, zaś data zakończenia Ery ma być jednocześnie datą jej śmierci. Choć dziewczyna nie chce się do tego przyznać, przeraża ją wizja tak wczesnego opuszczenia tego świata. Niespodziewanie, nowa Era nadchodzi szybciej niż przewidywano, a w dzień jej jedenastych urodzin odwiedza ją pewien rudowłosy mężczyzna - Jupiter North. Jupiter zabiera Morrigan w niesamowitą podróż do magicznego Nevermoor, gdzie staje się jej patronem i przedstawia ją jako jedną z kandydatek do Towarzystwa Wunderowego - elitarnej grupy, do której mogą przynależeć jedynie ci, którzy pomyślnie przeszli wszystkie próby. Czy Morrigan poradzi sobie i zda każdą z nich? Co ją czeka, jeśli odpadnie?

Morrigan jest bohaterką samotną. Jej własna rodzina uznała ją za martwą jeszcze przed jej śmiercią. Traktują ją jak natrętnego robala, którego muszą tolerować. Propozycja członkostwa w Towarzystwie Wunderowym jest obietnicą nowego życia, na którą Morrigan zgadza się praktycznie bez wahania. Dziewczyna stara się odnaleźć ciepłe uczucia, których w świecie, gdzie każdy uważał ją za przeklętą, jej brakowało.
Główna bohaterka to inteligentna, mądra, odważna pełna życia i ciekawa świata osóbka, której nie da się nie polubić. Choć jest młoda, potrafi walczyć o swoje i nie daje się manipulować.
Podoba mi się jej nakreślenie. To postać, która swoją determinacją i charyzmą potrafi zagarnąć serca zarówno młodszych, jak nieco starszych czytelników.

Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow pełna jest wielobarwnych i wielowymiarowych postaci. Sympatyczny Hawthorn, opiekuńcza magnifikot Fenestra, energiczny kapitan Jupiter North, wyniosła Madame Czadna czy mroczny i tajemniczy Wundermistrz to tylko niektóre z postaci wykreowanych przez autorkę. A każda z tych postaci idealnie wpasowuje się w magiczny świat.

Baśniowy klimat książki jest jej największym atutem. Początkowo czułam się zagubiona wśród dziwnych określeń i nazw własnych. Jednak już po kilkunastu stronach oczarował mnie świat wykreowany przez Jessicę Townsend. Łamanie praw grawitacji, smoki, czarownice, jednorożce (lub pegazy z przyklejonym rożkiem), samo przekształcające się hotele, niesamowite drygi i dary czy łowcy z dymu i cienia... Powieść ta to historia pełna magii, przygód i walki; opowieść o poznawaniu siebie i zawieraniu nowych przyjaźni. Od dawna nie czytałam tak fantastycznej książki!

Jessica Townsend w Przypadkach Morrigan Crow zabiera czytelników w niesamowitą podroż po krainie pełnej magii, fantastycznych zwierząt, tajemniczych stowarzyszeń i urządzeń zasilanych wunderem. Książka ta to magiczna opowieść o dziewczynce, która walczy o życie, uczucia i swoje miejsce na ziemi. Jeden dzień... a raczej jedna noc - tyle mi starczyło, by przeczytać tę opowieść. Byliście oczarowani historią Harry'ego Pottera? Jestem pewna, że Morrigan Crow polubicie tak samo.

Za możliwość odbycia niesamowitej podróży do Nevermoor dziękuję serdecznie wydawnictwu Media Rodzina! ♥♥♥

Autor: Jessica Townsend
Tytuł oryginalny: Nevermoor: The Trials of Morrigan Crow
Tytuł polski: Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Wydawnictwo: Media Rodzina 
Premiera: 17 października 2018
Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej »

Jest we władaniu zemsty, nie rozsądku - Magonia ~ Maria Dahvana Headley


Magonia... dla wielu słowo abstrakcyjne, nie przywołujące żadnych skojarzeń, a jednak intrygujące. Słysząc lub czytając je, zastanawiamy się, jaką tajemnicę w sobie kryje; jakie jest jego znaczenie. Pierwsze zetknięcie się z tytułem książki Marii Dahvana Headley wywołało we mnie ciekawość. Miałam miliony pomysłów na interpretację tego tytułu. Żaden nie okazał się trafny. Czym tak naprawdę jest tajemnicza Magonia?

Aza choruje na niespotykaną chorobę płuc... tak niespotykaną, że nazwano ją zespołem Azy (choć dziewczyna wolałaby określenie "dupek" lub coś brzydszego, jak Elmer czy Clive). Nikt nie ma pewności, ile czasu jej zostało. Nieodłącznymi częściami tej choroby - oprócz wrażenia topienia się w powietrzu - są gorączka i omamy, dlatego gdy Aza widzi statek na niebie i słyszy wołające ją głosy ptaków, nikt nie bierze tego na poważnie. Jednak dziewczyna jest pewna, że tym razem nie są to halucynacje. Coś nietypowego dzieje się wokół niej. Nastolatka dochodząc do prawdy, umiera. Czy jednak po śmierci na pewno zniknie z tego świata?

Na sam początek jedna wada techniczna, która dotyczy nie tylko tej książki, a większości powieści publikowanych przez wydawnictwo Galeria Książki - opis na tylnej okładce. Zlitujcie się! Dlaczego praktycznie każdy opis od tego wydawnictwa zawiera zarys prawie całej fabuły?! Nie dotyczy to jedynie Magonii, ale także wcześniej czytanych serii od Ricka Riordana czy niedawno przeczytanego Dawcy. Tylna okłada powinna być jedynie zapowiedzią akcji, czymś co zachęci nas do sięgnięcia po daną książkę, a nie jedynym wielkim spoilerem... 

Nie jest to książka dynamiczna, przez akcję płyniemy powoli, dając się porwać magicznej opowieści wykreowanej przez autorkę. Dynamikę książki mogę porównać do wiatru. Początkowo jest to letni wietrzyk. Z czasem zaczyna się oziębiać i nabierać mocy, finalnie stając się wichurą, mogącą wyrządzić wiele szkód, a mimo wszystko wciąż stonowaną. Magonia nie jest książką zapierającą dech w piersi, ma jednak w sobie coś, co przyciąga i nie pozwala się oderwać, nie poznawszy wcześniej zakończenia.

By zbyt wiele nie zdradzać, o fabule jedynie kilka słów. Magonia to wielowątkowa powieść, która, choć chwilami przewidywalna, potrafi także zaskoczyć. Wątek choroby głównej bohaterki, jak możecie się domyślić, rozwija się i odgrywa w powieści istotną rolę. Nie można także zapomnieć o ciekawie przedstawionej przyjaźni pomiędzy Azą, a jej rówieśnikiem - Jasonem. W późniejszym czasie poznajemy kilka innych intrygujących relacji, które mam nadzieję, że zostaną rozwinięte w kolejnym tomie. Pojawia się także chęć zemsty za dawno doznane krzywdy, a także zostajemy oczarowani magicznym światem, który aż kipi oryginalnością!

Powieść Marii Dahvana Headley jest opowieścią, która zabiera czytelników w podróż wśród chmur. Znajdziemy w niej prawie wszystko, co najlepsze - barwnych i trójwymiarowych bohaterów, stopniowo rozwijającą się akcję, magię, tajemnice i silną, niezależną bohaterkę. Nie jest to książka dla osób lubiących dynamikę, jednak kilku walk także nie zabrakło.  

Magiczna okłada i tajemniczy tytuł idealnie oddają klimat książki. Nie czekajcie dłużej, dajcie się porwać wiatrom i dźwiękom Magonii.


Autor: Maria Dahvana Headley
Tytuł oryginalny: Magonia
Tytuł polski: Magonia
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 3 lutego 2016
Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej »

O, hańba wam, ludzie trzeźwi! - Cierpienia młodego Wertera ~ Johann Wolfgang Goethe

Cierpienie jest nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji. Ludzie cierpią z wielu powodów - jednym z nich jest przeżycie nieszczęśliwej miłości. Czym tak naprawdę jest ta miłość, wie tylko osoba, która jej doświadczyła. Taką osobą jest Werter - bohater, klasycznej już, opowieści, która od kilkuset lat wciąż wywołuje w czytelnikach żywe emocje.

Cierpienia młodego Wertera to powieść znana zapewne wielu z was choćby z tytułu. Napisana jest w formie listów, skierowanych do Wilhelma - przyjaciela głównego bohatera. Składają się one w jedną, pełną emocji opowieść, o skomplikowanym uczuciu, jakie Werter odczuwa do pewnej młodej kobiety.

Trudno jest podejść do tej książki nieemocjonalnie. Opowiada ona historię, która współcześnie może oburzyć i wzbudzić pewnego rodzaju niechęć. Werter jest typowym bohaterem romantycznym. Walczy z poczuciem samotności, niesprawiedliwością świata i uczuciem, które pożera go od środka. Ponadto jest człowiekiem oczytanym i wyjątkowo wrażliwym. We współczesnych jego zachowanie i postawa może budzić negatywne uczucia. To bohater, którego wzruszenia i łzy irytują. Wydaje się on być aż nazbyt emocjonalnym. Czytanie o łzach u mężczyzny, pojawiających się  co cztery kartki potrafi być wyjątkowo irytujące... Z drugiej jednak strony wypowiedzi tego młodego człowieka zmuszają do refleksji na światem. J. W. Goethe, choć stworzył tę powieść ponad dwieście lat temu, prawdy w niej zawarte i pytania, jakie powinniśmy sobie zadać po przeczytaniu jej są wciąż aktualne.

Opowieść jest statyczna. Autor miał na celu skupienie się na emocjach bohatera, nie zaś samych wydarzeniach. Głównym wątkiem jest oczywiście miłość romantyczna, która potrafi być tragiczna w skutkach. Całość przepleciona jest kilkoma innymi, prostymi wątkami. Mimo iż Cierpienia młodego Wertera czyta się szybko przez dość małą ilość stron, jest to książka, której powinno poświęcić się odrobinę czasu i skupienia, bowiem w całości ukrytych jest wiele sentencji i kwestii wartych przemyślenia.

Powieść Johanna Wolfganga Goethe nie jest zwykłą publikacją. Wielu obecnie żyjącym ludziom może ona nie przypaść do gustu. Przyznam szczerze, że mnie samej Werter nie przekonał pod względem charakteru i z każdą kolejną stroną irytował coraz bardziej. Szkoda mi także było Loty - ukochanej mężczyzny - która była wręcz przez niego prześladowana. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że wykreowany został znakomicie. Realizm jego postaci zachwyca i, patrząc na całość historii, jednocześnie przeraża, tym bardziej, że tworząc historię Wertera, autor inspirował się prawdziwymi wydarzeniami i postaciami.

Cierpienia młodego Wertera to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy pragną nadrobić braki w czytaniu klasyków. Jest to utwór, który może was zaintrygować i jednocześnie jestem pewna, że przyda się jako ilustracja do argumentu w nie jednej rozprawce.

***
Trudno jest opisać i napisać typowy tekst o wielkim klasyku. Doszłam do wniosku jednak, że powinniście znać moją opinię na temat tego utworu i jestem ciekawa tego, co wy sądzicie o historii młodego Wertera :)

Autor: Johann Wolfgang Goethe
Tytuł oryginalny: Leiden des jungen Werthers
Tytuł polski: Cierpienia młodego Wertera
Tłumaczenie: Franciszek Mirandola
Wydawnictwo: Greg
Data wydania: 2014
Data pierwszego wydania: 1774
Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Dark *Sezon 1*

Istnieją sytuacje, które nie mają logicznego wyjaśnienia; zapytania, na które nie potrafimy odnaleźć odpowiedzi; chwile, gdy musimy wyjść poza szablonowe myślenie i zadać sobie pytanie, czy może jednak jest możliwe coś, czego istnienia wcześniej nawet nie dopuszczaliśmy do swojej świadomości.


Winden to małe miasteczko położone w Niemczech. Jego mieszkańcy żyją w spokoju do czasu zaginięcia pewnego chłopca... w trzydzieści trzy lata po innym tajemniczym zniknięciu. Wydarzenie to pociąga za sobą istną burzę, która przetacza się przez miasto. Ludzie ukazują swoje prawdziwe twarze, tajemnice wychodzą na jaw, prawda zaczyna mieszać się z iluzją. Co tak na prawdę dzieje się w Winden?

Pierwszy niemiecki serial wyprodukowany przez Netflix mogę uznać za udany! Choć podczas oglądania powiewało klimatem Stranger things, finalnie produkcja okazała się całkowicie odmienna od wspomnianego serialu. Dark to połączenie mrocznego kryminału z sci-fi. Niesamowita podróż poprzez tajemnicze odmęty czasoprzestrzeni. 

Fabuła to istny galimatias, który na sam koniec okazuje się mieć logiczny sens. Różnorodność i ilość postaci początkowo przytłacza, jednak w późniejszym czasie nakreślenie powiązań pomiędzy nimi zachwyca. Serial ten mogę nazwać pewnego rodzaju układaną, która zaintryguje każdego. Nic w nim nie jest oczywiste. Odbiorca do samego końca stara się ułożyć coś ze strzępków informacji, które otrzymuje. Nie zawsze się to udaje. Czasem nie mamy pewnego puzzla, a bez niego nie potrafimy odczytać wydarzeń. Wszystko wyjaśnia się w ostatnim odcinku, po którego obejrzeniu sporo czasu zajmuje otrząśnięcie się. Przyznam szczerze, że tydzień po skończeniu serialu, gdy o nim myślę, wciąż pojawia się pewnego rodzaju zachwyt nad strukturą fabuły. 

Dark to opowieść, która wzbudza także emocje. Podczas oglądania lekkie uczucie grozy miesza się z ciekawością. Poszczególne wątki wzbudzają czy to niesmak, czy irytację. W serialu poruszanych jest wiele intrygujących wątków, takich jak: miłość, potrafiąca przerodzić się w obsesję, chorobliwa chęć zemsty, zdrada, walka o władzę czy tajemnice, które mogą doprowadzić do rozpadu rodziny. Nie można zapomnieć także stosunkach pomiędzy nastolatkami, które są ważnym punktem wydarzeń, bowiem to właśnie młodzi ludzie są głównymi postaciami serialu. 


Serial ten, choć wydał mi się nieco gorszy od wcześniej wspomnianego Stranger things, zasługuje na wysoką ocenę. Mimo że wiek postaci może wskazywać własnie nastolatków jako odbiorów, nie dajcie się wieść pozorom. Dark omami każdego, niezależnie od wieku. Historia mieszkańców Winden, zarówno tych współczesnych, jak i sprzed trzydziestu trzech lat jest pełna sprzeczności, niedopowiedzeń i tajemnic; z pozoru nie posiada logiki, z czasem okazuje się, że wszystko jest jedną, harmonijną całością. W odróżnieniu do mrocznego, dość lekkiego klimatu Stranger things, Dark to poważna i w inny sposób mroczna produkcja, dlatego myślę, że spodoba się nie tylko miłośnikom ST, ale i osobom, dla których amerykański serial wydał się zbyt dziecinny i komediowy. 

Wciąż wahacie się nad rozpoczęciem przygody z bohaterami z Winden? Nie zastanawiajcie się, tylko zacznijcie oglądać. Jestem pewna, że podobnie jak mnie, tak i was klimat małego miasteczka wciągnie w swoje sidła i na długo nie pozwoli się z nich wydostać.

Czytaj dalej »

Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać - Rozgrywka ~ J. Sterling


Nie wiem od czego zacząć, pisząc o tej książce. Po przeczytaniu pierwszego tomu serii The Perfect Game wszystko we mnie buzuje. Nie miałam pojęcia, że można stworzyć powieść tak dobrą i złą jednocześnie. Rozgrywka posiada tyle samo wad, ile zalet. Pokochałam tę historię i jednocześnie znienawidziłam. Dlaczego? Postaram wam się wszystko, po kolei wyjaśnić.

Jack wywołuje w Cassie sprzeczne uczucia. Z jednej strony jest irytujący, chamski i bawi się dziewczynami jak zabawkami. Z drugiej - przystojny, tajemniczy i ma w sobie coś, co dziewczynę intryguje. Co się stanie, gdy Cassie ulegnie chłopakowi i postanowi odkryć, jakie sekrety skrywa? Czy przeszłość dziewczyny pozwoli jej na otworzenie się przed nowo poznanymi ludźmi?

Już sam opis powinien wam dać odrobinę do myślenia. Tak, Rozgrywka to kolejna historia o dziewczynie z tajemniczą i (podobno nieprzyjemną) przeszłością oraz szkolnym playboyu,  którego zgarnąć dla siebie chce każda dziewczyna w szkole... z wyjątkiem głównej bohaterki. Moja pierwsza reakcja na taką postać kobiecą była bardzo pozytywna. Choć pewne było, że coś między Cassie i Jack'em się wydarzy, cieszyłam się, że dziewczyna na samym początku z wielkim chłodem i dystansem podchodziła do chłopaka. Jednak mój entuzjazm szybko został ostudzony, okazało się bowiem, że wystarczyło tylko, by Jack spojrzał w oczy Cassie, tej już miękły kolana. Zlitujcie się! Czytając historię z punktu widzenia nastolatki, czułam jakby przez pierwsze sto stron miała ona rozdwojenie jaźni. W jednej chwili wyzywała chłopaka od dupków, w drugiej myślała nad tym, jakie ma cudowne oczy. 

Pozostali bohaterowie jakby nie istnieli. Byli papierowi, bezbarwni, bez charakteru. Co prawda autorka starała się tchnąć w nich odrobinę życia, jednak niezbyt jej się to udawało. Ponadto postaci było jak na lekarstwo. Wszystko kręciło się wokół Cassie i Jack'a. Od czasu do czasu pojawiała się przyjaciółka Cassie - Melissa - i brat Jack'a - Dean. W połowie książki możemy też poznać postać dość kluczową dla fabuły, której imienia nie zdradzę, by nie spoilerować. Oprócz tego raz spotkaliśmy czyichś dziadków, kiedyś tam zostali wspomnieni rodzice, odbyło się kilka nic nie znaczących rozmów ze znajomymi i tyle. Dosłownie. 

Warto zwrócić uwagę na samą fabułę. Składa się ona praktycznie ze zlepków tragicznych sytuacji, tak że po skończeniu tej książki można zacząć zastanawiać się, jakim cudem to wszystko się wydarzyło. Miałam wrażenie, jakby życie bohaterki było jednym wielkim melodramatem. A najgorsze jest to, że nie wszystko z tego melodramatu zrozumiałam. Podstawą zachowania bohaterki, a tym samym kierunku w jakim potoczyła się fabuła, miała być mroczna przeszłość Cassie. Jednak została ona jedynie wspomniana kilka razy i to w rozmowach pomiędzy bohaterami. Nie kupuję tego. Po pierwsze - ani razu historia z przeszłości nie została przedstawiona w całości, i po drugie - to, czego się dowiedziałam, nie było aż tak tragiczne. Więcej w tym było dramatyzowania nastolatki.

I teraz czas wypowiedzieć słowa, które mogą nieco zdziwić - po przeczytaniu książki zamknęłam ją i stwierdziłam, że PODOBAŁA MI SIĘ! 

Czytając książki, podstawową rzeczą, na którą zwracam uwagę są uczucia. W Rozgrywce ich nie brakuje. I nie mówię tu tylko o negatywnych emocjach związanych z powyższymi wadami. Choć historia Cassie mnie irytowała, z jakiegoś powodu nie potrafiłam się od niej oderwać. Ostanie sto stron czytałam, mając łzy w oczach. Zwroty akcji powodowały, że były chwile, gdy byłam bliska rzucenia książką w kąt i zostawienia jej tam do czasu, gdy autorka nie zdecyduje się zmienić biegu historii na taki, który nie wywoływałby we mnie tylu emocji. Dlatego krzyczałam na bohaterów i prosiłam, by to wszystko okazało się jedną wielką pomyłką; by wszystko skończyło się happy endem.

Nie mogę także nie wspomnieć o stylu autorki. J.Sterling ma wyjątkowo lekkie pióro i potrafi w intrygujący sposób pokazać najbanalniejszą historię. Rozgrywkę czyta się szybko i z przyjemnością. To lektura na jeden leniwy wieczór.

Choć w trakcie czytania pierwszego tomu The Perfect Game byłam pewna, że nie pozostawię na tej książce suchej nitki, po skończeniu jej uświadomiłam sobie, że tak nie będzie. Rozgrywka, choć często irytująca i banalna, wzbudziła we mnie pozytywne uczucia. To powieść dla osób, które potrzebują chwili wytchnienia, nie oczekują górolotnej literatury, a raczej książki, która pomoże zapomnieć im o otaczającym ich świecie i przenieść się do nieci nierealnej, banalnej i pełnej emocji opowieści Cassie.

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam we współpracy z portalem CzytamPierwszy.pl ♥♥♥



Autor: Jenn Sterling
Tytuł oryginalny: The Perfect Game #1
Tytuł polski: The Perfect Game #1 Rozgrywka
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 25 października 2017
Moja ocena: 5/10

Czytaj dalej »

[Filmowo] Mamma Mia: Here We Go Again! (2018)

Mamma mia od zawsze gra w moim sercu. Zespół Abba oczarował mnie już dawno, podobnie jak film z dwa tysiące ósmego roku w reżyserii Phyllidy Lloyd. Nic więc dziwnego, że z wielkim uśmiechem na twarzy udałam się do kina na kontynuację kultowego hitu. Czy jednak wzbudziła we mnie takie same emocje jak jej poprzedniczka?




Mamma mia: Here We Go Again! składa się z muzyki, muzyki i jeszcze raz muzyki! No może z malutkim dodatkiem fabuły. Nie żeby jednak mi to przeszkadzało. Muzyka ta idealnie wpasowywała się w sceny, jakie widzieliśmy na wielkim ekranie. Do kina poszłam po to by poznać uzupełnienie wcześniej poznanej historii i jednocześnie pobawić się przy dźwiękach dobrze znanych i lubianych przeze mnie piosenek. I wszystko to otrzymała.


Akacja filmu dzieje się na dwóch płaszczyznach: rok po zakończeniu wydarzeń pierwszej części i w latach siedemdziesiątych. Miło zaskoczył mnie fakt, że wydarzenia te płynnie się przeplatają. Poznajemy dalsze losy Sophie, jednocześnie przyglądając się przygodom młodej Donny. Choć wydaje się, że historia została opowiedziana odrobinę po łepkach, a okoliczności poznania Sama, Harry'ego i Billa są wręcz kuriozalne, wszystko to wywołuje uśmiech na naszych twarzach i przyjemne uczucie gdzieś w środku.


Dla mnie najważniejszym punktem całego filmu były piosenki. Siedząc w fotelu kinowym, mogłam poczuć się niczym na greckiej wyspie i pełna energii bawić się przy dźwiękach Dancing Queen, Waterloo, Fernando czy Super Trouper. Praktycznie każdej z postaci została poświęcona chwila uwagi, podczas której osoby się w nie wcielające mogły popisać się swoimi wokalnymi zdolnościami. Nikt nie został zaniedbany. I przyznam szczerze, że aktorzy spisali się na medal.
Oczywiście wszystko szło w parze z choreografią. Tutaj także nie mam się do czego przyczepić. Wszystko zostało dograne na ostatni guzik.


Mamma Mia: Here We Go Again! to miła, sentymentalna podróż w przeszłość, powrót do emocji, które towarzyszyły nam podczas oglądania pierwszej części, kolejne spotkanie z przesympatycznymi bohaterami, a także świetna zabawa przy dźwiękach największych przebojów zespołu Abba. Jestem pewna, że film ten to pozycja obowiązkowa dla każdego, kogo dziesięć lat temu zauroczyła pierwsza część. Mnie on zachwycił, rozbawił i jednocześnie wzbudził pewnego rodzaju smutek. Jeśli nie będziecie oczekiwać od fabuły tego filmu zbyt wiele, jestem pewna, że będziecie zadowoleni!


Czytaj dalej »

Może kiedyś oswoję strach - Gra poza prawem ~ Magdalenia Zimniak


Ola i Dorota to z pozoru dwie dziewczyny, których nic nie łączy. Pierwsza z nich - Ola - pracuje w bibliotece. Wraz ze swoim przyjacielem, Krzyśkiem, wychowała się w domu dziecka. Ma wiele problemów, jednak je życie wydaje się w miarę poukładane... Do czasu gdy w nieprzyjemnej sytuacji poznaje Dorotę. Dorota nie istnieje. Jej matka ukrywa ją z kilku ważnych powodów. Dziewczyna nie ma dostępu do internetu, nie ma przyjaciół ani nigdy nie opuściła rodzinnego domu. Gdy losy dwóch młodych kobiet przecinają się, dochodzi do zbrodni. Ola i Dorota łączą siły, by podjąć grę, która może przysporzyć im wiele kłopotów. Jak daleko posuną się, by odkryć mordercę?

Przyznam szczerze, że wobec tej książki mam mieszane uczucia. Nie jest to na pewno lektura na jeden wieczór. Sama podchodziłam do jej czytania kilkukrotnie, mimo iż co do stylu autorki nie mam żadnych zastrzeżeń. Inaczej jest z fabułą. Zacznę trochę od końca, bo istotnym minusem książki był...

... wątek zbrodni i tego kto zabił. O ile samo śledztwo było przedstawione w dość ciekawy i realistyczny sposób, to rozwiązanie całej sprawy niezbyt mnie przekonało. Co więcej, musiałam trzy razy przeczytać kilka ostatnich stron, by zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Ola i jej przyjaciel, Krzysiek nie są zawodowymi detektywami. Błądzą i szukają po omacku, często potykając się i popełniając wiele błędów. Podobało mi się to. Nie miałam styczności z nadnaturalnie inteligentnymi ludźmi, a zwykłymi młodymi dorosłymi, którzy, równie dobrze mogliby być mną i jedną z bliskich mi osób. Kiedy jednak doszło do momentu kulminacyjnego, wszystko wydało się takie nierealne. Misternie uknuta intryga nie przekonywała. Zamykając książkę, doszłam do wniosku, że to zakończenie było wręcz absurdalne.

Warto jednak zwrócić uwagę na inną rzecz - przedstawienie wątku niepełnosprawnej Doroty. To właśnie przez niego książka staje się cięższa w odbiorze. Relacje na linii córka - matka, przedstawione przez autorkę, mogą szokować. Wzbudzać współczucie, niechęć, litość czy gniew. Postaci zarówno Doroty, jak i jej matki, Beaty, mogą wywoływać wiele kontrowersji i pokazują, jak bardzo toksyczna potrafi być miłość.
Wątek ten został doskonale poprowadzony. Nawet pisząc recenzję książki, długo po jej przeczytaniu, na samą myśl o tej relacji targają mną ogromne emocje.

Jeśli chodzi o bohaterów, Magdalena Zimniak spisała się bardzo dobrze. Każda z ważniejszych postaci została umiejętnie przedstawiona. Autorka pozwoliła nam zagłębić się w umysły poszczególnych postaci, poznać pobudki nimi kierujące, idealnie odwzorowała rzeczywiste zachowania ludzi i w umiejętny sposób przydzieliła je poszczególnym osobom. Każdy z jej bohaterów był charakterystyczny i posiadał iskierkę, żaden nie został zaniedbany. Nikogo nie wyidealizowała, a pokazała, że każdy, nawet najbardziej szlachetny człowiek, posiada swoją mroczną stronę.

Nie można zapomnieć o stylu autorki. Mimo iż porusza ona ciężkie tematy, powieść czyta się szybko i z przyjemnością. Nie brak w niej dynamicznych zwrotów akcji, ale i momentów odpowiednich na chwilę refleksji. Na oddech od niektórych przytłaczających sytuacji pozwalają krótkie rozdziały.

Gra poza prawem to na pewno interesująca książka. Mimo iż nie jest idealna, warto poznać historię młodych kobiet brutalnie skrzywdzonych przez życie. Autorka nie stroni od tematów tabu, nie daje nam wszechwiedzącego bohatera, nie idealizuje nikogo ani niczego. Tak naprawdę otrzymujemy ciekawie skonstruowany, dość mroczy thriller psychologiczny, z nieco gorszym zakończeniem, obok którego jednak nie powinno się przechodzić obojętnie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami! ♥♥♥

Autor: Magdalena Zimniak
Tytuł: Gra poza prawem
Wydawnictwo: Prozami
Data wydania: 22 maja 2018
Moja ocena: 6+/10
Czytaj dalej »

TOP 7: Nie ocenia się książek po okładce, ale ja to zrobiłam... i dobrze na tym wyszłam

Niby mówi się, że nie ocenia się książek po okładce, jednak, bądźmy szczerzy, wielu z nas z większą ochotą sięgnie po książkę o ciekawej szacie graficznej, niż po taką, która odtrąca brakiem estetyki czy bardzo nieumiejętnym połączeniem zdjęć w jedną grafikę okładką. Tak jest często i nie warto się tego wypierać.

Sama jestem typową sroką okładkową. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się sięgnąć po książkę w księgarni tylko dlatego, że zaintrygowała bądź zachwyciła mnie jej okładka. Tym bardziej, że nie przepadam za opisami z tyłu, bowiem często zdradzają one więcej, niż powinny. Wolę rekomendacje na skrzydełkach czy ciekawe fragmenty danej książki, jednak to temat na inny post. Nie prawdą jest to, że każda niesamowita okładka gwarantuje pasjonującą lekturę. Tak samo nie za każdą złą okładką kryje się średniej jakości książka. Jednak, w moim przypadku, są to wyjątki od reguły. Praktycznie każdy wybór przez okładkę był strzałem w dziesiątkę. I dziś te strzały chciałabym wam zaprezentować ;)

Tak, moi drodzy - powracam z serią która od dawna nie gościła na Chwilach rozkoszy... Czas na TOP 7!

1. Wybrani ~ C. J. Daugherty







2. Niemoralna gra ~ Jolanta Kosowska
"Niemoralna gra jest książką, która skłania nas do refleksji. Porusza ona trudne tematy i ukazuje jak brak miłości w dzieciństwie może ukształtować charakter, jak i przyszłość danej osoby. Podczas lektury świat Konrada staje się realny i taki... smutny. Mimo że jest to historia wymyślona przez autorkę,to mamy świadomość, że coś takiego naprawdę mogło się zdarzyć, że okrucieństwo tego świata powstaje przez brak miłości, brak empatii względem drugiego człowieka."









3. Klejnot ~ Amy Evning
"Amy Ewing miała ciekawy pomysł i, mimo kilku potknięć, doskonale go zrealizowała. Pod pięknem i bogactwem ukryła świat, któremu jest daleko do idealnego, a główną bohaterkę postawiła przed wielkim wyzwaniem. 
W książce podobała mi się kreacja postaci i sam pomysł na historię o surogatkach. Także styl pisania był ciekawy. Minusem powieści były nawiązania do znanych młodzieżówek, jednak zbytnio mi one nie przeszkadzały, bowiem  ponieważ opowieści było czuć i widać charakter autorki i jej zamysł na tę historię."





4. Harry Potter i komnata tajemnic ~ J. K. Rowling







5. Akademia Dobra i Zła ~ Soman Chainani
"Nie jestem pewna czy było to sprawione lekkim piórem autora i jego plastycznym językiem, czy niesamowicie skonstruowanym światem i ciekawą fabułą, jednak przyznam szczerze, że Akademia Dobra i Zła była bardzo pasjonującą lekturą na miarę baśni Andersena."




6. Ostatni namsara ~ Kristen Ciccarelli
"Ostatni nasmsara początkowo może wydawać się książką dobrą. Tylko dobrą. Pierwsze kilkanaście stron zapowiada ciekawą historię, jednak nie wybitną. Prostą, niezbyt emocjonalną. Nie dajcie się zwieść pozorom. Na długo po skończeniu powieści, wciąż wszystko we mnie buzuje. Moje serce wyrywa się w stronę bohaterów, chcąc poznać ich dalsze losy. Jedna z postaci stwierdziła, że każdy nosi w sobie melodię - swoją własną opowieść. Melodia Ostatni Namsara jest wyjątkowa i piękna zarazem. Choć z początku, prosta i niepozorna, grana pianissimo - bardzo cicho - z czasem przybiera na sile. Wzrasta, nabiera kolorytu, zaczyna wzbudzać emocje. Aż w pewnej chwili uświadamiamy, że stała się tak bliska naszemu sercu, że nie możemy się bez niej obejść; zakochaliśmy się."


7. Mroczne umysły ~ Alexandra Bracken


Czytaj dalej »

Ci, którzy wiedzą, jak jest w ciemnościach, zrobią wszystko, by pozostać w świetle - Królewska klatka ~ Victoria Aveyard

Mare zdana jest na łaskę Mavena. Chłopak, do którego kiedyś coś czuła, obecnie jest jej katem i wybawcą. Może przynieść jej ból i ochronę. Zamknięta niczym ptak w klatce, ciągle odurzana działaniem Cichego Kamienia, dziewczyna od błyskawic stara się zrobić wszystko, by wydostać się na wolność. Maven jednak nie da jej łatwo odejść. Zrobi wszystko, by Czerwoną Królową zatrzymać przy sobie. Tymczasem w całym królestwie wybuchają zamieszki. Szkarłatna Gwardia prężnie dąży do obalenia władzy Mavena i Srebrnych, nie tylko w Królestwie Norty. Cały kontynent wisi na granicy wojny.

Czerwona Królowa była dla mnie totalną porażką, Szklany miecz za to oczarował i wzbudził wiele pozytywnych emocji. Królewska klatka stoi gdzieś pomiędzy. Z jednej strony jest to książka, która zaintrygowała mnie i spodobała się, z drugiej jednak - pod wieloma względami nie dorównywała drugiemu tomowi serii.

Jeżeli znajdą się tu osoby pamiętające recenzje poprzednich tomów serii, zapewne wiedzą jaką nienawiścią darzyłam Mare. Główna bohaterka, i jednocześnie narratorka, była dla mnie młodą, egoistyczną i pustą nastolatką, która niezbyt wysoko ceniła ludzkie życie. Choć twierdziła inaczej, mało zwracała uwagę na to, że ludzie giną dla niej i przez jej błędy. Królewska klatka pokazała Mare w całkowicie innym świetle. Mimo że wciąż irytująca, dziewczyna pozytywnie mnie zaskoczyła. Zaczęła zauważać swoje błędy i zwracać uwagę na ludzi ją otaczających. Gdy bez nikogo bliskiego musiała przeżyć pod kontrolą Mavena, zaczęła doceniać to, co miała. Podoba mi się to, w jaki sposób autorka pokazała powolny proces dojrzewania Mare i mam nadzieję, że w kolejnej części - Wojenna burza - nie spotkamy już tej wybuchowej  nastolatki, a dojrzałą i w pełni świadomą konsekwencji swoich czynów młodą kobietę, jaką już teraz zaczęła się stawać nasza bohaterka.

Victoria Aveyard w Królewskiej klatce stworzyła nam możliwość poznania myśli nie tylko Mare, ale i Evangeline oraz Cameron, bowiem z punktu widzeniach tych dziewczyn poprowadzonych jest kilka rozdziałów. Przyznam szczerze, że bardzo mi się to spodobało. Dzięki temu mogliśmy nie tylko lepiej poznać pobudki kierujące Żeleźczynią z domu Samos oraz niezwykłą Nową, ale także dowiedzieć się, co dzieje się poza pałacem w Archeonie, w którym przebywała Mare.
Nie można także zapomnieć o Mavenie. Autorka poświęciła mu wyjątkowo dużo uwagi, starając się pokazać, kim tak naprawdę jest ten mroczny chłopak. Mimo wzbudzania wielu negatywnych emocji, Maven intryguje i możliwość poznania tego, co nim kieruje jest naprawdę kusząca. Cieszę się, że autorka nam na to pozwala.

Jednak książka ma pewien znaczący minus. Dwie trzecie Królewskiej klatki to monotonna opowieść Mare o tym, co ona przeżywa w pałacu. Zabrakło mi tutaj dynamizmu. Niektóre strony dłużyły się niemiłosiernie. Z utęsknieniem czekałam na te kilkanaście stron akcji, po których, niestety, znów wracała monotonia. Książka ta miała raczej wzbudzić w nas emocje, jednak wzbudzanie emocji nie powinno iść w parze z całkowitym zacięciem się wydarzeń. Da się połączyć jedno i drugie, co ukazał już nie jeden autor. Victoria Aveyard musi jeszcze nad tym poćwiczyć.
Akcja nabrała tempa pod sam koniec i chwała za to, inaczej Królewską klatkę mogłabym stawiać na równi z niezbyt lubianą przeze mnie Czerwoną królową. Przyznam szczerze, że ostatnie sto stron czytałam z zapartym tchem, chcąc jak najszybciej poznać rozwiązanie wydarzeń. Kilkanaście ostatnich linijek całkowicie zbiło mnie z tropu. Z takim zakończeniem i rozwiązaniem jednego z najbardziej emocjonujących wątków nawet najgorsza książka mogłaby zmusić do sięgnięcia po jej kontynuację

Powiem szczerze - myśląc o tej książce mam mieszane uczucia. Z jednej strony to opowieść pełna emocji, z wieloma bohaterami, których warto poznać. Nie bez znaczenia jest zmiana zachodząca w zachowaniu Mare. Myślę, że każda osoba, która dotąd jej nienawidziła, po przeczytaniu Królewskiej klatki poczuje do niej chociażby niewielką nić sympatii. Jednak fabuła... sam pomysł nie jest zły i wykonanie także. Historia intryguje, jednak także nudzi. Stworzenie prawie sześciuset stronicowej książki tylko po to, by przez czterysta stron czytać o torturach, jakie musi przechodzić główna bohaterka nie jest dobrym pomysłem. Mimo wszystko nie odradzam wam lektury tego tomu, bowiem ma on w sobie coś intrygującego, co kusi i przyciąga. Sama także na pewno sięgnę po Wojenną burzę, pełna nadziei, że z przytupem zakończy ona cykl o dziewczynie od błyskawic.

Autor: Victoria Aveyard
Tytuł oryginalny: King's Cage
Tytuł polski: Królewska klatka
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko, Joanna Dziubińska
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: 24 maja 2017
Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Rozkład jazdy na rok szkolny... czyli kiedy możecie zaglądać na Chwile rozkoszy

Hej i czołem!
Nadszedł czas na mini post informacyjny. Nie ciekawią cię takie rzeczy? Możesz śmiało wyjść stąd, nie czytając dalszej części posta ;) Resztę zainteresowanych zapraszam do przeczytania kilku słów na temat planowanego funkcjonowania bloga w najbliższych tygodniach :)

Nie wiem czy zauważyliście, ale wakacje na Chwilach wyglądały dość dziwnie. W lipcu nie pojawił się żaden post, w sierpniu zaś dodawałam je dość często, bo we wtorki, czwartki i niedziele. Ten duży rozbieg spowodowany był moim wypaleniem. Od początku roku zastanawiałam się nad rezygnacją z pisania bloga. Co jakiś czas starałam się dodać coś, jednak posty te często były pisane na siłę.
W czerwcu powiedziałam: STOP! Dałam sobie miesiąc przerwy. Nie czytałam. Nie pisałam. Nie zaglądałam na książkowe blogi, fanpage, instagramy. Jeśli to by nic nie dało, miałam zamiar pożegnać się z tym miejscem...

I wiecie co? Po miesiącu zatęskniłam. Nie jestem pewna nawet za czym, chyba po prostu za tym miejscem. Za wiedzą, co się dzieje w małym, książkowym światku. Lubię pisać posty, komentować wasze wpisy, odpisywać na maile, wdawać się w dyskusje. Mimo że książkosfera nie jest idealna, a nawet często zdarzają tu się większe czy mniejsze dramy, to jest to miejsce, którego nie potrafię porzucić od tak.

Wraz z tęsknotą przyszła wena i nowa energia. To właśnie one są powodem tego dość niezwykłego poruszenia na blogu. I jestem pewna, że nie miną dość szybko. Od jakiegoś czasu mam milion pomysłów na różnego rodzaju akcje, choć jeszcze nie do końca jestem pewna jak się za nie zabrać. Mam nadzieję, że gdy przyjdzie odpowiedni moment, będziecie razem ze mną i chętnie weźmiecie w nich udział :D

A teraz już przechodzę do sedna. Nie wiem czy są jacyś zainteresowani tym tematem, ale od września, podobnie jak to było w sierpniu, wpisy na blogu będą pojawiały się regularnie! Tak, tak, w końcu mam zamiar się ogarnąć, i to tak na poważnie. Więc jeżeli ktoś będzie chciał zaglądać do mnie częściej, oznajmiam wszem i wobec, że zapraszam w ŚRODY I NIEDZIELE! :)

Myślałam nad trzema dniami w tygodniu, jednak bądźmy realistami...

II klasa liceum i wchodzące rozszerzenia przedmiotów + udział w olimpiadzie + prowadzenie nowo powstałej gazetki szkolnej +  moje lenistwo = nie mam nawet pojęcia kiedy będę spała, a co mówić o trzech postach tygodniowo!


Oczywiście wyjątki od reguły będą się pojawiały, gdy np. będzie mnie gonił termin recenzji czy będę chciała podzielić się z wami czymś niezwykłym, jednak nie liczcie na to zbyt często ;)

Na dziś to tyle! Mam nadzieję, że ktoś z was dotrwał do końca tego wywodu. Miało być krótko, zwięźle i na temat... wyszło tak jak zwykle ;) Jeśli macie do mnie jakieś pytania, uwagi, chcecie podyskutować o czymś czy co tam jeszcze wymyślicie, ten post jest do tego idealny! Piszcie śmiało w komentarzach :D

Korzystając z okazji, zaglądajcie na mojego instagrama (@pyciaaa_ccr)! Ostatnio jest tam mnie o wiele więcej niż na facebooku, mimo że dopiero zaczynam swoją przygodę z tym portalem. Kiedyś, na plastyce pani stwierdziła, że jestem beztalenciem pod względem artystycznym, jednak nie przeszkodziło mi to w założeniu konta na instagramie. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe ;)

Zaczytanego tygodnia! ♥



Czytaj dalej »
Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka