Żegnaj - ktokolwiek wymyślił to słowo, powinien smażyć się w piekle - Utrata ~ Rachel Van Dyken

Miłość to uczucie, które łapie nas w swoje sidła niespodziewanie. Jedne słowo, jeden nieznaczący gest może sprawić, że zakochamy się w kimś i resztę swojego życia będziemy chcieli spędzić u boku tej osoby. Istnieją jednak przeciwności losu, które w parę chwil mogą zniszczyć nasze plany i marzenia, przeciwności, których nie da się pokonać. Jedną z nich jest choroba... choroba prowadząca do śmierci.

Kiersten zaczyna naukę w nowej szkole. Z pozoru wydaje się zwykłą, nieco zamkniętą pierwszoroczniaczką. Nikt tak naprawdę nie wie, jakie demony w niej siedzą; że co noc tonie w morskich głębinach; że jej życie w krótkim czasie całkowicie straciło sens; że kiedyś interesowała się modą, dziś za to bierze leki antydepresyjne. Jedno spotkanie rozstraja ją całkowicie. Jeden chłopak wkrada się do jej serca. Czy w tak krótkim czasie można się zakochać? Czy Wes wyciągnie ją z samego dnia otchłani i zburzy mur, którym się tak szczelnie otoczyła?

Już na samym wstępie chciałabym uświadomić wam jedną rzecz - Utrata, mimo wszystko, to literatura nie najwyższych lotów. Jest to raczej książka dla nastoletnich miłośniczek historii o nieszczęśliwej miłości, liczących na happy end.
Jej fabuła nie jest zbyt rozbudowana. Wszystko kręci się wokół wątku miłosnego. Przez około dwieście stron czytamy o Wesie i Kiersten. O miłości, która dla obu ze stron może być zarówno toksyczna, jak i zbawienna. Wszystko zmienia się pod koniec powieści, kiedy to tajemnice wyjaśniają się i zaczyna się walka. Walka o miłość i o samego siebie; walka, która praktycznie z góry jest przegrana. Te niecałe sto stron przekazuje wartości pozostające często przez nas niezauważane, autorka kieruje naszą uwagę na zmiany, jakie często życie na nas wymusza i pokazuje, że nie zawsze muszą być to zmiany na gorsze. Te kilkadziesiąt stron nieco ratuje całość i sprawia, że książka ta nie jest tak schematyczna, banalna i bezwartościowa, jak mogłoby się wydawać na samym początku.

Rachel Van Dyken operuje ograniczoną liczbą bohaterów. Oprócz głównych postaci lepiej poznajemy jedynie Lisę i Gabe'a, choć i oni zostali scharakteryzowani kilkoma określeniami, które nawet nie odbijają się w ich zachowaniu. O Lisie wiemy tyle, że lubi zabawę. Gabe za to jest z pozoru typowym manipulantem i podrywaczem, dla którego nie liczy się nic więcej oprócz dobrej zabawy. Z czasem chłopaka poznajemy nieco lepiej, zauważamy, że tak naprawdę nosi pewną maskę, która wraz z biegiem wydarzeń zanika. Dziewczyna za to wtapia się w tło i nie odgrywa w historii większej roli.
Główni bohaterowie są sympatyczni, aczkolwiek jednowymiarowi i sztuczni. Trudno by wzbudzali jakieś większe uczucia, gdy ich praktycznie nie znamy. Jedyną rzeczą, po jakiej możemy ich rozróżniać, są tragedie, które im się przytrafiły. Jednak i te wątki nie zostały zbytnio rozwinięte.

Utrata to książka idealna dla nastoletnich miłośniczek historii miłosnych. Być może osoby lubiące powieści z gatunku New Adult także znajdą tutaj coś dla siebie, jednak jeżeli liczycie na pasjonującą i poruszającą historię o życiu, miłości i śmierci, to możecie się srodze zawieść. Dla mnie pierwsza część serii Zatraceni to nieco banalna, choć zawierająca kilka ciekawych sentencji, powieść na kilka nudnych wieczorów. Taki odmóżdżacz, przy którym można spędzić kilka godzić, a następnie zacząć inną książkę i o tej szybko zapomnieć.

Autor: Rachel Van Dyken
Tytuł oryginalny: Ruin
Tytuł polski: Utrata
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 4 lutego 2015
Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Wojna to taka choroba, tylko u ludzi - Pax ~ Sara Pennypacker


Nigdy nie byłam miłośniczką Małego Księcia... To prawda, książka ta posiada wiele wartości, których nie znajdziemy w innych powieściach, jednak dla mnie jest zbyt naiwna, zagmatwana i, krótko mówiąc, dziwna, a wprowadzanie jej jako lektury już w piątej klasie szkoły podstawowej jest zwyczajnie śmieszne. Dlaczego więc sięgnęłam po Paxa - książkę porównywaną do dzieła Antoine de Saint Exupery'ego? Odpowiedź jest prosta - z czystej ciekawości. Chciałam przekonać się, czy powieść Sary Pennypacker choć w najmniejszym stopniu dorównuje takiemu klasykowi jak Mały Książę. Co się okazało?

Trwa wojna. Dwunastoletni Peter, pod presją ojca, popełnia najgorszy błąd w swoim życiu - pozostawia Paxa; swojego najlepszego przyjaciela; najukochańszego liska samego w lesie. Wyboru żałuje już dzień później, gdy znajduje się u dziadka w miejscowości oddalonej o setki kilometrów od miejsca, gdzie go zostawił. Jednak co więcej mu pozostaje, niż nadzieja, że Pax przetrwa? Otóż ma jeszcze wiarę w siebie i w swoje możliwości. Chłopiec decyduje się na desperacki krok. W nocy wyrusza w ponad trzystukilometrową podróż, której celem jest odnalezienie liska i powrót do domu. Tymczasem Pax musi się nauczyć jak być dzikim...

Pax to powieść poruszająca takie problemy jak: wojna, przyjaźń, strata kogoś bliskiego czy lojalność, nie tylko wobec bliskich nam osób, ale i samego siebie. Sara Pennypacker idealnie lawiruje pomiędzy tematami i w umiejętny sposób porusza kolejne problemy. Mimo iż mogłoby wydawać się, że książka ta jest wyjątkowo poważna, tak naprawdę sięgnąć po nią może każdy, niezależnie od wieku czy płci. Mali przeczytają bajkę o Peterze i jego najlepszym przyjacielu, dla którego chłopiec jest zdolny zrobić wszystko. Nieco starsi zaś poruszającą opowieść o prawdziwej przyjaźni i błędach, które nie zawsze da się naprawić, lecz trzeba się z ich skutkami pogodzić.

Opowieść o losach młodego Petera przeplata się z rozdziałami, kiedy to możemy śledzić historię Paxa. Autorce udało się całkowicie oddzielić od siebie tych bohaterów. Poszczególne rozdziały dzieli klimat i uczucia, jakie czytaniu ich towarzyszą. Zdarzają się chwile, gdy przez kilkanaście stron czytamy o trudach przeprawy Petera, by nagle przeskoczyć do Paxa i jego zachwytów nad dzikością lasu. Sarze Pennypacker udało się coś niesamowitego - stworzyła książkę, w której znajdziemy wiele kontrastów, a jednak wszystko jest także wyjątkowo harmonijne i nie czuć żadnych zgrzytów.

Gdybym to ja miała decydować, nie kazałabym jedenastolatkom czytać Małego księcia, a podsunęłabym im właśnie Paxa. Jest to lekka opowieść poruszająca trudne tematy, która zmusi do refleksji nawet najmłodszych. Książkę czyta się z przyjemnością, jest też w niej pewnego rodzaju magia, która zachwyca. Warto wspomnieć także o niesamowitych ilustracjach Jona Klassena. Oryginalne i ciekawe - tak bym je krótko scharakteryzowała. Nie wahajcie się. Sięgnijcie po opowieść o odwadze i lojalności, śmierci i braku empatii. Sięgnijcie po opowieść o prawdziwym życiu.

Za możliwość poznania niesamowitej historii Petera i Paxa dziękuję serdecznie wydawnictwu IUVI! ♥

Autor: Sara Pennypacker
Ilustracje: Jon Klassen
Tytuł oryginalny: Pax
Tytuł polski: Pax
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: 26 października 2016
Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej »

Czasami lepiej jest nie oglądać się za siebie - Osobliwy dom pani Peregrine ~ Ransom Riggs

Gdy byliście mali, wasi dziadkowie opowiadali wam zapewne różne niestworzone historie. Czasem były to opowieści o nich samych w roli super bohaterów, kiedy indziej baśnie o chłopcach zaklętych w łabędzie bądź nieposłusznych kogutkach. Na początku historie te fascynowały, jednak z biegiem czasu, gdy zaczęliście dorastać, zauważyliście, że tak naprawdę to, o czym opowiadali wam dziadkowie przed snem, nie mogło być prawdą. Uświadomiliście sobie, że wszystko było jedynie wymysłem ich wyobraźni. Na początku nie chcieliście tego przyjąć do świadomości, jednak z czasem pogodziliście się z tym. A co by było, gdyby okazało się, że wasi dziadkowie mówili prawdę? Że opowiadane przez nich historie miały kiedyś miejsce?

Jacob Portman od zawsze był wyjątkowo związany z dziadkiem. Dlatego nikt się nie dziwił, że po śmierci staruszka chłopak miał zwidy, koszmary senne i potrzebował pomocy specjalisty. W końcu sędziwego mężczyznę zabiły dzikie zwierzęta, a nie jakiś potwór ze starych opowieści, którego chłopiec rzekomo widział, prawda? Ale jak wyjaśnić ostatnie słowa mężczyzny? Jacob wyrusza w podróż na tajemniczą wyspę, na której wychował się jego dziadek. Tam odkrywa tajemnice na zawsze zmieniające jego spojrzenie na świat; dowiaduje się, że mężczyzna miał więcej sekretów niż ktokolwiek mógł się spodziewać oraz... poznaje bardzo osobliwe osoby.

Na okładce książki czytamy: Osobliwy dom pani Peregrine to trzymający w napięciu thriller nie tylko dla młodzieży. I gdyby nie to zdanie, tak naprawdę nie miałabym do czego się przyczepić. Osobliwy dom pani Peregrine to naprawdę osobliwa książka, która wciąga i przez większość czasu trzyma w napięciu, jednak z pewnością nie nazwałabym jej thrillerem. Na około pierwsze dwieście stron składają się głównie opisy, które nie sprzyjają rozwojowi tempa akcji. Nie mówię, że jest to minusem, ponieważ myślę, że jest to wyjątkowe dobre wprowadzenie do tego interesującego świata stworzonego przez Ransoma Riggs, jednak brak tu tego elementu grozy charakterystycznego dla gatunku jakim jest dreszczowiec.

Fabuła jest oryginalna, choć początkowo nie powala na kolana. Główny bohater wyrusza wraz z ojcem w podróż na odległą wyspę, która ma ukazać znaczenie ostatnich słów dziadka, jednak zamiast odpowiedzi, podczas pobytu na wyspie pojawia się coraz więcej pytań. Jacob zagłębia się w magiczny świat, co może okazać się zgubne. Z biegiem wydarzeń napięcie rośnie. Akcja nabiera tempa i wydarzenia jeszcze bardziej się gmatwają. Klimatu dodają niesamowite zdjęcia, przez które nie jeden raz czuć dreszcze na plecach. Wszystkie są niezwykłe, choć z pozoru może się wydawać, że nie ma w nich nic ciekawego.

Osobliwy dom pani Peregrine to książka ciekawa, w której znajdziecie nie tylko interesującą i niebanalną fabułę, ale także oryginalnych bohaterów. Powieść chwilami przywołuje w nas bliżej nieokreślony lęk, który często jest nieuzasadniony. Warto po nią sięgnąć, jeśli macie ochotę przeczytać coś wymykającego się wszelkim schematom.

Autor: Ransom Riggs
Tytuł oryginalny: Miss Peregrine's Home for Peculiar Children
Tytuł polski: Osobliwy dom pani Peregrine
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: Media rodzina
Data wydania: 7 listopada 2012
Moja ocena: 8/10

Czytaj dalej »

52 książki, które chcę przeczytać w 2017!

Wielu blogerów książkowych publikuje posty typu 100 książek, które... albo 10 książek, które..., dlaczego więc ja postanowiłam przedstawić wam 52 książki? To proste - 100 książek z listy na pewno nie przeczytam, 10 to za mało, za to 52 (czyli tyle ile tygodni w roku) w sam raz! Publikuję tę listę dziś, by nie było żadnych oszustw i za rok, dokładnie w ostatni dzień grudnia, zrobię wielką konfrontację (nie wykluczone, że w formie filmiku), gdzie zestawię książki z tej listy z powieściami, które udało mi się przeczytać. Was także zachęcam do stworzenia takiego posta i sprawdzenia ile książek z chciejki uda wam się przeczytać w ciągu roku! :) 


W 2017 roku mam zamiar zabrać się za niedokończone serie, dlatego wśród poniższych tytułów znajdziecie wiele powieści będących drugim, trzecim lub dalszym tomem jakiegoś cyklu. Oprócz tego chcę także rozpocząć kilka serii (m.in. Grę o Tron czy Grę w kłamstwa), które chodzą za mną już od dłuższego czasu. W zestawieniu nie zabrakło polskich autorów, np. Jolanty Kosowskiej czy Patrycji Gryciuk - ich książki także są dla mnie obowiązkową lekturą na ten rok. Ale nie przedłużam, zapraszam do czytania oglądania :)

Macie zamiar przeczytać, bądź czytaliście już któreś z powyższych książek? 
Jak wam się podobały? 
Koniecznie piszcie w komentarzach, jakie tytuły znalazłyby się na waszej liście 52 książek, które chcę przeczytać w 2017?

Czytaj dalej »
Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka