¿Español? Sí, gracias 36/2016

Nauka języka obcego nie jest prosta. Często potrzebne są lata długiej pracy, by zobaczyć w końcu jej owoce i móc w swobodny sposób posługiwać się danym językiem. Podręczniki nie wystarczą. Należy szukać dodatkowych źródeł, które pomogą nam w przyswojeniu słownictwa. Źródłami takimi mogą być nie tylko filmy, seriale czy książki, ale i magazyny. W nauce języka hiszpańskiego pomocny może okazać się ¿Español? Sí, gracias.

¿Español? Sí, gracias to magazyn idealny dla osób, które są ciekawe kultury krajów hiszpańskojęzycznych oraz chcą połączyć przyjemne z pożytecznym - naukę języka z miło spędzonymczasem. Numer październikowo-grudniowy czyta się wyjątkowo przyjemnie. Znajdziemy w nim wiele ciekawych i lekko napisanych artykułów, które na pewno zainteresują ciekawskich.

Warto zwrócić uwagę na Las estrellas de Internet traktujący o blogach i ich popularności, która w ostatnim czasie gwałtownie wzrosła. Autorka tekstu krótko tłumaczy, o co chodzi z tym rodzajem kontaktu z innymi ludźmi oraz prezentuje mini zestawienie blogów hiszpańskojęzyczne, na które warto zajrzeć. Oczywiście mówiąc o bloggerach, nie zapomniała także o YouTuberach, którzy zamiast w formie pisanej, wolą przedstawić swoje myśli w jako video. Im także poświęca trochę czasu.

Miłośników gorących, latynoskich rytmów może zainteresować El flamenco, un arte con mucha alma. Tekst zahacza o wszystkie ważniejsze zagadnienia dotyczące Flamenco, począwszy od jego pochodzenia, poprzez charakterystyczne dla tego tańca instrumenty, na różnego rodzaju ciekawostkach kończąc.

Oprócz powyższych artykułów w magazynie znajdziemy także takie teksty jak: Rosa Montero: el amor una vida dedicada a las letras, czyli mini biografia znanej hiszpańskiej autorki Rosy Montero czy Juegos de mesa - zestawienie kilku ciekawych gier planszowych. Wszystkie te artykuły wyjątkowo przypadły mi do gustu się i zachwyciły swoim charakterem.

¿Español? Sí, gracias to magazyn, w który zdecydowanie warto się zaopatrzyć.W numerze 36/2016 znajdziemy wiele ciekawostek na temat kultury krajów hiszpańskojęzycznych. Nie brakuje tu także przedstawienia bajecznego miejsca wartego odwiedzenia (Menorca: la isla de la calma) oraz artykułu poruszającego problemy społeczne (El botellión, ¿diversión o problema social?). Bardzo ciekawym dodatkiem są kody, dzięki którym możemy pobrać artykuły w wersji audio i oswoić się brzmieniem tego języka. Jeśli więc pasjonujecie się językiem hiszpańskim i kulturą krajów hiszpańskojęzycznych lub chcecie podszkolić swoją umiejętność porozumiewania się nim, to myślę, że dziesięć złotych wydane na magazyn ¿Español? Sí, gracias będzie bardzo dobrym zagospodarowaniem tych pieniędzy :)

Za możliwość przeczytania ¿Español? Sí, gracias dziękuję serdecznie wydawnictwu Colorful Media!
Czytaj dalej »

[PREMIEROWO] Życie to teatr, a ludzie to aktorzy - W labiryncie obłędu ~ Jolanta Kosowska


On - niegdyś pracujący w policji, obecnie szanowany psychoterapeuta, który za wszelką cenę chce zrozumieć problemy swoich klientów. Ona - energiczna i kontrowersyjna malarka, której wyobraźnia nie zna granic. Połączyła ich czerwień, rozdzieliły wygórowane ambicje, postawienie pracy wyżej niż tej drugiej osoby i uczucie tak mocne, że raniło ich oboje. Ponad rok po ich rozstaniu, gdy rana w sercu Wojciecha zmieniła się w bliznę, w jego biurze pojawia się nieznajomy mężczyzna, który twierdzi, że Karolina potrzebuje pomocy. Historia opowiedziana przez nieznajomego wydaje się być niemożliwa. Kobieta wydawała się być szczęśliwa, mieszkając w Toskanii, więc dlaczego miałaby potrzebować psychoterapeuty? Jednak im Wojciech bardziej zagłębia się w sprawę, tym widać coraz więcej niewiadomych. Jakie tajemnice skrywa piękna malarka? Czy ta historia może skończyć się happy endem?

Twórczość Jolanty Kosowskiej wyjątkowo wyróżnia się spośród innych powieści polskich autorów. Jest przesiąknięta ogromnymi emocjami. Budzi w czytelnikach całą gamę uczuć. Od radości, poprzez smutek, aż do czystej nienawiści. Sprawia, że serce bije jak szalone, po czym w jednej chwili zamiera w piersi. Wydarzenia zapierają dech, zmuszają nasze szare komórki do roztrząsania całej historii i przewidywania jej biegu, co i tak na koniec okazuje się niemożliwe. W Labiryncie obłędu to kolejna powieść tej autorki, która nie pozwoliła mi odejść od siebie. Przewracałam strony z coraz to większym zainteresowaniem i nie mogłam doczekać się chwili, w której poznam rozwiązanie całej historii.

Fabuła jest niebanalna i oryginalna. Autorka przedstawia zawiłą i pełną niespodziewanych zwrotów akcji historię, która wciąga już od pierwszych stron. Podczas czytania w naszych głowach powstaje wiele możliwych scenariuszy rozwoju opowieści o Wojciechu i Karolinie, jednak żadne nie okazują się być zgodne z prawdą. Wątek główny jest wyraźnie zarysowany i w wyjątkowo zręczny sposób zostały w niego wplecione wątki poboczne, które dodają historii charakteru i sprawiają, że nie sposób oderwać się od niej, nie poznając wcześniej zakończenia. Znajdziemy tu także nutkę erotyzmu, acz w najsubtelniejszej jego postaci. Ciekawym pomysłem było wplecenie w tekst fragmentów pamiętnika Karoliny (które stanowią dość dużą część książki). Dzięki temu zabiegowi możemy poznać wydarzenia z punktu widzenia byłej dziewczyny Wojtka i móc kawałeczek po kawałeczku ułożyć wszystkie puzzle na swoje miejsca. Słabym punktem całej książki jest zakończenie, które, mimo iż trudne do przewidzenia, zostało przedstawione w sposób wyjątkowo pobieżny, co nie pasuje do reszty powieści. Jakby autorka bała się, że nie zdąży oddać książki do wydawnictwa na czas...

Powieść Jolanty Kosowskiej wyróżnia nie tylko intrygująca fabuła, ale i przedstawienie bohaterów. Autorka skupia się na profilach psychologicznych postaci. Pozwala nam poznać ich najskrytsze myśli i uczucia. W umiejętny sposób pokazuje sytuację, w której nawet najnormalniejszy człowiek może uznać siebie za szaleńca; ukazuje dziwne i zwodnicze działanie ludzkiego mózgu. Jej bohaterowie żyją. Nawet najmroczniejsze postacie mają tą iskierkę, która sprawia, że wydają się wyjątkowo realne.

Warto także wspomnieć o niesamowitych opisach Toskanii, jakie możemy znaleźć w książce. Stanowią one dużą część powieści. Wielu innych przypadkach byłoby to dość nużące, jednak czytając W labiryncie obłędu fascynowały mnie one i sprawiły, że mogłam znaleźć się wśród winnic, gajów oliwnych i błękitu toskańskiego nieba oraz razem z bohaterami przeżywać wszystkie wzloty i upadki.

Nie znajdziecie w tej książce nic banalnego, ani nudnego, a raczej historię, która mogła przydarzyć się każdemu z nas. Realność bije z kart tej powieści, co jest fascynujące i przerażające jednocześnie, bowiem nikt chyba nie chciałby mieć tak bardzo zagmatwanego życia jak postacie stworzone przez autorkę. Jednocześnie jest w tej opowieści pewnego rodzaju pocieszenie i nadzieja, na lepszą przyszłość. Jeśli chcecie przeczytać powieść, która porusza nas do głębi, jest pasjonujaca i oryginalna, pobudza nasze wszystkie zmysły i przywołuje całą gamę uczuć, to koniecznie sięgnięcie po W labiryncie obłędu.

Za możliwość przedpremierowej lektury tej niesamowitej książki dziękuję serdecznie pani Jolancie Kosowskiej!

Autor: Jolanta Kosowska
Tytuł: W labiryncie obłędu
Wydawnictwo: Novae res
Premiera: 26 listopada 2016
Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej »

HAPPY BIRTHDAY Chwile rozkoszy! [Drugie urodziny bloga]

To już dwa lata! 
Minęły dwa lata odkąd recenzuję książki, dwa lata odkąd działam na Chwilach rozkoszy, dwa lata pisania dla was i dla siebie. Dokładnie 25 października 2014 roku powstał pomysł stworzenia bloga z recenzjami i już tego samego dnia pojawił się pierwszy post. Przeżyłam wiele chwil zwątpienia, kiedy nie byłam pewna, czy dam radę pisać dalej. Bałam się, że podobnie jak w innych przypadkach, pisanie tego bloga znudzi mi się i w końcu stwierdzę, że to nie dla mnie. Dziś mogę powiedzieć, że podjęcie decyzji o stworzeniu Chwil rozkoszy było jedną z najlepszych rzeczy, jakie zrobiłam w całym moim życiu. Dzisiejszy post będzie połączeniem podsumowania tych dwóch lat i podziękowań dla wszystkich, którzy przyłożyli się do tego, że dalej funkcjonuję w blogosferze... i jak na razie nie mam zamiaru z niej znikać ;)



Może na sam początek troszkę statystyk, by przyjemniejsze rzeczy zostawić na koniec (nie oznacza to, że patrzenie na takie ogromne liczby nie jest przyjemnością ;))

Dzisiejszy post jest 255 postem opublikowanym na blogu. Nie licząc jego, pod wszystkimi tekstami pojawiło się 1120 komentarzy. Na chwilę obecną blog ma 129 obserwatorów i 83 osoby obserwują mnie w Google+.

Facebook: 338 like (link)
Instagram (książkowo-prywatny): 163 (link)
SnapChat (książkowo-prywatny): 38 (@pyciaaka)

I to tyle jeśli chodzi o liczby... Teraz przejdźmy do kolejnej części posta!

Na samym początku chciałabym złożyć ogromny ukłon w stronę pewnej osoby, która jako pierwsza zaufała mi i pomogła w rozwoju. Tą osobą jest Dawid z wydawnictwa Genius Creations. Dziękuję nie tylko za przyjęcie mnie do grona recenzentów, ale także za pomoc w redakcji tekstów. Wiem, że zwrócenie uwagi na błędy jakie popełniam dużo dało. Każdy tekst odsyłany do poprawy motywował mnie do dalszej pracy i nauki. Dziękuję za wyciągnięcie pomocne dłoni i nakierowanie mnie na właściwą drogę :D

Chciałabym także podziękować panu Dariuszowi z wydawnictwa IUVI. Współpraca z Panem jest naprawdę samą przyjemnością. Mam nadzieję, że będzie trwała jeszcze długo! To samo mogę powiedzieć o współpracy z panią Magdaleną, a wcześniej panią Mają, z wydawnictwa Feria oraz panią Paulininą z Colorful Media. Bardzo dziękuję za zaufanie. To dla mnie naprawdę wiele znaczy i jest pewnego rodzaju wyróżnieniem, za które serdecznie dziękuję!

Nie mogę także zapomnieć o pani Agnieszce z wydawnictwa Psychoskok, panu Oskarze z Sine Qua Non, pani Teresie z Fabuła fraza oraz wydawnictwie Jaguar. Dziękuję za każdy przekazany egzemplarz i mam nadzieję, że w przyszłości znajdzie się jeszcze okazja do ponownej współpracy :)

Wiem, że dzisiejszy post jest dość długi, ale chciałabym wymienić tu wszystkich, którzy przyczynili się do mojej możliwości rozwoju, więc nie mogę nie wspomnieć o kilku autorach. Dziękuję panu Piotrowi Wałkówskiemu za możliwość przeżycia niesamowitych podróży wraz z podniebnymi korsarzami, pani Dorocie Majsterkiewicz za to, że mogłam poznać tajemnicę daru Nadii, za przekazanie mi do recenzji Małgorzacie Marii Borochowskiej, a Auguście Docher oraz wydawnictwu BIS za możliwość zagłębienia się w historie wędrowców. Ogromny, wirtualny bukiet kwiatów składam na ręce pani Jolanty Kosowskiej, z którą miałam okazję współpracować parokrotnie. Pani Jolanto, dziękuję za tak ogromne zaufanie i powierzenie mi do recenzji tych wszystkich książek!


Te post miał wyglądać całkowicie inaczej, jednak doszłam do wniosku, że nie będę opisywać wszystkich emocji, jakie kłębią się we mnie, ale najzwyczajniej w świecie na sam koniec podziękuję WAM, drodzy czytelnicy i blogerzy. Dziękuję, że jesteście, że czytacie moje posty i wspieracie mnie w każdej chwili. Dziękuję dziewczynom, które zawsze mi pomagały, gdy zwracałam się do nich z problemem. Dziękuję wszystkim razem, i każdemu z osobna. Gdyby nie wy, już dawno straciłabym motywację do pisania i dalszego rozwijania się ♥ DZIĘKUJĘ!

Czytaj dalej »

English matters 60/2016

Najnowszy numer magazynu English matters jest dość interesujący. Zostaje w nim poruszonych wiele tematów, będących teraz na językach nie tylko naszego kraju, ale i całego świata. Znajdziemy w nim między innymi artykuł o aborcji - Abortion Hot Potato - from Past to Present. Porusza on ten drażliwy temat i pokazuje zagadnienie z różnych punktów widzenia. Jest to wyjątkowo ciekawy artykuł i jak najbardziej na czasie, patrząc chociażby na wydarzenia mające miejsce ostatnimi czasy w Polsce.

Warto także zwrócić uwagę na Digital Immortality, czyli coś dla miłośników nauki. Jest to intrygujący tekst, który w tym numerze zaciekawił mnie najbardziej. Jak już sam tytuł na to wskazuje, Digital Immortality ukazuje nieśmiertelność, jaką może oferować technologia. Treści tutaj zawarte są nie tylko pouczające, ale i częściowo wstrząsające. Mimo iż większość z nas zdaje sobie sprawę z zagrożeń wynikających z korzystania z portali społecznościowych, tak naprawdę niewielu korzysta z nich w sposób rozsądny. Artykuł autorstwa Jonathana Sidor po części uświadamia, że nawet zwykłe zdjęcie dodane na Facebooka może w przyszłości doprowadzić do przykrych konsekwencji.

Nie zabrakło także artykułu o kimś sławnym. Tym razem Douglas Mackenzie przybliża nam sylwetkę Justina Trudeau - polityka, który wybija się z tłumu, nie boi się kontrowersji i mówienia tego, co sądzi na dany temat. Jest to jeden z głównych tekstów w tym numerze, jednak mnie czytanie jego znużyło. Postać ta w żaden sposób nie była intrygująca, nie byłam ciekawa ani jej przeszłości, ani tego, co zrobił dla Kanady. Być może miłośnikom tego kraju czy osobom ciekawym polityki światowej artykuł przypadnie do gustu. Mnie on wydał się nudny.

Oprócz tego dzięki wrześniowo - październikowemu wydaniu możemy wybrać się w podróż do odległej, ale i nieziemsko pięknej Australii (Australia. Will Once in a Lifetime Be Enough?), pójść na angielską imprezę z odpowiednim zasobem słownictwa (A night out) czy poznać różne odmiany zakupoholizmu (Can't Buy Me Love). Oczywiście tak jak w poprzednim numerze, przy każdym artykule znajdują się mini słowniczki, które pomagają nam w zrozumieniu tekstu. Są także kody, dzięki którym wybrane teksty można pobrać ze strony wydawnictwa w formie audio.

Czy warto przeczytać English matters 60/2016? Moim zdaniem jak najbardziej! W tym numerze znajdziemy wiele intrygujących artykułów, które mogą spodobać się osobom ciekawym świata. Ponadto lektura tego magazynu jest nie tylko dobrym sposobem na nudę, ale także doskonałą metodą na naukę języka angielskiego!

Czytaj dalej »

Gdy los całego kontynentu spoczywa na barkach siedmu osób... - Ogień na niebie ~ Anne Robillard

Wiele wieków temu kontynent Eukidii został napadnięty przez lud okrutnych ludzi - owadów. Dzięki pomocy Szmaragdowych Rycerzy - zakonu stworzonego przez pewnego czarownika - ludzie odepchnęli najeźdźcę i zmusili do powrotu na swoje terytoria. Teraz, gdy Szmaragd I postanowił wskrzesić zakon i pierwsi ludzie o niezwykłych mocach zostali pasowani na rycerzy, nad Eukidią znów zawisło widmo zbliżającej się wojny. Tym razem jednak przeciwnik ma miażdżącą przewagę. Czy siódemce niezwykłych rycerzy uda się ponownie zjednoczyć wszystkie królestwa kontynentu i zwyciężyć przeciwnika? Czy wygrają oni walkę nie tylko z obcym ludem, ale i własnymi słabościami? Czy Eukidia przetrwa?

Do pierwszego tomu sagi o Szmaragdowych Rycerzach podchodziłam z wielką rezerwą. I po części moje obawy były słuszne. Jedną z wad książki są postacie. Autorka operuje tak ogromną ilością bohaterów, że z łatwością można się w tym wszystkim pogubić. Główną postacią jest Wellan, przywódca zakonu, składającego się z siedmiu rycerzy, jednak tak naprawdę nic nie wyróżnia go z tłumu. Wszyscy bohaterowie są bezbarwni i jednowymiarowi. Anne Robillard przypisuje postaciom cechy, które trudno jest zaobserwować w ich zachowaniu. Brakuje zagłębienia się w psychikę bohaterów, pogrzebania w ich umysłach, stworzenia bardziej skomplikowanych relacji. Jednak...

Nie wiem jak to możliwe, ale zapałałam sympatią do większości bohaterów stworzonych przez autorkę. O ile początek wydał mi się dość bezbarwny i nudny, tak już po kilkunastu stronach los Szmaragdowych Rycerzy nie był mi obojętny. Przeszkadzały mi powyżej wymienione wady, jednak istniał w mojej głowie pewien głosik, który nakazywał mi czytać dalej, bo mimo wszystko byłam ciekawa jak rozwinie się relacja na linii Wellan - Fan, kim tak naprawdę jest malutka Kira (fiołkowe dziecko, córka królowej Fan) oraz jakie sekrety skrywają serca niby niezwyciężonych rycerzy?

Zdecydowanie warto zwrócić uwagę na fabułę oraz świat przedstawiony w tej książce. Autorka od podstaw stworzyła nową rzeczywistość, gdzie świat jest podzielony na kilkanaście królestw, muszących zjednoczyć się w obliczu nieznanego zagrożenia. Mimo iż można doszukać się tutaj kilku schematów odpowiednich dla powieści fantastycznych, a niektóre tematy potraktowane są po macoszemu, to Ogień na niebie jest książką wnoszącą coś świeżego i posiadającą ogromny potencjał. Świat otaczających bohaterów intryguje i zachęca do dogłębniejszego poznania. Mam nadzieję, że kolejny tom pozwoli nam jeszcze lepiej poznać królestwa kontynentu.

Ogień na niebie nie jest książką bez wad. Co więcej, można się w niej doszukać wielu niedociągnięć. Jednak mimo wszystko warto poznać historię Szmaragdowych rycerzy. Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale autorka urzekła mnie swoją opowieścią. Jej niedokładne opisy miały w sobie magię, jednowymiarowi bohaterowie byli przesympatyczni, sztucznie nakreślona miłość zafascynowała mnie. Nie wiem jak to możliwe, jednak coś w tej książce urzekło mnie tak bardzo, że nie potrafię nie myśleć o niej nawet kilka dni po skończeniu jej. Warto dodać jeszcze do tego fascynujący świat przedstawiony i dość ciekawą fabułę. Jeśli tylko będziecie mieli chwilkę, nie wahajcie się i sięgnijcie po pierwszy tom tej sagi.

PS. Mam jeszcze tylko jedną radę - jeśli macie ochotę poznać opowieść o dzielnych rycerzach, nie zaglądajcie na tylną okładkę książki, bo jedyne co tam znajdziecie, to jedno wielkie streszczenie całej historii....

Autor: Anne Robillard
Tytuł oryginalny: Le Feu dans le ciel 
Tytuł polski: Ogień na niebie
Tłumaczenie: Adam Bobrowicz
Wydawnictwo: Klub dla Ciebie
Data wydania: 2004
Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Rodzina. Luke, obiecałeś - Ostatni olimpijczyk ~ Rick Riordan

Jak bardzo skomplikowane potrafią być relacje rodzinne przekonaliście się zapewne niejednokrotnie. Ile razy mała sprzeczka z bratem zamieniała się w sytuację rodem z komedii Moliera? Jak często mieliście ochotę rzucić zaklęciem Avada kedavra w siostrę, która wygadała jakiś wasz sekret? A co z nadgorliwą babcią, chcącą mieć władzę nad wszystkim w waszym życiu, zaczynając od tego co jecie, na tym z kim się spotykacie po szkole kończąc? Już nawet nie wspominam o rodzicach, którzy każdemu kogo przyprowadzicie do domu opowiadają anegdotki z waszego dzieciństwa! Jednak rodziny się nie wybiera. To ludzie, którzy mimo wszystko są nam najbliżsi i w najtrudniejszych chwilach chronią nas przed podjęciem tragicznej w skutkach decyzji. Pomagają nam i nas chronią. Każda, nawet ta najdziwniejsza rodzina, w najtrudniejszych chwilach powinna się jednoczyć.

Olimpowi grozi zagłada. Kronos odrodził się w ciele Lucka. Na terenie Manhattanu rozpoczyna się wojna, z której zwycięsko może wyjść tylko jedna strona. Bogowie przeciwko tytanom, demony przeciwko driadom i satyrom, herosi przeciwko herosom. Nie liczy się nic poza zwycięstwem. Dzień z Wielkiej Przepowiedni zbliża się nieubłaganie. Jedna decyzja sprowadzi na Olimp zagładę bądź wybawienie.

Długo powstrzymywałam się przed sięgnięciem po tę książkę. I nie chodziło jedynie o to, że skończy ona moją przygodę z Percy'm, ale także o pewną myśl, która ciągle kryła się w najmroczniejszym zakątku mojego umysłu - A co jeśli Ostatni olimpijczyk nie okaże się aż tak dobry? Jeśli tym razem Rick Riordan poległ i nie przeskoczył poprzeczki, którą sam sobie ustanowił? W końcu jednak ciekawość wygrała. Mówi się, że "ciekawość to pierwszy stopień do piekła". W tym przypadku słowa te nabierają całkowicie innego znaczenia. Dzięki Rickowi Riordanowi faktycznie mogłam przenieść się do piekła - piekła znajdującego się na Ziemi. Cała akcja krąży wokół nowo odrodzonego Kronosa i ochrony Olimpu. Bohaterowie ciągle walczą, jednak siły Kronosa wydają się nieograniczone i niezwyciężone. Dodatkowo Tyfon - najstarszy i najstraszliwszy z potworów, bóg huraganów - sunie w stronę Nowego Jorku, niszcząc wszystko, co stoi mu na drodze. Swoją walkę toczy także Posejdon, którego pałac został oblężony. Wszystkie te wydarzenia składają się na to, że czytelnik nie ma chwili wytchnienia. Akcja pędzi niczym błyskawica. Nagłe zwroty akcji, przerażające tajemnice w połączeniu z sarkastycznym humorem tworzą istną mieszankę wybuchową, której nie da się oprzeć.

Autor idealnie dopracował każdy szczegół książki. Już od samego początku fabuła zmierza ku zakończeniu. Riordan po kolei naprowadza, a następnie zamyka poszczególne wątki; przygotowuje nas na wydarzenia, które ostatecznie rozwiążą całą historię i zakończą naszą przygodę z serią. Zakończenie nie pozostawia w nas niedosytu, a coś w rodzaju spełnienia. Zamykamy książkę i czujemy, że to jest właśnie to. Każda opowieść musi się kiedyś skończyć, w szczęśliwy lub niezbyt sposób. Riordan wiedział kiedy ma nastąpić koniec Percy'ego Jacksona; kiedy powiedzieć ostatnie słowo w sprawie historii tego herosa... i chwała mu za to!

Ostatni olimpijczyk jest powieścią, w której autor posługuje się ogromną ilością postaci. Wszyscy ważniejsi bohaterowie z poprzednich czterech tomów pojawiają się tutaj. Oczywiście prym wiedzie Percy. Chłopak wyjątkowo zmienił się przez ostatnie lata. Z niepewnego i zagubionego dwunastolatka stał się mężnym i walczącym o swoje przekonania młodym mężczyzną. Rozumie, o co toczy się walka i robi wszystko, by ochronić swoich bliskich. Postacie drugoplanowe także przeszły znaczą metamorfozę. Najbardziej widać to po Groverze. Przygody mocno zmieniły tego Kozłonoga. Nie wiadomo kiedy przeistoczył się on w satyra, który nie boi się wyzwań i walki w słusznej sprawie. Dawną nieroztropność zastąpiła mądrość, a tchórzostwo pewność siebie. Chociaż miłośnicy Grovera mogą być spokojni - mimo wszystko jest on dalej tym samym sympatycznym i zakochanym w burrito satyrem .

Żadne słowa nie są odpowiednie do opisania tej książki. Ostatni olimpijczyk to połączenie wybuchowej akcji, subtelnego wątku miłosnego, barwnych i przesympatycznych bohaterów oraz sarkastycznego, aczkolwiek ciągle niewinnego humoru. Autor poprzez tą opowieść pokazuje, że tak naprawdę nikt, nawet bogowie, nie jest idealny, a jeden, dla nas nic nie znaczący, gest może okazać się dla kogoś wybawieniem. Riordan znalazł przepis na idealną serię dla młodzieży, której czynie nie tylko sprawia nam przyjemność, ale i zmusza do myślenia. Mam nadzieję, że jeśli będziecie mieli okazję, nie będziecie się wahać i zechcecie poznać historię niesamowitego herosa Percy'ego Jacksona, bo, uwierzcie, naprawdę warto!

W serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy:
Złodziej pioruna | Morze potworów | Klątwa tytana | Bitwa w Labiryncie | Ostatni olimpijczyk

Autor: Rick Riordan
Tytuł oryginalny: The Last Olympian
Tytuł polski: Ostatni olimpijczyk
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Wydawnictwo: Galeria książki
Data wydania: 17 lutego 2016
Moja ocena: 10/10
Czytaj dalej »
Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka