Niektóre legendy mają w sobie ziarno prawdy - Urodzona o północy ~ C.C.Hunter



Wierzycie w legendy i postacie w nich występujące? Nie? To chyba czas uwierzyć. Na świecie nie istnieje jedynie rasa ludzka, ale także inne, charakteryzujące się wyjątkowymi cechami. Dalej nie wierzycie? No cóż, wasza sprawa. Może Wodospady cienia otworzą wam oczy i tak jak w przypadku Kylie przekonajcie się, że inny nie zawsze oznacza gorszy.

Życie Kylie legło w gruzach. Chłopak ją zostawił, ukochana babcia umarła, a rodzice się rozwodzą. Czy może być gorszej? Odpowiedź brzmi: Tak. Matka wysyła dziewczynę na letni obóz dla trudniej młodzieży, odbywający się w miejscu zwanym Wodospady Cienia. Dziewczyna jest tym oburzona, jednak gdy poznaje prawdę, wszystko staje się jeszcze dziwniejsze. Postanawia wyrwać się z tego miejsca dla dziwolągów, jednak nie jest to takie łatwe. Wszyscy wokół upierają się, że jest jedną z nich. Sprawy nie ułatwiają także dwaj chłopcy - Derek i Lucas, którzy, mimo iż całkowicie różni, obaj przyciągają ją do siebie niczym magnez.

Opowieść Kylie zaczyna się dość lekko, mimo że od samego początku autorka porusza trudne tematy, takie jak ból po stracie ukochanej osoby czy trudne stosunki pomiędzy matką i córką. Z czasem napięcie rośnie, atmosfera gęstnieje i zanim się obejrzymy, porywa nas wir mrocznych i ekscytujących wydarzeń, które nie dają nam odejść od książki. Bo jak się okazuje, historia dziewczyny jest bardziej zagmatwana niż mogłoby się początkowo zdawać. Jestem zachwycona przebiegiem wydarzeń, chociaż nie wiem czy w tym przypadku to odpowiednie słowo, patrząc na to, co się dzieje. Autorka na początku w subtelny wprowadza nas w świat istot nadprzyrodzonych, po czym sami już płyniemy z nurtem, aż w końcu znajdujemy się na głębokiej wodzie i nie możemy się wyrwać z objęć tej historii. Czytając tę książkę, na początku miałam wrażenie, że wszystko jest zlepkiem niezwiązanych ze sobą wydarzeń, jednak w pewnym czasie elementy układani
zaczęły wskakiwać na swoje miejsca i w tym właśnie momencie doszłam do wniosku, że to jedna z najlepszych książek z pogranicza young adult i fantastyki, jakie czytałam w całym życiu!

Kylie to postać jakiej że świecą szukać w książkach młodzieżowych. Posiada swoje wady, których jest świadoma. Nie użala się nad sobą i nawet w trudnych chwilach myśli o innych, chociaż potrafi także pokazać pazur. Jest odważna i jednocześnie w jakiś sposób niewinna. Uczucia - odgrywające ważną rolę w tej historii - nie przejmują nad nią kontroli. Nie poddaje się im i nie pozwala sobie na zbytnią naiwność. Nie wiem dlaczego, ale z łatwością się z nią zidentyfikowałam. Kylie przez te nieco ponad trzysta stron stała mi się wyjątkowo bliska, a jej historia nieobojętna.

Mamy także cudownych dwóch bohaterów płci męskiej, o których wspomniałam w opisie - Dereka i Lucasa. Odgrywają oni w tej opowieści dość znaczącą rolę. Obaj wzbudzają w głównej bohaterce intensywne uczucia, chociaż nie w każdym przypadku są one pozytywne. Nie wierzę, że to mówię, ale nie wyobrażam sobie, żeby w tej książce nie pojawił się trójką miłosny. Nie wiem jakim cudem, ale do opowieści pasuje idealnie. Każdy z chłopaków posiada cechy, które odróżniają go od drugiego i to jest naprawdę ciekawe. Przy kreowaniu tych postaci autorka nie poszła na łatwiznę.
Zresztą każda z pojawiających się w powieści postaci jest umiejętnie nakreślona, każda wydaje się realna. I mówimy tu o wampirach, wilkołakach, elfach, czarownicach, zmiennokształtnych i innych postaciach nadprzyrodzonych. Tchnięcie w nich tej iskierki nie jest aż takie proste, jak się może wydawać. Jednak C.C.Hunter udało się to znakomicie!

W Urodzonej o północy podoba mi się to, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Mamy zgrabnie skonstruowaną, ciekawą, pełną mroku i niespodziewanych zwrotów akcji oraz oryginalną fabułę. Do tego wyjątkową główną bohaterkę i barwnie nakreślone postacie drugoplanowe. Wszystko przedstawione jest w lekki i przystępny sposób. Nie można także zapomnieć o intrygującym wątku nadprzyrodzonym, który jest bardzo ważny w tej powieści oraz trudnych tematach poruszanych w Urodzonej.... No i humor, często ironiczny, który sprawiał, że przy co drugiej stronie uśmiech pojawiał się na mojej twarzy.

Wodospady cienia dołączają do listy moich ukochanych literackich miejsc, w których chciałabym być lub do których chciałabym dostać zaproszenie (dyrektorze Hogwartu, ciągle nie mam listu!). A tymczasem polecam wam z całego serca pierwszy tom i nie mogę się doczekać, aż dopadnę kolejne!

Autor: C.C.Hunter
Tytuł oryginalny: Born at Midnight
Tytuł polski: Urodzona o północy
Tłumaczenie: Joanna Lipińska
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 15 stycznia 2014
Moja ocena: 10/10
Czytaj dalej »

Zmusiła się do zachowania nadziei - Blask ~ Amy Kathleen Ryan

Ludzkość od dawna intrygują niezbadane przestrzenie kosmiczne. A wszystko, co jest intrygujące, przyciąga jak magnes. Nie dziwne jest więc, że powstaje wiele powieści o ludziach podróżujących przez galaktyki. Podobnie jak wiele innych postaci tego typu książek, także i bohaterowie recenzowanej powieści żyją wśród gwiazd. Jednak w przypadku Blasku nie jest to zwykłe życie, a raczej część misji mająca na celu uratowanie całego gatunku ludzkiego.

Czterdzieści lat temu dwa bliźniacze statki kosmiczne wyruszyły w podróż ku Nowej Ziemi. Misja wydawała się przebiegać idealnie do czasu, gdy jeden z nich - Nowy Horyzont - nie zwrócił się przeciw drugiemu. Mieszkańcy Empireum nie mieli czasu na reakcję. Prawie wszyscy dorośli zginęli, dziewczęta zostały porwane, a chłopcy zdani na siebie. Co kierowało kapitanem i mieszkańcami Nowego Horyzontu? Dlaczego posunęli się do tak okrutnych czynów? Czy Empireum przetrwa, a misja zakończy się sukcesem?

Waverly i Kieran, dwoje głównych bohaterów, w przyszłości mieli objąć przywództwo nad Empireum. Kieran miał stać się kapitanem, a Waverly, jako najstarsza dziewczyna na statku, jego małżonką. Los ich jednak nie oszczędził. Zarówno na barkach Kierana, jak i Waverly spoczęła ogromna odpowiedzialność, która ich nie tylko przytłoczyła, ale i zmusiła do okrutnych czynów.
Muszę przyznać, że kreacja jednej z głównych postaci - Waverly - jest dość ciekawa. Autorka, na jej przykładzie, powoli, acz zdecydowanie pokazuje, jak pod napływem zdarzeń i emocji można złamać człowieka i zmienić go w całkowicie inną osobę. Śmierć i cierpienie bliskich, porwanie oraz wielka odpowiedzialność sprawiły, że na duszy bohaterki pojawił się cień, którego się nigdy nie pozbędzie. Z Kieranem to już całkiem inna historia. Nienawidzę chłopaków, którzy myślą, że wszyscy spiskują przeciwko nim, a jedyne czego chcą to władza. Kieran jest właśnie takim bohaterem. Jego zachowanie irytuje i najzwyczajniej w świecie nie da się go polubić.

Podobnie jak w przypadku Czerwonej królowej, tak i w tej książce moje serce skradł czarny charakter, który, zaraz po Waverly, jest najlepiej wykreowaną postacią w całym Blasku. Mroczny i brutalny, a jednocześnie zraniony i zagubiony. Mimo iż autorka poświęca mu mało czasu, zakorzenia się on w naszych sercach na stałe. Co do reszty bohaterów - nikt więcej nie jest godny uwagi. Wszyscy są bezbarwni i mało znaczący. Amy Kathleen Ryan tak bardzo skupiła się na kreacji wcześniej wspomnianych postaci, że całkowicie zaniedbała inne.

Fabuła jest dość intrygująca. Co prawda znajdzie się w niej trochę schematów i przewidywalności, dodatkowo kilka rzeczy przeczy samym sobie, lecz autorka potrafi także zaskoczyć i wciągnąć czytelnika. Początek książki jest nieprzekonujący, jednak z czasem robi się coraz ciekawiej. Akcja rozwija się i nabiera tempa, pojawia się więcej mroku, intryg i brutalności. Wszystko dąży do momentu kulminacyjnego, który następuje w mało oczekiwanym momencie. Zakończenie, mimo iż przewidywalne, pozostawia pewnego rodzaju niedosyt i chęć na poznanie dalszych przygód bohaterów.

Blask to książka z pogranicza young adult i science fiction. Znajdziemy tu także coś z dystopii i tak bardzo popularny ostatnimi czasy motyw, jakim jest trójkąt miłosny, a raczej jego lekki zarys. Powieść nie jest lekturą wymagającą, a porównywanie jej do Igrzysk śmierci jest całkowicie nietrafione, jednak ma w sobie coś co przyciąga uwagę i porusza nasze serca. Polecam ją każdemu, kto chce przeczytać coś lekkiego i ciekawego, acz nie do końca oryginalnego, a chwilami nieco nudnego.

W serii Gwiezdni wędrowcy:
Blask | Iskra | Flame

Autor: Amy Kathleen Ryan
Tytuł oryginalny: Glow
Tytuł polski: Blask
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 9 stycznia 2013
Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Co z tymi Krzyżakami?! #ZKrzyżakamizapanbrat

Książkoholicy, ilu z nas nie przeczytało Krzyżaków Henryka Sienkiewicza? Ilu przeczytało pierwsze kilka stron i się poddało? Dlaczego to zrobiliśmy? Dlaczego nie chcieliśmy dać szansy tej książce? Aby przejść do głównego tematu posta, opowiem wam najpierw o mojej przygodzie z powieścią Sienkiewicza.

Grafika autorstwa: Mariusz Kozik
Od zawsze ciekawi mnie historia. Jednym z najbardziej interesujących tematów są dla mnie zakony rycerskie. Krzyżacy, Templariusze, Joannici... uwielbiam czytać o ich przygodach, bitwach czy tajemnicach. Nikogo chyba nie zdziwi więc, że już jako dziesięciolatka miałam wielką ochotę na przeczytanie Krzyżaków. I tym oto sposobem zraziłam się do tej książki. Poległam na drugiej stronie i przyrzekłam sobie, że nigdy nie sięgnę po ten badziew. Nadeszła pierwsza gimnazjum. Polonistka zleciła nam przeczytać Krzyżaków. Mieliśmy na to... cztery dni. Nigdy nie oszukiwałam w kwestii lektur, tym razem także nie miałam zamiaru, jednak po raz drugi nie przebrnęłam przez ten wielki klasyk. Przeczytałam dziewiętnaście rozdziałów pierwszego tomu. Fartem udało mi się nie zdradzić z tym i zaliczyć na piątkę - nasza polonistka nie była zbyt przykładną osobą. Książki (dwa tomy) omawialiśmy trzy dni. Zdążyliśmy zahaczyć jedynie o wątek miłosny dotyczący Danuśki i Zbyszka (który znałam... ze streszczenia... i tak, wiem, że streszczenia to zło, jednak ten jeden raz musiałam go użyć). Kilka dni temu moja mama uświadomiła mi jak ważną lekturą są Krzyżacy. W tym roku przystąpię do testu gimnazjalnego i jest wielkie prawdopodobieństwo, że w części polonistycznej pojawią się pytania dotyczące tej powieści. Rad nie rad postanowiłam dać Sienkiewiczowi trzecią szansę (w końcu W pustyni i w puszczy to jedna z moich ulubionych lektur) i wiecie co? Nie wiem dlaczego ludzie uznają tę książkę za taką okropność!

Wśród młodych osób krąży mylna opinia, że Krzyżacy to nudna i nic nie znacząca powieść, której lektura nic nie przyniesie. Sama tak uważałam aż do ostatniego tygodnia, kiedy to przeczytałam Krzyżaków bez przymusu, z własnej woli... i z przyjemnością. Nie dziwię się, że książka Henryka Sienkiewicza została tak bardzo doceniona w przeszłości, za to smuci mnie fakt, że tak wielu ludzi (nie tylko młodych) postrzega ją jako coś okropnego i nie wartego przeczytania. Znajdzie się wielu moli książkowych, czytających nałogowo, którzy nie chcieli sięgnąć po Krzyżaków właśnie przez tą opinię. Myślę, że czas to zmienić!

Oto trzy (z wielu) powody, dla których warto przeczytać Krzyżaków:

1. Poznanie historii Zbyszka z Bogdańca
https://pl.wikipedia.org/
Historia opowiedziana w Krzyżakach pełna jest niespodziewanych zwrotów akcji, zaplątanych intryg i mroku. Mimo długich opisów, które mogą odpychać, fabuła jest naprawdę niesamowita. Opowieść Henryka Sienkiewicza dopracowana jest w najmniejszych szczegółach. Wydarzenia historyczne przeplatają się z tymi, które są jedynie fikcją literacką. Przeszłość stworzyła szkielet opowieści, resztę autor modeluje do swoich potrzeb. Zbyszko jest postacią sympatyczną, ale i posiadającą wielkie pokłady honoru, której kibicuje się niezależnie od okoliczności. Jego historii nie czyta się z obojętnością. Ze łzami w oczach, nie rzadziej z uśmiechem na twarzy towarzyszymy młodemu polskiemu rycerzowi w wyprawie w nieznane.




2. Niesamowity klimat stworzony przez Sienkiewicza
Mroczny klimat stworzony przez Henryka Sienkiewicza zdecydowanie przykuwa uwagę. Autor doskonale oddaje średniowieczne realia. W intrygujący sposób przedstawia świat rodem z powieści fantasy. Brakuje tylko smoków, z którymi polscy rycerze mogliby stoczyć walkę.

3. Ciekawostki historyczne
Krzyżacy to zdecydowanie kopalnia wiedzy historycznej. Dzięki tej książce możemy poznać zwyczaje rycerskie, średniowieczne stroje czy zobaczyć, jak w przeszłości wyglądały biesiady. Nie można zapomnieć także o Bitwie pod Grunwaldem, która w niesamowity sposób została tutaj opisana.

https://pl.wikipedia.org/

Dalej nie jesteście przekonani? Weźcie udział w wydarzeniu, które stworzyłyśmy wspólnie z Angeliką (Tylko magia słowa). Szesnastego września zaczynamy zabawę! O co w nim chodzi? Z krzyżakami za pan brat to inicjatywa mająca na celu zachęcenie większej ilości ludzi do sięgnięcia po Krzyżaków Henryka Sienkiewicza. Mamy dwa tygodnie na przeczytanie dwóch tomów (jeśli komuś się przedłuży, nic się nie stanie). W międzyczasie będą pojawiały się różnego rodzaju konkursy, gry, zabawy oraz dyskusje dotyczące historii Maćka i Zbyszka z Bogdańca. Pod sam koniec rozegra się WIEEEELKA BITWA! Zapraszam do udziału i zapraszania swoich znajomych! Im nas więcej, tym weselej! :D


Czytaj dalej »

The walking dead *Sezon 1*


Wampiry, wilkołaki czy anioły to istoty dość często pojawiające się w książkach, filmach i serialach fantasy. Ich motyw zawsze mnie fascynował, jednak z czasem ma się tego przesyt. Chce się czegoś innego i niekonwencjonalnego. Z pomocą przyszli mi twórcy serialu The walking dead.

Rick budzi się w pustym szpitalu z nie do końca wyleczoną raną postrzałową. Na początku nie ma pojęcia co się dzieje, jednak szybko odkrywa szokującą prawdę - kraj ogarnęła epidemia, zamieniająca ludzi w żywe trupy. Dodatkowo jego żona i syn zniknęli. Mężczyzna wyrusza w podróż by ich odnaleźć. Czy uda mu się przechytrzyć okrutne istoty, dla których liczy się jedynie przetrwanie?

Pierwszy sezon serialu The walking dead mimo iż posiada jedynie sześć odcinków, obfituje w akcję. Już pierwsze minuty sprawiają, że chcemy więcej i więcej. Z czasem napięcie rośnie, pojawia się coraz więcej brutalnych scen. Z każdą odpowiedzią na zadane pytanie, pojawia się kilkanaście innych niewiadomych. Fabuła plącze się. Ludzie zaczynają zachowywać się jak dzikie zwierzęta. Pomiędzy grupą ocalałych, której historię poznajemy, pojawia się coraz więcej tajemnic, dzielących ich. A wszystko to uzupełnia strach przed zombie, których ugryzienie bądź zadrapanie jest wyrokiem śmierci.


Muszę przyznać, że sam pomysł na serial jest niezwykle ciekawy. Historia Rika przyciąga uwagę i zaskakuje. Nie sposób przewidzieć jej przebiegu, co więcej - w napięciu śledzi się poczynania młodego policjanta i jego próby odnalezienia rodziny. Niezwykle emocjonujące (i realistyczne) są walki z żywymi trupami, których jest tutaj na mnogość. Z jednej strony odwraca się wzrok, by nie widać rozbryzgiwania ciał i mózgów, z drugiej jednak spogląda się przez palce, by zobaczyć czy to zombie naprawdę zostało zniszczone.

Sama charakteryzacja jest niesamowita. Postacie żywych trupów są niezwykle realistycznie przedstawione. Mimo iż wiemy, że nie są one prawdziwe, czujemy dreszcze, patrząc w ich twarze z martwymi oczami i na ciała z odpadającymi płatami skóry. Podobnie jest z efektami specjalnymi. Jest ich nie wiele, jednak gdy musiały zostać wykorzystane, nie widać w nich ani grama fałszu.

Gra aktorska jest na dość wysokim poziomie. Aktorzy czują się dobrze, odgrywając swoje postacie i wyglądają naturalnie. Ich gesty, mimika twarzy czy zachowanie w poszczególnych sytuacjach stwarzają wrażenie prawdziwych i niewymuszonych. Twórcy serialu doskonale dobrali aktorów do poszczególnych ról i chwała im za to.

The walking dead to zdecydowanie serial dla ludzi o mocnych nerwach i dobrych żołądkach. Znajdziemy w nim wiele akcji i walki o przetrwanie, ale także ciekawą fabułę, która skupia się na zachowaniach ludzkich w sytuacjach zagrożenia. Nie jest to kolejna banalna produkcja niskich lotów, a brutalna i prawdziwa opowieść o ludziach, których przytłoczyła straszna rzeczywistość.


Czytaj dalej »

Łowca i Królowa Lodu (2016)


Któż nie kocha baśni? Historie niesamowite, pełne magii, opowiadające o walce dobra ze złem. Dziś chciałabym przedstawić wam opowieść, która miała okazać się czymś niesamowitym - baśnią pełną niespodziewanych zwrotów akcji, historią prawdziwej miłości i, co chyba najważniejsze, zarówno prequelem, jak i sequelem niezwykłego filmu Królewna śnieżka i łowca.

Żyły kiedyś dwie siostry - Ravena i Freya, które żelazną ręką rządziły królestwem na południu. Było to możliwe dzięki magicznemu lustru Raveny. Jednak nastał dzień, gdy wszystko mogło zostać zburzone... przez miłość Freya. Ravena przestrzegała siostrę przed miłością. Mówiła, że uczucie to jest jedynie iluzją, jednak ona nie chciała słuchać. Pewnego dnia przyszło jej za to słono zapłacić. Serce Freya pękło niczym szkło. Rozpacz minęła szybko, zastąpiona przez złość. Kobieta poprzysięgła sobie, że uchroni wszystkie dzieci
przed tym złudnym uczuciem i da im życie, na jakie zasługują. Po niedługim czasie staje się królową północy, Królową Lodu, posiadającą ogromne imperium oraz armię, której najważniejsza zasada brzmi - nie kochaj. Freya nie spodziewała się jednak, że czasem miłość potrafi być silniejsza niż wszystko inne.

Filmu tego nie można nazwać badziewnym, jednak do najlepszych także nie należy. Z jednej strony mamy niesamowite efekty specjalne i dynamiczne walki, z drugiej brak ciągu przyczynowo-skutkowego i beznadziejną, czasami wręcz nie mającą sensu fabułę. Twórcy filmu skupili się na tym, by stworzyć coś wielkiego, co zaprze dech w piersiach, jednak nie może tak się stać bez w miarę składnej fabuły, której to w Łowcy i Królowej lodu nie było. Nie dość, że wydarzenia w tym filmie przeczyły samym sobie, to dodatkowo przeczyły temu, co wydarzyło się w Królewnie Śnieżce i łowcy. Już sam początek filmu budzi w nas wiele pytań, na które w ogóle nie poznajemy odpowiedzi. Dalej jest coraz gorzej - oprócz braku odpowiedzi na postawione wcześniej pytania, pojawiają się coraz to nowsze. Tworząc fabułę, reżyser i producenci postanowili połączyć kilka baśni, by stworzyć jedną, logiczną historię. W Łowcy i Królowej Lodu znajdziemy nawiązania do Opowieści z Narnii, Hobbita, baśni Królowej śniegu, Krainy lodu oraz kilku innych dzieł filmowych i  utworów Hansa Christiana Andersena. Pomysł zdecydowanie zasługuje na pochwałę, jednak wykonanie to już inna bajka... Łowca i Królowa Lodu oraz słowa "logiczna całość" wypierają się wzajemnie.


Ponadto ogromnym minusem filmu jest brak postaci Królewny śnieżki (w Królewnie Śnieżce i łowcy w tej roli wystąpiła Kristen Stewart). Wydaje mi się, że skoro sprawy dotyczą także jej królestwa, powinna pojawić się w produkcji choć na chwilę, w końcu to także jej historia. Chris Hemsworth, grający tytułowego Łowcę, niezbyt się postarał. Zamiast brutalnego, bezwzględnego, lecz w głębi serca zranionego i zagubionego łowcy dostajemy mężczyznę rozkojarzonego, chichoczącego i z wiecznym bananem na twarzy. Nieco lepiej wypadła Jessica Chastain, wcielająca się w drugą ważną w tej historii postać - Sarę, choć czuć, że w tej roli nie miała możliwości w pełni rozwinąć swoich skrzydeł.

Mimo wszystkich mankamentów, Łowca i Królowa Lodu to film, który warto obejrzeć, choćby ze względu na efekty specjalne, zjawiskowe sceny walki oraz niezwykłe charakteryzacje. Nie należy go jego brać na poważnie, a raczej jako typowy odmóżdżacz i zwykły zabijacz czasu.

*zdjęcia pochodzą ze strony filmweb.pl oraz glamour.pl
Czytaj dalej »

[Wakacje z Feerią Young] W książce - moje opowiadanie ♥

Kochani,
jakiś czas temu zapraszałam was do udziału w konkursie dla blogerów, organizowanym przez wydawnictwo Feeria Young. Dziś chciałabym zaprosić do przeczytania mojego konkursowego opowiadania. Lekko się stresuję, ale co tam! Nie boję się tego, czy zajmę jakieś miejsce, ale tego, czy wam przypadnie go gustu moja opowieść. ^^ Mam nadzieję, że chociaż części z was się spodoba. Liczę także na opinie na temat opowiadania - co wam się w nim podobało, a co nie za bardzo. A może nic się nie podobało? Dobra, jak się stresuję, to dużo mówię (piszę), ale już kończę i... po prostu zapraszam do poznania tej historii!


"W książce"

Kolonie „W książce”! Przeżyj niesamowitą przygodę wraz ze swoimi ulubionymi postaciami literackimi!

Spojrzałam na ogłoszenie podekscytowana. Szybko wyjęłam telefon i wybrałam numer.
– Halo? - rozległ się po chwili głos w słuchawce.
– Słowiczek, mam mega wiadomość!
– Aż tak ważną, żeby dzwonić o... Matko, trzeciej nad ranem?!
– Tak! Znalazłam kolonię dla nas! - krzyknęłam do słuchawki.
– Kobieto, jest środek nocy! - zirytowała się – Możesz mi powiedzieć o tym jutro!
Po tych słowach się rozłączyła. Zdziwiona odłożyłam telefon i jeszcze raz wzięłam się za czytanie ogłoszenia:

Kochasz książki i chcesz przeżyć wakacje marzeń? Kolonie „W książce” to coś dla ciebie! Rozwiązuj tajemnice, zwiedzaj nowe światy, znajdź się w centrum wszystkich intryg i poznaj swoje ulubione postacie literackie. Będziesz potrzebować nie tylko wyobraźni! Kolonie „W książce” dadzą ci możliwość uczestniczenia we wszystkich ciekawych akcjach twoich ukochanych powieści. Nie zwlekaj i zgłoś się! Wszystkich chętnych zapraszamy do internetowego zapisywania się poprzez formularz, znajdujący się na stronie www.teleporter.pl!

– Natalia, pośpiesz się! - krzyknęłam do przyjaciółki, wchodząc na pokład wielkiej łodzi.
– Już idę! - odkrzyknęła sprzed budki biletowej i zaczęła biec w moją stronę. Weszłam po schodkach do wnętrza łodzi... i oniemiałam. Całe wnętrze zachowane było w odcieniach czerni i czerwieni. Krwistoczerwone ściany, czarne sofy i fotele, duży, płaski telewizor wiszący na ścianie, stół do gry w bilard, stojący w kącie i... minibarek nie tylko z sokami, ale i czymś mocniejszym.
– Wow – powiedziała Natalia, wchodząc do pomieszczenia tuż za mną.
Na pokładzie pełno było innych uczestników kolonii. Moje trzy pozostałe przyjaciółki, które także namówiłam na wyjazd, siedziały w kącie na jednej z narożnych sof i o czymś zawzięcie dyskutowały.
– Pati, Natalka – zawołała Rząpek, brunetka o zielonych oczach, i rzuciła się na nas obie – Jak fajnie, że już jesteście!
Odsunęła się i po chwili kolejno przytuliły się do nas Justyna i kolejna Natalia – dwie bliźniaczki, podobne do siebie jak krople wody, a jednak całkowicie odmienne pod względem charakteru.
– Właśnie rozmawiałyśmy o tych koloniach – zaczęła Justyna, gdy już siadłyśmy na sofie – Co my na nich w ogóle będziemy robić?
– Nie wiem – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – Pewnie jakieś gry i zabawy z książką... No i czytanie.
– Ale jak się za dużo czyta, to też staje się to nudne – zajęczała Słowiczek.
– Spokojnie... To kolonie. Na koloniach się nigdy nie nudzi.
– Mam nadzieję – odpowiedziała Rząpek – A tak w ogóle... Ta łódź jest odjechana! O, i patrzcie, stół od gry w bilard jest wolny! Idziemy zagrać?
– No pewka!

Płynęliśmy kilka godzin. W końcu łódź przybiła do brzegu na jakiejś wysepce. Wszyscy z ulgą przywitali stały ląd. Na miejscu czekał już na nas młody mężczyzna, miał na oko dwadzieścia kilka lat, i, poprzez las, zaprowadził nas do ogromnego domu, który z zewnątrz wyglądał jak zwykły blok, jaki można spotkać... wszędzie. Jednak pozory potrafią być bardzo mylące. Gdy tylko cała nasza grupa, licząca około trzydziestu osób (tak, policzyłam na łodzi) weszła do środka, wszyscy stanęli urzeczeni. Zamiast klatki schodowej, której podświadomie się spodziewałam, zobaczyłam pokój pełen różnego rodzaju konsol i ekranów, niczym w jakimś filmie science fiction. Po prawej i lewej stronie był otwarte drzwi. Jedne prowadziły do sali z jakimiś ogromnymi tubami, drugie, do przeogromnego pomieszczenia z książkami! Rozglądałam się wokół zafascynowana, gdy rozległ się kobiecy głos. Nie wiadomo kiedy w pokoju pojawiła się blondynka w turkusowej, asymetrycznej sukience na ramiączkach.
– Witam was serdecznie! Nazywam się Anastazja i jestem pomysłodawczynią kolonii „W książce”. Cieszę się, że wybraliście naszą ofertę. Tak jak pisaliśmy, będą to wyjątkowe kolonie. Myślicie, że wiecie dlaczego? Nic bardziej mylnego. Słysząc o naszych koloniach, macie w głowie wizję Moondrive Camp? Pozbądźcie się jej natychmiast! Jesteśmy o wiele bardziej... oryginalni. I możemy wam zafundować prawdziwe przygody.
– O co chodzi? - odezwała się dziewczyna, stojąca obok Rząpka – Byłam na Moondrive Camp i tam było wspaniale! Nie jestem pewna, czy uda wam się to przebić.
Anastazja uśmiechnęła się.
– Po dwóch tygodniach tutaj sama się przekonasz – radośnie zapewniła ją kobieta, po czym obróciła się i pokazała gestem, byśmy ruszyli za nią. Podeszła bliżej monitorów i ludzi przy nich pracujących. - Jesteśmy wyjątkowi pod wieloma względami. Interesują nas nie tyle same książki, co możliwości, jakie one dają. Ludzie przez wielki tworzyli różne światy i postacie, a jednak wszystko to mogliśmy zobaczyć tylko w naszych głowach – ruszyła w kierunku pomieszczenia z książkami – Naukowcy od lat szukali sposobu, by to zmienić. I w końcu się udało. A wy będziecie jednymi z pierwszych osób, które się o tym przekonają.
– Nie rozumiem – odezwałam się nieśmiało.
– Chyba nikt z nas nie rozumie – dodała Natalka.
Cała grupa przytaknęła. Anastazja uśmiechnęła się jeszcze szerzej, po czym zaprowadziła nas do drugiego pomieszczenia.
– Ten budynek to nie tylko siedziba firmy Teleporter, ale i największa skarbnica książek w Polsce! W tej dziewięciopiętrowej budowli można znaleźć wszystkie książki, jakie zostały wydane w naszym kraju w formie drukowanej w ciągu siedmiu wieków! Ta biblioteka jest teraz do waszej dyspozycji. Wybierzcie po trzy książki, a następnie przyjdźcie do drugiego pomieszczenia, tego z kapsułami. Macie na to cztery godziny.
Odwróciła się i już miała wyjść, gdy o czymś sobie przypomniała:
– Ach tak, zapomniałam dodać, że każda publikacja jest tutaj tylko w jednym egzemplarzu i nie liczcie na to, że ktokolwiek z was znajdzie tę samą książkę, co znajomy czy znajoma.
To powiedziawszy, wyszła. Początkowy szok, szybko zamienił się w ogólną radość. Cała grupa zaczęła buszować wśród książek, znajdujących się na tym piętrze. Wszyscy krzyczeli i biegali podnieceni.
– Patrz, znalazłam „Trzech muszkieterów” w tym pięknym wydaniu!
– Mam „Morderstwo w Orient Ekspresie”!
– Fuuu... „Romeo i Julia” - nienawidzę tego!
W końcu, na piątym piętrze, znalazłam dwa tytuły, które kochałam całym sercem i jeden zawsze wprawiający mnie w dobry humor. Wzięłam je bez wahania. Pięć minut przed końcem czasu ruszyłam z Justyną, Natalią, Rząpkiem i Słowiczkiem do pomieszczenia z kapsułami.
– Cudownie, że już wszyscy jesteście! - odezwała się Anastazja, gdy wszyscy uczestnicy kolonii zebrali się w jednym miejscu. Jednego chłopaka musieli wyprowadzić z biblioteki siłą. Kiedy ochroniarze ciągnęli go do drugiego pokoju, krzyczał coś o Raju danym mu przez Boga. Doskonale go rozumiałam... – Teraz proszę, by każdy z was poszedł do kapsuły. Na samym dole są otwory. Włóżcie do każdego z nich książkę. Następnie dotknijcie całą dłonią książki, którą wybieracie na swoją główną, i z której ma pochodzić wasza przewodniczka.
Spojrzałam na wybrane tytuły. Zdecydowałam się na powieść, którą czytałam tylko jeden raz, a jednak mimo wszystko uważałam za jedną z najlepszych tego gatunku oraz uwielbiałam jej humor i klimat.
– Teraz wejdźcie do swoich kapsuł.
Rozległy się ciche szepty. Nikt nie zrobił tego, co poleciła Anastazja.
– O co chodzi? - spytała.
– Dlaczego mamy to zrobić? - zapytała szatynka w koszulce z napisem „There not only book”.
– Hm, to dość głupie pytanie, jak na osobę, jak myślę, oczytaną, nieprawdaż? - odpowiedziała Anastazja. Dziewczyna zaczerwieniła się i speszona schowała za osoby stojące obok – Macie to zrobić, choć może trafniejsze byłoby stwierdzenie, że CHCECIE to zrobić, ponieważ kochacie czytać i zawsze chcieliście dowiedzieć się, jak wygląda rzeczywistość w waszych ukochanych książkach, prawda?
Kilka osób przytaknęło niepewnie.
– A więc na co czekacie?! Ta maszyna zabierze was w miejsca, które zawsze chcieliście odwiedzić. Nie chcecie chyba zmarnować takiej okazji?
Kilkanaście osób niepewnie weszło do kapsuł, w tym Słowiczek. Ja stałam dalej nieprzekonana.
– A jaką mamy gwarancję, że nie oszukujesz i nic nam się nie stanie? - spytała Justyna.
– Taką, że podpisaliśmy dokumenty, w których bierzemy odpowiedzialność za was i moglibyśmy mieć ogromne problemy, gdyby coś wam się stało – uśmiechnęła się – a poza tym jesteśmy firmą, której badania finansują, jak byście to powiedzieli, największe szychy z całego świata. Wiele byśmy stracili, gdyśmy was oszukali.
Nie do końca przekonana, jako pierwsza z pozostałych osób weszłam do tuby. Gdy już wszyscy znaleźli się w środku, szklane drzwi oddzieliły nas od reszty świata. Zamknęłam oczy. W jednej chwili poczułam jak moje ciało rozpada się na milion kawałeczków, a każdy z nich zaczął wyginać się w inną stronę. Krzyknęłam z bólu. Nagle w jednej chwili wszystko minęło. Oślepił mnie blask, który już po chwili ustąpił ciemności. Poczułam się pusta. Osaczona. Chciałam poruszyć rękoma, jednak nie dałam rady. Co to w ogóle miało być?! Nadgarstki mnie piekły. Zaczęłam się szarpać. Czułam, jak jakiś metal wrzyna mi się w skórę, a po rękach na materiał, na którym leżałam, płynie coś ciepłego. Krew. Nie widziałam nic. Zaczęłam krzyczeć. Moja głowa... Ten ból był nie do zniesienia. Moje myśli zaczęły błądzić gorączkowo i zauważyłam, że nie pamiętam, kim jestem. Coś na P. Tak, ta litera coś zaczynała, jednak słowo to wyparowało z mojego umysłu niczym mgła. Usłyszałam, że ktoś stuka w moją... Nie wiedziałam, co to w ogóle było! Po chwili zaczęła mi świtać w głowie pewna myśl, a za nią kolejna. TO BYŁA TRUMNA! BYŁAM W „ALIVE”! Zaczęłam szamotać się coraz bardziej. Głos mi już zachrypł. Nagle wieko uniosło się i oślepiło mnie światło.
A już miałam nadzieję, że będziesz mądrzejsza niż reszta i poradzisz sobie beze mnie – odezwał się znudzony głos. Po chwili czyjeś ręce złapały mnie, podniosły i znów położyły, tyle że tym razem na czymś chłodnym i twardym. Światło paliło moje oczy, a od krzyku bolało mnie gardło. Po nieznośnie długim czasie zaczęłam widzieć niewyraźne kontury. Nade mną stała wysoka kobieta. Z mijającymi chwilami zaczęłam widzieć szczegóły – jej blond włosy opadały falami na ramiona, a skórzana czarna kurtka i takie same spodnie podkreślały idealną figurę. Jednak najbardziej niesamowite były oczy – czarne, niczym najmroczniejsza, bezgwiezdna noc.
Chciałam się spytać, kim jest, jednak udało mi się jedynie coś wycharczeć.
– Och, nie zawracaj sobie głowy mówieniem – powiedziała z dziwnym grymasem, mającym chyba przypominać uśmiech – Jestem Trina. A ty Patrycja. Wszystko wyjaśnione?
Zacharczałam w odpowiedzi. Nie, nic nie było wyjaśnione.
– Dobra, to teraz wstawaj. Musimy uwolnić się z tej metalowej puszki.
Rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w sterylnym pomieszczeniu. Moja trumna nie była jedyną. Oprócz niej było jeszcze jedenaście innych. Nie chciałam do nich zaglądać. Mimo iż nie pamiętałam swojego imienia, wiedziałam, co tam znajdę. Podniosłam się z podłogi i stanęłam opierając się o ścianę.
– P-uuszki? - wycharczałam.
– Ech, tak puszki... jak ja tego nie lubię... - spojrzała na mnie z niesmakiem – Jesteś w „Alive” - książce, którą sama wybrałaś. Jestem tutaj z Tobą, ponieważ jako główną powieść postanowiłaś wziąć tę, w której ja żyję. Na razie ogarniasz?
Pokiwałam twierdząco głową.
– Zdecydowałaś się na podróż po trzech światach literackich, w której ja, chcąc, nie chcąc, muszę Ci towarzyszyć. W każdym ze światów musisz wykonać zadanie, by móc przejść do kolejnego. Teraz jesteś w „Alive”.
Spojrzałam na nią wystraszona. Nie tego się spodziewałam.
– Rozumiem, że to jakiś sen? Albo gaz halucynogenny? Naprawdę jestem u siebie w domu, w łóżku i te kolonie nigdy nie miały miejsca... Tak, to musi być rozwiązanie!
– Myśl sobie, jak chcesz – odpowiedziała z obojętnością. – Jednak to nie zmienia faktu, że musisz się stąd wydostać.
– Dobra, możemy się brać do roboty … Zaraz, ale w książce nie było powiedziane, jak to zrobić?!
– To już twój problem. Musisz sama znaleźć wyjście.
Rozejrzałam się gorączkowo po sali. Drzwi na korytarz były otwarte. Wybiegłam. Za sobą słyszałam kroki Triny. Szare ściany i ciemna podłoga korytarza pokryte były jakimś pyłem, który szybko dostał się do moich dróg oddechowych. Zaczęłam kaszleć, jednak nie mogłam pozwolić sobie na przerwę. Biegłam ile sił w nogach, byle tylko się stąd wydostać. Nagle zderzyłam się z czymś i upadłam. Echo mojego zderzenia potoczyło się daleko wśród metalowych ścian. Spojrzałam przed siebie. Przede mną znajdowały się drzwi. Wstałam, masując głowę.
– Co to, do cholery, ma być?! - krzyknęłam.
– Uspokój się – warknęła na mnie Trina – Nie jesteśmy tu sami.
Nagle usłyszałam kwiczenie. Ogarną mnie strach, bowiem wiedziałam, co to oznaczało. Świnie. Czy na to słowo w waszej głowie pojawia się obraz milutkich zwierzątek, lubiących taplać się w błocie? Wyrzućcie go z głowy raz na zawsze! To, co zobaczyłam na tym statku sprawiło, że nigdy na dźwięk tego wyrazu nie pomyślę o Prosiaczku z Kubusia Puchatka. Świnie... Były trzy. Ogromne niczym krowy, z dwoma kłami i pianą kapiącą z pyska. Tak ciemne, że trudno było je odróżnić od ścian korytarza. W ich oczach czaiło się coś złowrogiego i dzikiego. Krzyknęłam. Tuż obok mnie Trina wysyczała:
– Tylko bez gwałtownych ruchów.
Jednak na nic się to zdało. Już po chwili poczułam, jak coś ciężkiego przygniata mnie. Całe powietrze uszło z mych płuc. Lewe ramię zaczęło piec niemiłosiernie. Nie widziałam, co się dzieje. Mój wzrok zamglił się. Czułam zapach mokrego futra, łajna i krwi. A w następnej chwili znów ogarnęła mnie ciemność. Ból zelżał. Leżałam, a pod sobą miałam miękki materiał... znów znajdowałam się w trumnie. I tak, jak za poprzednim razem wyciągnęła mnie Trina.
– Ach, zapomniałam wspomnieć, że jeśli nawalisz, ponownie znajdziemy się w punkcie wyjścia... Tak więc lepiej nie nawalaj.
Po kilkunastu minutach, a przynajmniej podejrzewałam, że tyle minęło, poczułam się lepiej i znów widziałam wszystko wyraźnie.
– Te drzwi muszą być wyjściem. Musimy je otworzyć, by przejść zadanie – powiedziałam pewnie.
Blondynka spojrzała na mnie z powątpiewaniem.
– A skąd to niby wiesz, Einsteinie?
– Widzisz inną możliwość? - jej milczenie uznałam za odpowiedź – Mam pomysł, jak się ich pozbyć... Ale może być dość ryzykowny.
– Zamieniam się w słuch...

Gdy stanęłyśmy tuż pod drzwiami, miałam serce w gardle. Nie byłam pewna, czy się uda, jednak innego wyjścia nie widziałam. Nie musiałyśmy długo czekać. Pojawiły się po kilkudziesięciu sekundach.
– Jesteś pewna, że w taki sposób działają? - spytała. Jej głos lekko drżał.
– Zamknij się i czekaj...
Świnie stanęły kilkadziesiąt metrów od nas.
– Na trzy - powiedziałam
Największa z nich zaczęła się wiercić w miejscu.
– Raz...
Zaczęły stukać ogromnymi kopytami o podłogę.
– Dwa...
Wystartowały. Biegły na nas, a ich ogromne cielska obijały się o ściany korytarza. Gdy były kilka metrów przed nami, zaczęła buzować we mnie adrenalina.
– Trzy! - krzyknęłam. Na to słowo Trina wbiegła w korytarz po swojej prawej stronie, ja zaś po lewej. Rozpędzone świnie nie dały rady się zatrzymać. Z hukiem wpadły na drzwi, których metal załamał się pod ich ciężkimi cielskami i pękł. Niepewnie podeszłam do dziury. Myślałam, że ujrzę kolejny korytarz i wściekłe świnie szykujące się do kolejnej szarży, jednak nie było tego. Metalowe drzwi prowadziły w nicość. Pewna, że mam to zrobić, zamknęłam oczy i zagłębiłam się w nią. Poczułam bolesny skurcz w brzuchu. Oślepiło mnie światło. Po chwili znalazłam się w pomieszczeniu o białych ścianach i podłodze oraz bez drzwi. Rozejrzałam się zdziwiona. Po chwili u mojego boku pojawiła się Trina.
– A więc wybrałaś „Ja, Ty, My”?
Na początku nie wiedziałam, o co jej chodzi. Dopiero kilka sekund później zrozumiała, że mówi o kolejnej książce, z tych, które wsadziłam do kapsuły.
– Tak.
Blondynka westchnęła.
– O co ci chodzi? - spytałam skonsternowana.
– Kojarzysz pewnie, co trzeba zrobić w tej książce? … Nie odpowiadaj, bo wiem, że tak. A więc ja, jako Twoja towarzyszka muszę wypełnić to zadanie z Tobą. A zresztą... Zaraz zobaczysz.
Gdy tylko skończyła mówić, nad naszymi głowami pojawiły się ogromne napisy, wiszące jakby w powietrzu. Zaczęłam podskakiwać, by móc je lepiej widzieć. „Nasza zabawa w słońcu”. Usłyszałam jakiś szelest. Odwróciłam się. W rogu pomieszczenia pojawiły się ogromne baniaki z drabinami przy ich ścianach. Na każdym z nich była inna nazwa koloru.
– Zaraz, czyli my mamy namalować coś, co będzie odpowiadało zdaniu „Nasza zabawa w słońcu”? - upewniłam się.
– Ehe...
– Ale gdzie to mamy namalować?
Trina spojrzała na mnie, jak na idiotkę, po czym obróciła się wokół własnej osi, wskazując na ściany, sufit i podłogę. Zrozumiałam. Nie musiałam już pytać, czym mamy malować. Sama się domyśliłam. Podeszłam do farby z napisem niebieski. Wspięłam się na drabinkę.
– I niech los wam sprzyja – wyszeptałam do siebie, po czym wskoczyłam do baniaka. Zewsząd zaczęła napierać na mnie farba. Zawzięcie machałam rękoma, by wypłynąć na powierzchnię. Po kilku sekundach się udało.
– Jesteś kompletną idiotką – krzyknęła Trina z dołu.
– Nie marudź już, tylko wskakuj do żółtego i maluj na podłodze piasek.
Zaczęła mnie wyklinać, jednak po chwili poszła w stronę odpowiedniego baniaku. Tymczasem moje myśli zajął jeden problem - jak dostać się do sufitu, by go pomalować. Nagle stałam się wyjątkowo lekka. Moje ciało uniosło się w góry. Krzyknęłam z radości. To było niesamowite! Podleciałam do sufitu i zaczęłam dotykać go w różnych miejscach, by nadać mu błękitny kolor. Na dole Trina malowała podłogę. Na początku była przerażona tym, że latam, jednak w końcu i sama wzniosła się w powietrze. Nadszedł czas na zabawę! Co chwilę podlatywałam do innych kolorów – raz do różowego, kiedy indziej do zielonego czy czarnego. Na jednej ze ścian namalowałyśmy parasol z leżącą pod nim Triną. Na innej nastolatki, grające w piłkę nożną (każda z nich była była odbiciem mojego ciała na ścianie). Kolorowa Ja siedziała na kocu niedaleko Triny i czytała książkę. W rogu pomieszczenia namalowane było słońce. Jedna ze ścian była morzem. Bawiłyśmy się i co chwilę domalowywałyśmy coś nowego – a to ptaka, a to żaglówkę. W końcu roześmiane i całe w farbach stanęłyśmy na środku pomieszczenia i spojrzałyśmy na nasze „dzieło”. Było ono kolorowe, baaaardzo kolorowe. W chwili, gdy pomyślałam, że moja towarzyszka nie jest jednak taka zła, oślepiło mnie jaskrawe światło i znów poczułam coś dziwnego w brzuchu. W następnym momencie wokół mnie rozległa się ogłuszająca muzyka. Znajdowałam się w jakimś klubie. Wokół było pełno pijanych i tańczących ludzi.

– To lubię! - krzyknęła blondynka, pojawiwszy się nagle obok mnie. Nie była już w farbie, a miała na sobie czarną sukienkę, sięgającą jedynie za pośladki. Jej włosy upięte były w luźny kok, a niesforne kosmyki okalały jej twarz. Na nogach miała srebrne czółenka. Doskonale pasowała do tego miejsca. Dziewczyna świetnie bawiąca się malując farbami, zniknęła.
– Gdzie jestem? - odkrzyknęłam.
Trina uśmiechnęła się.
– W piekle.
W tej właśnie chwili uświadomiłam sobie, że trzecią książką, jaką wybrałam, była „W ogień”.
– Trina... ty... ty jesteś diablicą! - dopiero do to mnie dotarło. To ona, podwładna Michaela, zakochana w nim do głębi.
– Brawo za spostrzegawczość – odparła z ironią – A teraz do rzeczy. Mam ważniejsze zadania niż niańczenie ciebie i pilnowanie, byś nie zagubiła się w literackich światach. Wykonaj to zadanie szybko, a od razu wrócisz do domu.
– Co mam zrobić? - spytałam ze strachem w głosie.
Kobieta spojrzała na mnie. Po jej twarzy błądził uśmiech.
– Uwieść JEGO – wskazała na faceta, siedzącego w jednym z boksów. Spojrzałam na niego. Byłam przerażona i na dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewna, że zostanę w tym świecie na zawsze. Nie powiem, był przystojny, jednak nie jego wygląd mi przeszkadzał w wykonaniu zadania.
– On się z kimś całuje! A ja mam dopiero piętnaście lat! - wykrzyknęłam
– Tak – powiedziała z obojętnością diablica – To jego dziewczyna, ale spokojnie, nie sprawi Ci problemów. Co do wieku... W tym świecie jesteś diablicą. Tutaj nie obowiązują cię żadne ograniczenia dotyczące wieku czy wyglądu. W jednej chwili możesz zmienić się w seksowną dwudziestkę.
Przełknęłam głośno ślinę. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać.
– Co mam zrobić?
Trina zaśmiała się.
– Najpierw idź tam – wskazała na drzwi z napisem WC – i zmień swoje ciało. To proste – wystarczy, że wyobrazisz sobie jak chcesz wyglądać. Nie będziesz miała z tym problemów, ponieważ posiadasz teraz diabelską moc.
Niepewnie ruszyłam do łazienki. Gdy byłam w środku, spojrzałam w lustro na swoje długie, proste i poczochrane włosy, wieczne cienie pod oczami i lekko garbaty nos. Nie byłam piękna, lecz sama sobie się podobałam. Niestety, Trina miała rację. Jeśli chciałam uwieść tego faceta (i wrócić do domu), musiałam się zmienić. Zamknęłam oczy i zaczęłam gorączkowo wyobrażać sobie ideał kobiety. Gdy je otworzyłam, w lustrze nie zobaczyłam mnie, a ciemnowłosą piękność o piwnych oczach, małym nosku i krwistoczerwonych ustach. Zamiast marnego metr sześćdziesiąt miałam sto siedemdziesiąt trzy centymetry wzrostu plus siedmiocentymetrowe szpile i, podobnie jak diablica, czarną mini. Nie czułam się dobrze w tym ciele, jednak tylko taka zmiana mogła pomóc mi wrócić do domu. Wyszłam z łazienki i wróciłam do Triny. Ta spojrzała na mnie z czymś na kształt uznania, jednak nie skomentowała mojej metamorfozy. Zamiast tego powiedziała:
– A teraz patrz i ucz się.
Diablica ruszyła w stronę baru, a dokładniej jakiegoś szatyna pijącego przy nim drinka. Siadła na krzesełku obok, poprosiła barmana o coś do picia, po czym zagadała do siedzącego obok mężczyzny. Ten spojrzał na nią. W jego oczach pojawił się jakiś błysk. Zaczęli rozmowę, która szybko przerodziła się w dziwną gierkę. To ona niechcący musnęła jego rękę, to on trącił jej kolano swoim. W końcu znaleźli się wyjątkowo blisko siebie. Trina powoli nachyliła się nad mężczyzną i wyszeptała mu coś do ucha. Ten uśmiechnął się i ją pocałował. Już kilka sekund później złapał diablicę w tali i, nie przestając całować, posadził okrakiem na swoich kolanach. Usłyszałam w głowie głos kobiety: „Zrób to samo”. Byłam pewna, że nie dam rady. Nie chciałam całować się z jakimś nieznajomym, jednak jeśli chciałam wrócić do normalnego świata, musiałam to zrobić. Podeszłam do stolika blondyna. Ten przestał całować się ze swoją towarzyszką i spojrzał na mnie z chłodną obojętnością. „Pomyśl, że chcesz, by spojrzał na ciebie jak największy cud świata.” Potrząsnęłam głową. To wszystko stawało się coraz dziwniejsze. Mimo wszystko zamknęłam oczy i pomyślałam tak. Gdy uniosłam powieki, spojrzałam prosto w oczy mężczyzny, które pełne były podziwu i czegoś jeszcze. Nie zwracał już uwagi na śliczną brunetkę, która siedziała obok niego zdezorientowana. „Weź go za rękę i szepnij mu do ucha, żeby poszedł z tobą”. Podeszłam do niego powoli, próbując sprawić, by mój uśmiech nie był sztuczny. Pochyliłam się nad nim i położyłam rękę na ramieniu. Następnie przesunęłam ją w dół ku jego dłoni. Nasze palce się splotły.
– Chodź ze mną – szepnęłam. On wstał jak zaczarowany. Dziewczyna coś za nim krzyczała, jednak ten nawet się nie obrócił. Jego oczy widziały tylko mnie. Nie powiem, było to przyjemne. Zaprowadziłam go do pustego boksu i kazałam mu usiąść, po czym sama siadłam jak najbliżej niego. „Wyluzuj się i spytaj czy jest gotowy pójść z tobą do krainy największych rozkoszy”. Próbowałam się wyluzować, jednak to chyba było poza moimi możliwościami. Zbliżyłam swoją twarz do jego i szepnęłam mu prosto w usta:
– Czy jesteś gotowy pójść za mną dalej, niż sięga piekło, do krainy największych rozkoszy?
Nie wahał się.
– Tak
„Pocałuj go.”
Tak zrobiłam. Smakował wódką i czymś słodkim... Pewnie tamtą dziewczyną. Dopadły mnie wyrzuty sumienia, jednak zanim zdążyłam oderwać się od ust nieznajomego, zakręciło mi się w głowie. „Żegnaj. Mimo wszystko świetnie się bawiłam” usłyszałam ciche słowa w głowie. W tej samej chwili poczułam rozdzierający ból i ogarnęła mnie ciemność. Krzyknęłam. Nagle wszystko minęło. Zauważyłam, że kurczowo zaciskam oczy. Otworzyłam je... i znów znajdowałam się w kapsule. Pchnęłam szklane drzwi najszybciej, jak tylko mogłam i wylądowałam na zimnej podłodze. Nade mną stała Anastazja, uśmiechając się szeroko.
– Dziękujemy za uczestnictwo w koloniach „W książce”. Zapraszamy ponownie za rok!
Tego było dla mnie za wiele. Zemdlałam.


Jeśli dotrwałeś do końca, to jesteś wielki i dziękuję ci z całego serca za przeczytanie! ♥

W opowiadaniu wykorzystałam światy przedstawione, pochodzące z książek:

Konkurs trwa do 21 sierpnia, tak więc chętni mają jeszcze trochę czasu na napisanie opowiadania! Jeżeli już opublikowaliście swoje, podeślijcie mi linki w komentarzach - chętnie przeczytam ^^ 

Zapraszam także na wydarzenie Wakacje z Feerią Young i fp wydawnictwa Feeria Young, gdzie pojawia się więcej konkursów z niesamowitymi nagrodami!

Jeśli jesteście ciekawi którejś z powyższych książek, zapraszam do przeczytania moich recenzji:

Czytaj dalej »

Nawet najdzielniejszym zdarza się upadek - Klątwa tytana ~ Rick Riordan


Percy, Annabeth i Thalia pomagają Groverowi w misji doprowadzenia nowo odkrytych herosów do Obozu. Gdy wydarzenia przybierają niespodziewany obrót, z pomocą przychodzi Artemida wraz ze swymi Łowczyniami. Nieszczęśliwie, podczas walki, Annabeth znika. Nikt nie wie co się z nią stało i czy dziewczyna na pewno żyje. Jakiś czas później znika także bogini łowów. Łowczynie i Herosi muszą połączyć swoje siły, by móc ocalić obie kobiety. Jednak nie jest to proste zadanie, bowiem wisi nad nimi widmo okrutnej przepowiedni, która mówi, iż nie wszystkim uda się wrócić cało z tej wyprawy.

Klątwa tytana to książka, którą pochłania się jednym tchem. Po jej rozpoczęciu, nie ma mowy byśmy ją odłożyli i wzięli się za robienie czegoś innego, ponieważ myślami ciągle jesteśmy w świecie bogów olimpijskich. Historia Percy'ego Jacksona pochłania, karty powieści same do siebie przyciągają, niczym magnez. Gdy już zaczniemy czytać, odejdziemy od książki dopiero w chwili, gdy ją skończymy. Rick Riordan po raz kolejny przedstawia nam opowieść pełną intryg i tajemnic, gdzie bogowie olimpijscy, herosi i mityczne potwory istnieją naprawdę. A gdzieś w samym centrum tego wszystkiego jest czternastoletni Perseusz Jackson, syn Posejdona, na którego barkach leży ogromna odpowiedzialność.

Fabuła książki jest niezwykle oryginalna i ciekawa. To po części za jej sprawą powieść czyta się szybko i z tak wielką przyjemnością. Autor w trzecim tomie serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy rozwija wątek Tytanów, dodaje trochę nowych gatunków potworów, przedstawia pozostałych olimpijczyków i subtelnie nakreśla wątek miłosny. Choć nie zapomina także o wątkach z poprzednich części. Wszystko w odpowiednich proporcjach, by nie zabić magii tej historii. Oczywiście nie zabrakło tu także wielu nawiązań do mitologii greckiej. Tym razem w historię młodego herosa wplecione zostają mniej znane mity, niż te przedstawione w poprzednich częściach. Autor nie nudzi nas tymi samymi opowieściami, a ciągle ukazuje coś nowego i ciekawego, co potrafi zaskoczyć czytelnika, a często nawet zbić go z tropu. Rick Riordan nie idzie także na łatwiznę i bawi się mitologią, przeplata ją z naszą rzeczywistością, tworząc świat, w który nie jedna osoba chciałby żyć. Potworom daje telefony komórkowe, a greckim bogom lamborghini. To, co tu się dzieje jest istną wariacją zwyczajnego świata, jednak w pozytywnym znaczeniu tych słów.

Teraz czas na bohaterów. W tym tomie Annabeth schodzi na dalszy plan, a do gry wykracza Thalia. To nie było zbyt dobre posunięcie ze strony autora. O ile fabuła Klątwy tytana wyróżnia się na tle dwóch poprzednich tomów, tak z postaciami jest nieco gorzej. Sam Percy pozostał Percym – pyskatym chłopakiem z ADHD, który zrobi wszystko dla swoich przyjaciół – jednak zabrakło Annabeth, jej przyjacielskich docinek z synem pana mórz i chłodnej oceny położenia, w sytuacjach zagrożenia. Thalia to już nie to samo. Ona nie przeżyła tego, co przytrafiło się Groverowi, Annabeth i Percy'emu. To właśnie te przygody scementowały przyjaźń tej trójki. Thalia, na dobrą sprawę, nigdy nie stanie się częścią tego teamu.

Co do stylu... Rick Riordan po raz kolejny czaruje słowem. Pisze lekko i z polotem. W usta swoich
bohaterów (w tym narratora – Percy'ego) wkłada błyskotliwe dialogi, a między wierszami można doszukać się innego znaczenia niektórych wypowiedzi. Autor nie napisał tej książki. On ją nam opowiedział. Tak jak Tom Riddle wszczepił cząstkę swojej duszy w dziennik, tak Riordan przelał część siebie w historię Percy'ego. Jego słowa, niczym pieśni syren, posiadają niesamowitą moc.

Mimo wykorzystania już tylu pomysłów w pierwszym i drugim tomie, autor ciągle zaskakuje czymś nowym. Czerpie z mitologii pełnymi garściami. Bierze mity, a następnie przetwarza je na swoją potrzebę. To niesamowite! Tak samo, jak niesamowici są bohaterzy, których stworzył i styl, którym się posługuje. Klątwa tytana to zdecydowanie bardzo dobra kontynuacja, która zapiera dech w piersiach i nie pozwala się od siebie oderwać. Jeśli tylko chcecie przeczytać coś z lekkim ironicznym humorem oraz dynamiczną i nieprzewidywalną akcją, to koniecznie sięgnijcie po trzeci tom, opowiadający o przygodach Percy'ego Jacksona!

W serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy:
Złodziej pioruna | Morze potworów Klątwa tytana | Bitwa w labiryncie | Ostatni olimpijczyk

Autor: Rick Riordan
Tytuł oryginalny: The Titan's Curse
Tytuł polski: Klątwa tytana
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska
Wydawnictwo: Galeria książki
Data wydania (które posiadam): 17 lutego 2016
Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej »

Wystarczy kropla krwi, by wzniecić bunt - Szklany miecz ~ Victoria Aveyard


Czerwona królowa... ach, jak ja tej książki nie lubię. Schematyczna, banalna z irytującą główną bohaterką. Dlaczego więc sięgnęłam po jej kontynuację? Odpowiedź jest prosta - moja przyjaciółka, zachorzała miłośniczka Victorii Aveyard, namówiła mnie, bym dała jeszcze szansę tej serii. Przyrzekała, że Szklany miecz bardziej mi się spodoba niż jego poprzedniczka. Czy myliła się?

Mare kiedyś była nikim. Teraz jej twarz znana jest każdemu nie tylko w Królestwie Norty, ale i poza nim. To dziewczyna od błyskawic, Czerwona Królowa, która jest pół Czerwoną, pół Srebrną. I okazuje się, że istnieją inni jej podobni, ludzie mający moce Srebrnych, lecz czerwoną krew. Dziewczyna postanawia wyruszyć w podróż, by odnaleźć ich wszystkich, jednak okazuje się to nie być prostym zadaniem. Ścigana przez okrutnego króla i Srebrnych, zdradzona przez ludzi, którym ufała, musi opanować mrok i moc, czające się w jej wnętrzu. Wojna zbliża się wielkimi krokami...

Zacznijmy może od najbardziej irytującej rzeczy w tej książce - Mare. Ta dziewczyna doprowadza mnie do szewskiej pasji. Jeszcze chyba nigdy nie spotkałam się z tak irytującą bohaterką! Mare co chwilę użala się nad sobą i myśli, że jest pępkiem wszechświata. Ciągle wypomina ludziom ile to ona przeszła i że ma prawo zachowywać się jak nieczuła jędza. Nie patrzy na to, że inni (między innymi Cal, Kilorn czy Farley) także przeszli wiele. Ludzie oddają za nią życia. Niby ją to rusza, a jednak ciągle zachowuje się tak samo i naraża innych bez powodu. Nie wyciąga wniosków z wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości i przez to jej ruchy są naprawdę okropne w konsekwencjach. Nie wiem jak autorce udało się stworzyć bohaterkę, którą aż tak znienawidziłam.

I to na tyle z mojego narzekania. Naprawdę, ja też się tego nie spodziewałam! W odróżnieniu do Czerwonej królowej, w Szklanym mieczu nie doszukałam się żadnych schematów! To książka nietuzinkowa, która zachwyca wykreowanym światem i przedstawioną historią. Victoria Aveyart tym razem postanowiła na
pokazanie, że oprócz koloru krwi, nic więcej nie dzieli Srebrnych i Czerwonych. Wszyscy są tacy sami - brutalni, ale i słabi. Ważnym tematem książki są także Nowi - osoby podobne do Mare; o czerwonej krwi i mocach zarezerwowanych dla Srebrnych. Oryginalność tej historii aż kuje w oczy! Dodatkowo dopracowana jest ona w każdym najmniejszym szczególe. Wszystkie intrygi są dopięte na ostatni guzik, a wydarzenia, mimo że chwilami mogą wydawać się nieskładne, w końcu układają się w piękną, logiczną całość z ciągiem przyczynowo - skutkowym.

O ile niezbyt przepadam za główną bohaterką, tak pozostałe postacie zaskrobały sobie moją sympatię. Wyszkolony na żołnierza Cal, mroczny i tajemniczy Maven, sympatyczny Kilorn, opiekuńczy i odważny Shade czy niezwykle utalentowana Ada - każda z tych postaci ma w sobie iskierkę, która sprawia, że książkę czyta się z jeszcze większą przyjemnością. Bohaterowie mają swoje indywidualne cechy i osobowości. Są wielobarwni, dzięki czemu z łatwością możemy sobie ich wyobrazić i towarzyszyć podczas podróży w nieznane. Muszę przyznać, że nawet irytująca Mare jest postacią wielowymiarową.

Styl autorki jest ciekawy i lekki, dzięki czemu książkę czyta się nie tylko szybko, ale i z przyjemnością. Mamy dużo dialogów i proporcjonalnie odpowiedzialną ilość opisów. Nic nie zostaje zaniedbane. Możemy poznać zarówno świat przedstawiony przez autorkę, jak i bohaterów - ich myśli (to dotyczy raczej narratorki - Mare) i uczucia. Nie musimy się skupiać, by zrozumieć tę historię, bo ona sama nas wciąga i czytanie jej jest samą przyjemnością.

Jeszcze kilka dni temu nigdy w życiu nie poleciłabym Czerwonej królowej, jednak właśnie dziś, zaskakując samą siebie, polecam wam ją. Dlaczego? Byście mogli przeczytać później Szklany miecz, a raczej go zasmakować i poczuć to wszystko, co ja poczułam - ból, smutek, gorycz, złość, radość, nienawiść czy euforię. Książka ta swoim poziomem wyprzedza o kilka stopni swoją poprzedniczkę. Drugi tom serii to powieść o nie tylko wartkiej akcji, niebanalnej i oryginalnej fabule oraz wielowymiarowych bohatera, ale także niosąca za sobą pewną wartość; przesłanie łatwe do odnalezienia. Nie jest to książka idealna, jednak jeszcze troszkę pracy włożonej przez autorkę, a czuję, że kolejne części mogą się takie okazać.

W serii Czerwona Królowa:
Czerwona Królowa | Szklany miecz | King's Cage

Autor: Victoria Aveyard
Tytuł oryginalny: Glass Sword
Tytuł polski: Szklany miecz
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska - Ostapko
Wydawnictwo: Otwarte [Moondrive]
Data wydania: 17 lutego 2016
Moja ocena: 7/10

Zapraszam także do obejrzenia nietypowej recenzji w wersji video! :)


Czytaj dalej »

Jak sprawić, by nauka języków obcych była przyjemnością? + English Matters 59/2016

Uwielbiam uczyć się języków obcych, jednak często idzie mi to bardzo opornie. Uczę się słówek, ale już po niedługim czasie one z powrotem znikają z mojej głowy. Z pomocą przyszło mi wydawnictwo Colorful media. W jego ofercie nie znajdziemy tradycyjnych książek, a różnorodne magazyny językowe - English Matters, Business English Magazine, Deutsh Aktuell, ¿Español? Sí, gracias, Français Présent, Italia Mi piace! oraz Ostanowka: Rossija!. Nie byłam przekonana co do takiej formy nauki, jednak postanowiłam spróbować. Czy magazyny te w jakikolwiek sposób mipomogły? Dowiecie się tego z poniższej recenzji jednego z nich!


Po English matters sięgnęłam z wielką niepewnością. Nie wiedziałam, czy poradzę sobie z lekturą magazynu w języku angielskim i wyniosę z tego jakąś przyjemność. Jak się okazało, moje obawy były całkowicie bezpodstawne!

Pierwszą rzeczą, która zachwyciła mnie w tym magazynie, jest różnorodność tematów, co sprawia, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. 

Dla ciekawskich świata gwiazd Hollywood mamy artykuł o życiu Leonarda diCaprio. Janet Stanford w Hollywood's Golden Boy Gets His Just Reward w ciekawy sposób przedstawia nam historię Leo - począwszy do pochodzenia jego imienia, poprzez miłosne wzloty i upadki, na filmografii zakończywszy. 

Miłośników kultury Brytyjskiej i Amerykańskiej zainteresować mogą Scottland Yard Under the Microscope oraz Presidential Portraits. Pierwszy z artykułów przybliża nam pracę i historię stróżów prawa Wielkiej Brytanii, drugi przedstawia sylwetki prezydentów USA i co ich... charakteryzowało. Oba artykuły to zdecydowanie moi faworyci. Uwielbiam czytać o innych kulturach, a tutaj w interesujący sposób zostały przedstawione ciekawostki związane z kulturami anglojęzycznych krajów.


Oczywiście nie mogło zabraknąć polskiego akcentu! Jest nim artykuł pt. Robert Lewandowski - Polish Football Superstar. Jak możecie się domyślić, jest to tekst poświęcony najlepszemu strzelcowi w historii Bundesligi - Robertowi Lewandowskiego. Tak jak w przypadku diCaprio, tutaj także dostajemy informacje o życiu gwiazdy. Dla mnie, osoby interesującej się piłką nożną, tekst jest zwykły, a informacje jakie się w nim znajdują łatwo dostępne i dobrze znane, jednak jestem pewna, że osoby niezbyt interesujące się tą grą, mogą znaleźć w nim kilka ciekawostek dotyczących piłkarza.

By nie zepsuć frajdy z czytania magazynu, nie opowiem wam o wszystkich artykułach, a jedynie wspomnę, że jest ich o wiele więcej! Miłośnicy filmów mają The Sound of Movies, ciekawi świata The Jewel in the Indian Ocean, a musicali The Swinging Screen. A każdy z tych artykułów jest ciekawy i uczy czegoś nowego!



Niesamowitą rzeczą jest to, że do każdego magazynu dołączone są kody, dzięki którym wybrane artykuły można pobrać ze strony wydawnictwa w formacie mp3. W taki sposób dzięki magazynom English matters możemy nauczyć się nie tylko słownictwa, ale i wymowy. 

No tak, zapomniałam wspomnieć o najważniejszej rzeczy w całym magazynie - słowniczkach! Każdy artykuł posiada swój własny słowniczek, dzięki czemu nie musimy zaglądać do słowników czy włączać Google Tłumaczy. Najtrudniejsze słówka mamy przetłumaczone! Jest to niezwykle ciekawe i przydatne, zwłaszcza dla osób, które nie są zbyt mocno obyte z tym językiem i same nie poradziłyby sobie z lekturą artykułów.

By nauczyć się języka angielskiego nie musicie ślęczeć nad długimi listami słówek i trudnymi zadaniami z angielskiej gramatyki. Jeśli chcecie, by nauka tego języka była nie tylko obowiązkiem, ale i przyjemnością, koniecznie sięgnijcie po English matters. Magazyny te nie są nie tylko skarbnicą słówek, ale i ciekawostek na temat świata, popkultury, kultury czy historii.

Za możliwość przeczytania magazynu dziękuję serdecznie wydawnictwu Colorful Media!





Tytuł: English matters
Numer: 59/2016 (lipiec - sierpień)
Wydawnictwo: Colorful media
Czytaj dalej »

Książkowy sąd #1: Błękit szafiru


Ile razy spotkaliście się z całkowicie odmiennymi opiniami o książkach? Gdy jedni dawali powieści zielone światełko, inni woleli o niej zapomnieć? Ola K. (przy pomocy KittyAilli) zainicjowała wspaniałą akcję pt. Książkowy sąd, w której także mam okazję uczestniczyć. Polega ona na konfrontacji dwóch osób (blogerów; oskarżyciela i obrońcy) o odmiennym zdaniu o danej książce. Co miesiąc będziecie mogli być uczestnikami czterech (w tym miesiącu wyjątkowo trzech) dyskusji, w których najpierw my wyrazimy swoje opinie o książkach, następnie wy je osądzicie!

UWAGA! W poście mogą pojawić się spoilery z Błękitu szafiru!



Oskarżyciel: Oskarżam Błękit szafiru o:
- rozbeczaną Gwenny, co irytowało mnie na każdym kroku
- wkurzającego egoistycznego Gideona, którego chętnie spaliłabym żywcem
- o to, że jedynym plusem książki jest Xemerius
- o zatracenie akcji na rzecz wątku miłosnego!

Obrona: Nie mogę się zgodzić ze wszystkimi powyższymi oskarżeniami. Co prawda Błękit szafiru posiada o wiele bardziej rozbudowany wątek miłosny, jednak oprócz tego akcja także pędzi, jest intrygująca i tajemnicza. Głowni bohaterowie, mimo że irytujący, są także sympatyczni. Są także postacie drugoplanowe, m.in. Lucas Montrose, które są też pozytywnym aspektem książki.

Oskarżyciel: Niestety nie mogę przyjąć stanowiska obrony, bo jedyną sympatyczną postacią jest Xemerius oraz najlepsza przyjaciółka Gwenny. Ponadto akcja zamiast pędzić, skupia się na beczącej Gwenny, która zakochała się w dupku Gideonie. Uważam, że akcja traci bardzo dużo na wątku miłosnym.

Obrona: Jednak oprócz wątku miłosnego mamy także wiele innych wątków, które są wyjątkowo rozbudowane. Autorka ciekawie przedstawiła czytelnikom historię Paula i Lucy oraz same momenty, gdy bohaterowie podróżowali w czasie. Co do jednego muszę się zgodzić z oskarżycielem - Gwendolyn chwilami zachowywała się wyjątkowo irytująco.

Oskarżyciel: Muszę się zgodzić, że historia Paula i Lucy była interesująca, ale właśnie brakowało mi czegoś mocniejszego, bo miałam wrażenie, że autorka bardziej skupiła się na Gwenny i Gideosiu niż na historii z prawdziwego zdarzenia.

Obrona: Myślę, że gdyby tego nie przedstawiła w ten sposób, późniejsze wydarzenia nie miałyby sensu. Ponadto mnie samą ten wątek doprowadzał do skrajnych emocji. Z jednej strony irytacja i złość, z drugiej zaciekawienie i radość. I to mi się podobało.

Oskarżyciel: Dla mnie wątek miłosny był przesadzony i irytujący do granic możliwości. A historia Paula i Lucy to jedyny wątek, dla którego kontynuuję tak naprawdę


Inne rozprawy:

Miasto książek i Jellyfish - 7 razy dziś

Mam nadzieję, że akcja przypadła wam do gustu! Jeżeli chcielibyście także podyskutować ze mną na temat Błękitu szafiru, to śmiało piszcie swoje opinie w komentarzach. Możecie napisać także do mnie na fp czy na maila (zakładka kontakt) :) A już za miesiąc zapraszam was do udziału w kolejnej rozprawie! 

Miłego niedzielnego wieczoru!
Czytaj dalej »

Wciąż tu jestem. I wiem o wszystkim. - Kłamczuchy ~ Sara Shepard


Kłamstwa niby nigdy nie są niczym dobrym, niby każdy wie, że najgorsza prawda jest lepsza niż słodkie kłamstewka, a jednak wielu kłamie w obawie przed konsekwencjami swoich czynów. Często są to malutkie niedomówienia czy półprawdy, nie niosące nic za sobą, jednak gorzej jest, gdy zaplączemy się w nie, stworzymy wokół siebie sieć, którą niezwykle ciężko jest przerwać. I zazwyczaj brniemy we wszystko dalej, bo jesteśmy świadomi tego, co przyniesie wyjawienie prawdy.

Ali zniknęła. Nikt nie wie co się z nią stało. Paczka przyjaciół, w której skład wchodziły Hanna, Aria, Spencer oraz Emily, rozpadła się. Po trzech latach dzieje się coś dziwnego - wszystkie cztery dziewczyny otrzymują wiadomości od tajemniczej A, która wie o nich wszystko. Rany, zaczynające się zabliźniać, z powrotem się otwierają. Dziewczyny nie mogą nikomu powiedzieć o sms'ach i tajemniczych groźbach, ponieważ tym samym ich wszystkie sekrety wszyłyby na jaw.

Kłamczuchy to pierwszy tom bestsellerowej serii Pretty Little Lairs, o której słyszał już chyba każdy. Jest to po części zasługą serialu o tożsamej nazwie. Przyznam szczerze, że ja także najpierw obejrzałam pierwszy sezon, a następnie, zaintrygowana, sięgnęłam po książkowy pierwowzór. Czy żałuję przeczytania tej książki? W żadnym wypadku!

Nazwa tej książki jest zdecydowanie adekwatna do tego co znajdziemy w środku. Cała fabuła opiera się głównie na tajemnicach, intrygach i kłamstwach. Mimo iż sam początek jest wyjątkowo prosty, tak z czasem wszystko staje się coraz bardziej zagmatwane. Zagłębiamy się w rzeczywistość wymyśloną przez Sarę Shepard i... widzimy, że dosłownie wszystko w jej świecie ma drugie dno. Wszystko może być jedynie mistyfikacją i grą pozorów. Razem z czytelnikiem przekonują się o tym także główne bohaterki, które, jak się okazuje, mają więcej sekretów niż mogłoby się zdawać. Z każdą kolejną przeczytaną stroną, mgła, która je otacza, zaczyna się unosić i dokładnie widzimy w jakim bagnie ugrzęzły... i że ktoś za wszelką cenę chce wepchnąć je w nie jeszcze głębiej.

Postacie wykreowane przez autorkę są ciekawe, a jednak jednowymiarowe. W każdym rozdziale możemy przyjrzeć się życiu innej głównej bohaterki. Kolejno poznajemy każdą z przyjaciółek Alison. Najciekawszą z nich jest Aria - jest sobą i nie boi się tego okazywać. Ma swoją pluszową świnkę, która jej doradza w sprawach miłosnych i odnalazła swój styl. A poza tym jest sympatyczna i inteligentna. Hanna, Spencer i Emily są dla mnie... jednakowe. Mimo iż każda z nich wyróżnia się czymś - Emily jest w drużynie pływackiej, Spencer musi być dobra we wszystkim, a Hanna, od czasu zniknięcia Ali, jest divą szkoły - to tak naprawdę wszystkie są inteligentne, nieco egoistyczne oraz ciągle kłamią. I to jest naprawdę irytujące. Autorka stworzyła inne skorupy, jednak w środku wszystkie są takie same. To jest zdecydowany minus recenzowanej powieści.

Muszę za to pochwalić styl. Sarze Shepard udało się napisać tę powieść w lekki i ciekawy sposób. Bez długich opisów i banalnych dialogów opowiada nam historię dziewczyn i pozwala całkowicie się w niej zatracić.

Kłamczuchy to bardzo ciekawe rozpoczęcie serii Pretty Little Lairs. Autorka stworzyła intrygującą rzeczywistość, pełną kłamstw, intryg i niedomówień. Jest to powieść młodzieżowa, a jednak łączy w sobie cechy thrillera i kryminału. Polecam ją nastolatkom, które lubią czytać lekkie, ale wciągające historie o życiu, które nie zawsze jest idealne. Jestem jednak pewna, że miłośnicy bardziej ambitnej literatury (nawet z gatunku książek młodzieżowych) nie znajdą tutaj nic dla siebie.

W serii Pretty Little Lairs:
Kłamczuchy | Bez skazy | Doskonałe | Niewiarygodne | Zepsute | Zabójcze | Bez serca | Pożądane | Uwikłane | Bezlitosne | Olśniewające | Rozpalone | Skruszone | Zatrute | Toksyczne | Mordercze

Autor: Sara Shepard
Tytuł oryginalny: Pretty Little Lairs
Tytuł polski: Kłamczuchy
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Wydawnictwo: Otwarte [Moondrive]
Data wydania: 22 sierpnia 2011
Moja ocena: 7-/10
Czytaj dalej »

Letni Book TAG

Dziś pierwszy sierpnia, został jeszcze miesiąc wakacji i prawie dwa miesiące lata, dlatego mam dla was coś ciekawego i lekkiego - Letni Book TAG, do którego nominowała mnie Blue Spark z bloga Niebieskie Iskry



1. Słońce, czyli książka, która zawsze poprawia Ci humor.
Myślę, że mogę tu przypasować książki z serii o Percy'm Jacksonie. Serię tą czyta się z uśmiechem na twarzy i myślę, że rozbawiłaby ona największego gbura! :)

2. Morze, czyli książka idealna na plażę.
Na plażę wzięłabym coś lekkiego, ponieważ nie lubię czytać wymagających książek, gdy jest mi gorąco. Myślę, że Reality show byłoby idealne.

3. Pocztówka, czyli książka, którą najlepiej wspominasz.
Ojej, dużo książek wspominam bardzo dobrze... jednak chyba najlepiej Ja, diablica (w końcu TAG bez tej wspomnienia o tej książce to nie TAG ;)). Pani Miszczuk popisała się i jestem oczarowana tą książką.

4. Podróże, czyli książka, którą polecił Ci przyjaciel.
Czerwona królowa, na której się przejechałam... Swoją drogą jestem teraz w trakcie czytania jej kontynuacji - nie lubię zostawiać niedokończonych serii - i wiecie co? Jak na razie jest dobrze! o.O

5. Opalanie się, czyli książka, którą się sparzyłeś.
No i znowu CK, o której wspomniałam punkt wcześniej. Schematy, nuda i irytująca główna bohaterka.

6. Japonki, czyli książka, którą każdy zna.
Haha, wspomniałabym Harry'ego Pottera, ale to byłaby oczywista oczywistość, więc raczej postawię na Igrzyska śmierci. Je chyba też każdy zna, prawda? :)

7. Wycieczki rowerowe, czyli książka, która nigdy Ci się nie znudzi.
Ja, diablica, Harry Potter Co by tu wybrać? Wiem, Wybrani!

8. Letnie imprezy, czyli książka, która zawsze poprawia Ci nastrój.
A czy to nie jest to samo, co było w pierwszym pytaniu? :)

9. Pływanie, czyli książka, którą musisz przeczytać tego lata.
Wrzawa śmiertelnych, którą kupiła mi ciocia, gdy byłam w Gdyni.

10. Przyjaciel, czyli książka, która zawsze jest przy Tobie.
Hobbit, czyli tam i z powrotem - mimo, że nie posiadam tej książki, jest ona bliska mojemu sercu ♥

A ja do TAGU nominuję:
Czytaj dalej »
Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka