Z fragmentów ułożysz całe życie czyli Przebudzenie Jenny Fox - Mary E. Pearson

Po półtorej roku, Jenna obudziła się ze śpiączki z całkowitą amnezją. Wszystkie wspomnienia wyparowały, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dziewczyna nie potrafi nikomu ani niczemu zaufać. Ma złe przeczucia co do wszystkiego co się wokół niej dzieje. Nie wie kim była i kim jest? Jaki sekret kryje Jenna Fox z przeszłości? Co szykuje dla niej przyszłość?
Fragmenty. Czy nie z nich składa się tak naprawdę całe życie? Okruchy. Ułamki. Chwile. Czy istnieję mniej, bo mam ich tylko kilka, czy też tych kilka, które posiadam nabiera tym większego znaczenia?
 Książka na początku ciągnęła mi się niemiłosiernie. Pierwsze kilka rozdziałów przemęczyłam z nadzieją na nadejście momentu który popędzi całą akcję... I się nie zawiodłam. Gdy Jenna odkryła jeden sekret, okazało się, że jest ich o wiele więcej. W tym właśnie czasie, akcja zaczęła się rozwijać i nabrała dynamizmu. Autorka doskonale maskowała wszystkie kłamstwa, aby ukazać je w najmniej spodziewanym momencie.

Były takie momenty, gdy po prostu wstrzymywałam oddech i czekałam na rozwój wydarzeń, jednak napięcie, które powstawało było często przerywane przez jakąś komiczną scenę, która doskonale kontrastowała z całą powagą sytuacji.

- Przepraszam - mówi - zachowałem się jak kutas.
"Kutas"?Kolejne słowo, które zgubiłam. Musi znaczyć "irytujący" albo "małostkowy"

- Dzięki tobie zarobiłam dzisiaj kazanie - mówię. - A to czemu? - Najwyraźniej 'kutas' znaczy więcej niż tylko 'irytujący'.- Powiedziałaś tak do kogoś?- Do mojej babki.

Akcja całej powieści toczy się w przyszłości, zniszczonej przez ludzi eksperymentujących z DNA. Naukowcy kombinowali, kombinowali, aż przekombinowali. Wielu mieszkańców Ziemi na tym ucierpiało. Jedną z nich jest Allys, która zapłaciła wielką cenę za błędy innych. To dzięki, między innymi, tej dziewczynie książka wciąga i zmusza do przemyśleń, czy w kiedyś także nastanie taki moment, gdy za błędy które teraz popełniamy, naszym wnukom przyjdzie zapłacić.

Sama historia Jenny jest bardzo poruszająca i zapada głęboko w pamięć. Wszystko co zrobili jej rodzice, było przez to, że nie potrafili pogodzić się, że ich córka może umrzeć. Zachowanie ich w całej książce może i było chwilami wzruszające, jednak nie zmienia to faktu, że bardzo często mnie irytowali. Ich ideał powoli się zmieniał, a oni nie mogli nic na to poradzić, Każdy dorasta, jednak nie każdy rodzic zdaje sobie z tego sprawę. Czasami trzeba podjąć decyzję, która może nie będzie dla nas najlepsza, jednak będzie idealnym rozwiązaniem dla bliskiej osoby. Chęć zatrzymania kogoś przy sobie jest egoistyczna, jednak egoizm jest częścią naszego świata i to właśnie jest ukazane w tej książce.

Przebudzenie Jenny Fox jest bardzo interesującą książką, mimo nudnego wstępu. Wszystko jest spójne, a autorka nie pozostawia na swoich bohaterach suchej nitki, zdzierając z nich sekrety, aż zostaną ubrani w samą prawdę... tak wiem beznadziejne stwierdzenie, ale słuszne. Polubiłam Jenny i mam zamiar jeszcze sięgnąć po twórczość pani Pearson, nawet w wersji angielskiej... Może nie mam samym szóstek z Angielskiego, ale żeby zaspokoić swoją ciekawość to warto troszkę się pomęczyć.

Autor: Mary E. Pearson
Tytuł oryginalny: The Adoration of Jenna Fox
Tytuł polski: Przebudzenie Jenny Fox
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Rok wydania: 2009
Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej »

Chwile rozkoszy w różnych odsłonach; Oscarowa gorączka oraz moje typy

Chwile rozkoszy można przeżywać nie tylko czytając książki. Każdy z nas ma inne sposoby na zrelaksowanie się i oderwanie od życia codziennego. Jedni grają w nogę, kolejni sprzątają, a jeszcze inni oglądają telewizję. Ostatnio wszystkich kino-, fimo- (i nie wiem jak jeszcze) maniaków ogarnęła gorączka Oscarowa. Ja sama uwielbiam oglądać różne filmy i nie mogłam się doczekać gali, na której te nagrody zostaną wręczone. W tym poście znajdziecie króciutkie podsumowanie tego wydarzenia oraz moje typy czyli filmy które zasłużyły na mojego Oscara.











Czytaj dalej »

O stracie, która tylko wzmacnia czyli Powiedz wilkom, że jestem w domu - Carol Rifka Brunt


Gdy tracisz kogoś bliskiego twemu sercu, upadasz, musisz się wtedy podnieść z zdwojoną siłą, inaczej nigdy nie staniesz na prostych nogach. Jednak, gdy się podniesiesz, nic nie będzie już takie same. June straciła Finna - wujka i najlepszego przyjaciela. Wszyscy mówią, że jego śmierć była winą specjalnego przyjaciela jej chrzestnego - Toby'ego, który prosi o spotkanie z czternastolatką. Dziewczyna jest nim zaintrygowana. W końcu jak Finn mógłby wybrać kogoś tak okropnego na swojego przyjaciela? Do tego ta świadomość, że nie było się jedyną ważną osobą, powierniczką sekretów Finna...
Nie wydaje mi się, żeby bóg mógł stworzyć chorobę, która zabija ludzi tak dobrych jak Finn, a jeśli tak właśnie było, to nie ma mowy, żebym miała oddawać mu cześć.

Kim jest June? Przez całą powieść czytelnik, jak i główna bohaterka próbują się tego dowiedzieć. Jest to postać bardzo melancholijna, ale także pełna energii. Świadoma świata ją otaczającego, acz lubiąca błądzić w obłokach. Wszystkie jej cechy, mimo, że ze sobą kontrastują, tworzą także pewną harmonię, którą stopniowo odkrywamy, zagłębiając się w karty powieści. Te połączenie nie gwarantuje nam ideału książkowego, który będziemy uwielbiali, ale postać, która zaskrobie naszą sympatię przez to jaka jest i jaka nigdy nie będzie.

Historia, którą poznajemy w książce jest bardzo przytłaczająca. Problemy z AIDS nie są częstym tematem poruszanym w literaturze. Autorka przedstawia historię, która mogła przytrafić się dosłownie każdemu z nas. Nie jest to opowieść fantastyczna w której ktoś przedstawił wspaniałe życie wśród aniołów, ale prawda, która kuje w oczy i otwiera je na niesprawiedliwości tego świata.


Akcja nie jest dynamiczna. Płynie powoli i pozwala na dostrzeżenie takich malutkich detali, które może same w sobie nie są ważne, ale względem całej powieści mają ogromne znaczenie. Nie znajdzie tu nic dla siebie ktoś, kto lubi wartko płynącą akcję oraz dynamiczny rozwój wydarzeń. Powiedz wilkom, że jestem w domu jest to powieść skłaniająca do refleksji na temat życia i tego czy warto poświęcić wszystko dla jednej osoby.
Czy na resztę życia pozostanę już głupia? Kto będzie odkrywał przede mną prawdziwą historię skrytą pod tym, co dostrzega większość ludzi? Jak zostać osobą, która zna się na tego typu rzeczach? Jak zostać kimś, czyj wzrok przenika wszystko na wylot? Jak zostać Finnem?
W książce nie wszystko kręci się wokół AIDS. Można wręcz powiedzieć, że jest ono takim nieprzyjemnym dodatkiem, którym los obarczył główną bohaterkę. Na pierwszy plan wysuwa się trudny temat dorastania i poszukiwania siebie. June nie wie tak naprawdę kim jest, a strata, żal i odrzucenie nie pomagają w odnalezieniu siebie. Gdy czujesz, że jesteś sam, nie wiesz po co żyć, nie jesteś pewny komu możesz zaufać. Gdy straciłeś przyjaciela, czujesz się samotny. To krąg, acz nietrwały. W każdej chwili może pojawić się coś lub ktoś, co go przerwie. W tym przypadku jest to Toby. Pojawienie się go, jest takim punktem zwrotnym w życiu June, chwilą, która nieodwracanie zmienia całe wyobrażenie dziewczyny o świecie i pokazuje, że nie wszystko w jej życiu jest takie, na jakie wyglądało wcześniej.
Oczywiście cała powieść nie byłaby tak ujmująca, gdyby nie przecudne porównania, które po prostu mnie urzekły. Nie jestem fanką długich opisów, to prawda, ale czytanie tej książki sprawiało mi wielką przyjemność. Rozpływałam się nad wszystkimi porównaniami, które w cudowny sposób oplatały wszystkie słowa, jak i myśli bohaterki. Autorka posługiwała się nimi w bardzo umiejętny sposób. Potrafiła wprowadzić czytelnika w odpowiedni nastrój, dobrać słowa odpowiednie do sytuacji. Może chwilami nie była to lekka lektura, ale jak książka poruszająca tak poważne tematy może być miła w czytaniu?
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że jestem więźniarką. Buntowniczką wtrąconą tu na rozkaz króla. Zastanawiałam się, czy ten pokój jest dźwiękoszczelny. Czy ktokolwiek by mnie usłyszał, gdybym zaczęła śpiewać Requiem*?
Powiedz wilkom, że jestem w domu jest wspaniała na wiele różnych sposobów. Wątki rywalizacji między siostrami, przyjaźni, której śmierć nie rozłączy czy poszukiwania siebie poprzez główną bohaterkę, są tak umiejętnie ze sobą splecione, że nie zniechęcają, a wręcz przyciągają. Zakończenie jest wielkim bum, które rozwiązuje wszystkie sekrety i niejasności, a w każdym rozdziale poznajemy nową cząstkę różnych bohaterów. Zostaje także trochę niejasności, a w głowie miota się myśl "Co dalej?" jednak historia June, Fina, Toby'ego i Grety skończyła się, a tworzenie kolejnych części byłoby naciągane.

Cieszę się, że poznałam tą książkę i jestem pewna, że w przyszłości jeszcze nie raz po nią sięgnę.

Autor: Carol Rifka Brunt
Tytuł oryginalny: Tell the Wolvers I'm Home
Tytuł polski: Powiedz wilkom, że jestem w domu
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foskal / YA!
Data wydania: 14 stycznia 2015 
Moja ocena: 9/10 

*Dla tych, którzy nie wiedzą, jest to pieśń żałobna. Ciekawskich odsyłam do cioci Wiki (klik do definicji) lub mojej pani od Audycji Muzycznych ;)
Czytaj dalej »

Stosikowo #2 Zimowy stosik

Tutaj przedstawiam wam moje ostatnie zdobycze. Nie jest tego może mega dużo, ale są to perełki, na których mi wyjątkowo zależało :) Od razu zaznaczam, że 2 recenzje pojawiły się już na blogu, a pozostałe pojawią się (mam nadzieję) w najbliższym czasie.

Czytaj dalej »

Przeszłość kształtuje przyszłość czyli Dotyk - Jus Accardo

Nie jestem do końca pewna co mam sądzić o tej książce. Na początku wydawała mi się dość monotonna, podobna do książek młodzieżowych które znajdziemy teraz na każdym korku, jednak miała w sobie coś magnetycznego, czemu nie potrafiłam się oprzeć.

Pewnego dnia tajemniczy chłopak po upadku z nadrzecznego wału ląduje u stóp Deznee Cross, szalonej 17-letniej miłośniczki mocnych wrażeń. Dziewczyna uznaje to za świetną okazję, żeby wkurzyć ojca i sprowadza błękitnookiego przystojniaka do domu.
Jednak nie wszystko jest z nim w porządku. Kale zachowuje się na tyle dziwnie, że nawet Deznee zaczyna coś podejrzewać. Okazuje się, że chłopak był więziony przez Denazen Corporation, organizację, która wykorzystuje ludzi o specjalnych umiejętnościach jako broń. A umiejętności Kale'a są wyjątkowo niebezpieczne – jego dotyk zabija...

Od pierwszej strony polubiłam główną bohaterkę. Jest ona odważną i nieco rozpuszczoną nastolatką, poszukującą uwagi ojca. Deznee lubi imprezować i spotykać się ze znajomymi. Jest samodzielna i często sarkastyczna, a jednak ma w sobie coś, za co nie da się jej nie lubić. Z wielu sytuacji potrafi wyjść obronną ręką i nie zgubić przy tym swojego stylu. Po spotkaniu z Kale'm zmienia się, zaczyna rozumieć, że życie nie jest jedynie grą, a jej i jej bliskim grozi wielkie niebezpieczeństwo. 

Dotyk jest książką, którą czyta się szybko i bez większych potknięć. Nie musimy się męczyć nad słowami, ponieważ same gładko wpływają nam do umysłów. 
Chcę poznać twoją przeszłość. Ona cię tworzy takim, jakim jesteś.
Akcja toczy się bardzo szybko, aż chwilami czuje się, jakby brakowało oddechu, a przynajmniej ja miałam takie uczucie. Gdy bohaterzy poradzili sobie z jedną przeszkodą, los ich nie oszczędzał i zsyłał coraz to nowe problemy. Z jednej strony było to plusem książki, jednak czasami aż przytłaczało. 

Postacie były bardzo różnorodne, przez co dodawały koloru szarej rzeczywistości. Brutalność Denazen czasami była ogromna, przez co myślę, że wprowadzenie kogoś takiego jak Brandt było wspaniałym pomysłem. Postać Kale'a dodała magii i takiej tajemniczości całej książce, jednak mimo to ciągle mam nadzieję, że Dez będzie z Alexem, chociaż na to są malutkie szanse. Alex mnie intryguje i jestem bardzo ciekawa jego postaci w kolejnych częściach serii Denazen. 
- Stan cywilny [...]                                                                             - Jeśli masz na myśli mnie, to nie jesteś w moim typie. A jeśli chodzi o ojca to jest singlem, ale raczej też nie jesteś w jego typie.
Lekkość pióra autorki jest widoczna na każdym kroku. Wspaniały pomysł na książkę plus dobre jego zrealizowanie jest bardzo trudne. Pani Jus Accardo się to udało. 
Z Kalem było inaczej. On nie tylko parzył, on widział. Jak nikt inny.
Dotyk, jak na debiut literacki, jest bardzo dobrą książką.  Może kilka rzeczy bym poprawiła, jednak spodobała mi się ta historia i chciałabym poznać jej dalszą część.

Autor: Jus Accardo
Tytuł oryginalny: Touch
Tytuł polski: Dotyk
Wydawnictwo: Dreams 
Data wydania: 10 stycznia 2013 
Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej »

Top 7: Pary na walentynki

Aż do teraz nie wiedziałam co napisać w poście z okazji walentynek i w ostatniej chwili postanowiłam dodać Top 7 moich ulubionych par. W końcu to jest dzień zakochanych <3 Postanowiłam także się nie rozpisywać o tym dlaczegóż to ich tak bardzo uwielbiam i postawiłam na tym miejscu, ponieważ myślę, że jedno spojrzenie powie więcej niż tysiąc słów ;)


Czytaj dalej »

Pod żadnym pozorem nie patrz jej w oczy czyli Dar - Dorota Majsterkiewicz

Dar jest to debiut literacki pani Doroty Majsterkiewicz. Jak autorka sama wspomniała, pisząc książkę, wzorowała się na Zmierzchu, tak więc styl pisania nie wszystkim może się spodobać. Jakie wrażenie, książka, wywarła na mnie?

Na książkę zwróciłam uwagę poprzez cudowną okładkę. Te oczy, takie magnetyczne,  przyciągające, owiane tajemnica, a do tego tytuł, który nie zdradza wiele, a jednak zachęca do poznania "Jaki przeklęty Dar kryje w sobie Nadie?"

Oczy Nadie Grant, świeżo upieczonej studentki architektury krajobrazu, od dzieciństwa skrywają mroczną tajemnicę. Kiedy dziewczyna przybywa na Uniwersytet w Portland, ma nadzieję na wymazanie z pamięci tragicznych wydarzeń z przeszłości i ułożenie życia na nowo. Zaprzyjaźnia się z Melanie i Nickiem, którym ze względu na swój niezwykły dar nie może jednak spojrzeć prosto w oczy. Poza tym już podczas pierwszych dni w akademiku odczuwa dziwny niepokój i dostrzega wokół siebie serię budzących lęk wydarzeń. Wkrótce na jej drodze staje niezwykle przystojny i nienaturalnie piękny Chris. Zakochana Nadie przypadkowo spogląda mu w oczy, a wtedy okazuje się, że jest on jedyną istotą na ziemi, której jej wzrok nie zagraża.

Życie głównej bohaterki jest dość zagmatwane. Ten ciągły strach, że spojrzysz komuś w oczy i wtedy... No ale cóż, Nadie nauczyła się z tym żyć. Próbuje funkcjonować normalnie, unikając wzroku innych. Podziwiam ją za to, bo sama wiem, że nigdy by mi się coś takiego nie udało.

Co do stylu pisania autorki to po prostu podobał mi się. Nie lubię, gdy w książce jest dużo opisów, a co już mówić o tym jak autor zabiera się za porównania homeryckie czy coś w tym stylu! Za brak przeciągania wielki plus dla pani Doroty.

Język jest prosty i zrozumiały. Nie musisz się wysilać, żeby zrozumieć o co chodzi. Chwilami tylko gubiłam się i czułam jakby bohaterka teleportowała się, gdyż w jednej chwili jechała samochodem, a w drugiej rzucała się na łóżko. Było to dość dezorientujące.
Każdy z nas ma swoją gwiazdę.
Wątek miłosny był wyraźny i dość przeważający w całej powieści, ale nie irytował mnie, jak to bywa w niektórych przypadkach. Dodatkowo nie było to coś w stylu "Oh, obaj są boscy. Nie wiem którego wybrać!" tylko "O Boże! On jest taki boski. Jak to możliwe, że mnie kocha?" Cieszę się, że autorka wybrała właśnie to i nie postawiła Nadie przed "trudnym" wyborem.

Jeszcze wypowiem się na temat jednej rzeczy, a mianowicie... na Lubimy Czytać spotkałam się z opinią, że akcja toczy się zbyt wolno. Ja powiem tak... w każdej opinii jest ziarenko prawdy, tak więc częściowo zgadzam się z osobą która to napisała, jednak podczas czytania książki nie nudziłam się. Pani Dorota ciągle zasypywała nas nowymi informacjami ze świata Chrisa i nie sposób było się nudzić. Mogę powiedzieć, że przez znaczną część fabuły było dość spokojnie i mogliśmy rozkoszować się nowo poznanym światem. Końcówka stała się bardziej dynamiczna i powiem szczerze, że zaintrygowała mnie. Tak więc, jeżeli pojawi się kontynuacja Daru (na co bardzo liczę), pani Dorota może być pewna, że jako jedna z pierwszych stanę po nią w kolejce.
Dostrzegłam tylko czarną pelerynę z kapturem i dzikie niebieskie oczy. Daren szczerzył zęby w ironicznym uśmiechu.
Podsumowując! Polecam Dar jako luźną lekturę do poduszki, która pobudzi waszą wyobraźnię i sprawi, że sny staną się kolorowe. W książce znajdą coś dla siebie nie tylko fani książek młodzieżowych i fantastyki, ale także np. mitologii. Dlaczego? Tajemnica.

Autor: Dorota Majsterkiewicz
Tytuł: Dar
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: styczeń 2015
Moja ocena: 8/10

A za możliwość przeczytania książki dziękuję pani Dorocie Majsterkiewicz. Zapraszam także do polubienia fanpage'a Daru.

Czytaj dalej »

To nasza historia i my ją opowiadamy czyli Niebo jest wszędzie - Jandy Nelson


Lennie jest załamana. Jej siostra zmarła, a jedyną osobą która zdaje się rozumieć jej ból jest Toby - były chłopak Bailey. Podczas gdy świat siedemnastolatki rozpada się na miliony kawałeczków, życie jej nie oszczędza i w szkole zjawia się nowy chłopak, Joe, obiekt westchnień wielu dziewczyn, francuz. Dla Lennie nie jest on także obojętny. Czy można się zakochać, gdy jesteś tak bardzo nieszczęśliwy? Jak otworzyć drzwi miłości, gdy w nich już stoi żal po stracie kogoś bliskiego?
Niebo jest wszędzie, zaczyna się u twoich stóp...
Niebo jest wszędzie na początku mnie trochę zniechęcało przez narrację w czasie teraźniejszym, bardzo oryginalne porównania (które potem stały się wielkim atutem książki) oraz mało wyrazistą postać głównej bohaterki, jednak już po kilku stronach wciągnęłam się i przez niecałe dwa wieczory przeczytałam całą książkę.
Może faktycznie jestem autorką mojej własnej historii, ale też wszyscy inni są autorami swoich i czasami, jak na przykład teraz, te historie się nie zazębiają
Powieść opowiada o stracie oraz żałobie, która nadchodzi chwilę potem. Trudno ruszyć na przód i rozwijać się wraz z biegiem czasu, gdy wiesz, że ktoś kogo kochałeś nie może tego zrobić i na zawsze już zostanie w tym jednym stanie w jakim widzieliśmy go po raz ostatni. Główna bohaterka wychowywała się w cieniu siostry i zawsze była tym koniem towarzyszącym, jednak jej to nie przeszkadzało. Wielbiła Bailey i kochała ponad życie. Gdy ona umiera, Len musi wyjść na światło dzienne i zmierzyć się z problemami jakie zgotowało jej życie. Dziewczyna zaczyna inaczej postrzegać otaczający ją świat. Do tego targają nią uczucia, których wcześniej nie znała. Cały świat kręci się wokół tego, że Lennie nie potrafi być szczęśliwa gdy przy niej nie ma Bailey, a gdy przytrafi jej się coś dobrego, ma ogromne wyrzuty sumienia. Chwilami miałam ochotę złapać siedemnastolatkę za ramiona, potrząsnąć nią i krzyknąć prosto w twarz "Opanuj się, dziewczyno!".
Patrzę w jego oczy nie znające smutku i drzwi w moim sercu otwierają się z hukiem. A gdy się całujemy, widzę, że po drugiej stronie tych drzwi jest niebo.
Autorka poruszała tu bardzo poważne tematy, jednak styl pisania był lekki i przyjemny. Wszystkie porównania (o których wspomniałam wcześniej) dodawały magi całej książce. Historia Len nie jest typowa dla współczesnych powieści młodzieżowych. Ukazuje ona jak bardzo życie jest ulotne i w jednej chwili wszystko może obrócić się o 180 stopni, jednak mimo wielkiej melancholii przeplatającej się przez karty powieści, możemy dowiedzieć się jak to jest być zakochanym w tym samym czasie gdy czujemy, że nie należy nam się ani gram szczęścia.
W fabryce ludzi ktoś musiał coś schrzanić i zwyczajnie dać mu trochę więcej życia niż reszcie z nas.
Cała powieść opiera się nie tylko i wyłącznie na śmierci Bailey, ale także na wątku miłosnym, który jest dość subtelny, acz bardzo zagmatwany. Wszystkie emocje, jakie teraz kłębią się w Lennie potęgują jeszcze zagubienie dziewczyny względem uczuć do Joego oraz Tobiego, tym samym wprowadzając ją w niezręczne sytuacje z których wywija się kłamstwami lub półprawdami. Sytuacja w domu także jest bardzo zawiła i pełna nieporozumień, a wszystko jest spowodowane żałobą.
Rozpacz i miłość są zrośnięte, jedno nie występuje bez drugiego.
Muszę pochwalić także wydawnictwo za okładkę i szatę graficzną. Na początku opis książki mnie trochę zniechęcał, a sama książka wydawała się dość banalna, mimo wysokiej oceny na Lubimy czytać, jednak przez tą cudowną okładkę nie mogłam nie sięgnąć po powieść. Śliczne kolory i idealne nawiązanie do treści książki.

Czytając Niebo jest wszędzie, wszystko we mnie wrzało. Chwilami nie mogłam sobie poradzić z emocjami, które po prostu były nie do wytrzymania. Gdy zaczynałam tą recenzję, nie byłam pewna czy uda mi się przelać na "papier" to wszystko co czułam. Było tego multum. Nie wiedziałam od czego zacząć. Brakowało mi słów, by opisać historię, która tak bardzo mną poruszyła. Do teraz nie jestem do końca pewna czy mi się udało przekazać chociaż połowę wartościowości tej książki. Jeszcze przychodzą mi do głowy nowe pomysły i wątki które mogłabym wpleść w moją recenzję, ale myślę, że chociaż odrobinę was zachęciłam do sięgnięcia po tą pozycję, bo naprawdę warto.

Autor: Jandy Nelson
Tytuł oryginalny: The Sky is Everywhere
Tytuł polski: Niebo jest wszędzie
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 8 marca 2011
Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej »

[Podsumowanie] Jak to było w styczniu...


No i czas na pierwsze w historii bloga PODSUMOWANIE MIESIĄCA. Dlaczego dopiero teraz? Proste. Wcześniej nie było czego podsumowywać :) A teraz do tematu... Styczeń uważam za udany miesiąc pod względem przeczytanych książek. Poprzez przerwę świąteczną, która trwała do 7 stycznia oraz ferie zaczynające się w moim województwie 24 stycznia, miałam wiele czasu wolnego na czytanie. Niestety poniosłam też porażkę osobistą ponieważ do tej pory nie udało mi się przeczytać Krzyżaków, ale mniejsza z tym. Oto są statystyki bloga z tego miesiąca:

Wyświetlenia w styczniu: 851
Liczba komentarzy w styczniu: 28
Łączna liczba obserwatorów: 11
Liczba postów, które pojawiły się na blogu w styczniu: 13

Teraz czas na coś przyjemniejszego, a mianowicie statystyki dotyczące książek! Dobra... W tym miesiącu przeczytałam 11 książek, za to na blogu pojawiło się 7 recenzji.

Najlepszą książką jaką przeczytałam i zrecenzowałam była Ja, potępiona i polecam przeczytać z całego serca, Najgorszej nie było.

Dziękuję wam za zaglądanie na mojego bloga i oby w tym miesiącu statystyki były jeszcze lepsze :D






Czytaj dalej »

Nocna szkoła: The web series #2 Odcinki 2 - 6

Skoro już zaczęłam pisać <post> o serialu to będę to kontynuowała, ale muszę was na początku uprzedzić, że bardzo się zawiodłam ... prawdę mówiąc na wszystkim, ale najpierw obejrzyjcie sami i wyróbcie własną opinię, a wtedy ja powiem coś odnośnie swojej.







No skoro, już oglądnęliście (lub po prostu przewinęliście do dołu, ale mniejsza z tym) teraz czas na wyrażenie mojej opinii. Na początku powiem tylko, że miałam większe oczekiwania, zwłaszcza patrząc na to, że pani CJ nadzoruje wszystko, jednak po obejrzeniu kilku pierwszych odcinków zawiodłam się. Aktorzy (moim zdaniem) są źle dobrani, a ich gra daje dużo do życzenia. Brak widocznych połączeń pomiędzy odcinkami jest trochę frustrujące, a to, że prawie każdy z filmików jest opowiadana z punktu widzenia innej osoby nie jest dla mnie za fajne. Jeszcze jednym minusem jest połączenie w jedno kilku części książki.
Oczywiście znalazłam także kilka plusów. Spodobała mi się aktorka grająca Katie. Prawdziwa glamour girl . Co do Jo, to w ogóle mi nie pasowała. Zawsze wyobrażałam ją sobie na podobieństwo Amber ( Ana Mulvoy Ten) z Tajemnic Domu Anubisa i jakoś nie mogę dopasować Jodie Hisrt do tej roli, chociaż nie wiem jak mocno bym chciała. Do tego ta muzyka... już się nawet nie wypowiem. Odcinek 4 i 6 były chyba jak dotąd najlepszymi. Podobała mi się wypowiedź Allie. Te słowa były takie... mocne, niezależne, emocjonalne, że mną także zawładną buntowniczy nastrój... jednak dwie nagrane dobrze sceny nie zniszczą mojego niesmaku do całej reszty. Uwielbiam serię Wybrani, ale poprzestanę na książkach... To jest oczywiście tylko moje zdanie i wam może serial się podobać. Każdy lubi co innego, ale mi on nie przypadł do gustu. Myślę, że można to było nagrać w inny i bardziej normalny, acz interesujący sposób i tak jak wcześniej pisałam postanowiłam pozostać przy książkach i z zniecierpliwieniem czekam na kolejną, finałową część Wybranych.


Czytaj dalej »
Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka